Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

A na pożegnanie tylko Krew i Wino

aruart

Kilka dni temu przyszło mi się pożegnać z Wiedźminem. I przyznać muszę, że było to bolesne rozstanie. No bo co z tego, że Krew i Wino oferuje około 30 godzin gry, jeśli ma stanowić nieodwołalnie koniec gier związanych z Geraltem z Rivii. Przyznać jednak trzeba, że CD Project Red, w prawdziwie mistrzowski sposób kończy swoją elektroniczną sagę. Krew i Wino, jest właściwie osobna grą. To zupełnie nowa lokacja, kraina Toussaint, która jest niemal idyllicznym miejsce, pełnym pięknych kobiet, zapierających dech w piersi krajobrazów, słońca i wina. Ale jak się okazuje nie tylko. W rajskiej krainie dochodzi do zbrodni i to właśnie my, wcielając się w wiedźmina, będziemy musieli rozwikłać straszliwą tajemnicę, przy okazji zabijając liczną zgraję potworów i ludzi. Zdarzą się także zadania z pozoru łatwiejsze, ale walka z bankową biurokracją może być równie ciężka jak ubicie bruksy. A przy okazji Geralt otrzymał w końcu swoje własne miejsce na ziemi w postaci urokliwego dworku z winnicą. Tam może odłożyć miecze i chociaż na chwilę odpocząć aby nabrać sił przed kolejnym zadaniem. Gra jest tak pochłaniająca, że te 30 godzin zmienia się w krótka chwilę i nagle okazuje się, że gra skończona.

Ciekawe ile minie czasu, za nim ponownie zagłębię się w świecie Białego Wilka? Po tak udanej produkcji, trudno będzie mnie zadowolić, bo gry w których wypełnia się wciąż te same zadanie, polegające na zarąbaniu jak największej liczby przeciwników, będą teraz po prostu straszliwie nudne. Mam nadzieję, że seria Wiedźmin wyznaczy nowy trend i już niedługo, pojawią się kolejne produkcje, które w podobny sposób będą potrafiły zawładnąć umysłem.

 


Powrót nad Wełtawę

aruart

Są miejsca, w których czujemy się wyjątkowo dobrze, miejsca, do których chcemy wracać, bo czujemy, że do nich przynależymy. Dla mnie, jednym z takich miejsc jest Praga, do której po sześcioletniej przerwie udało nam się ponownie zawitać. Obiecywaliśmy sobie, że będziemy zjawiać się tutaj co roku, ale jakoś nie wyszło. W tym roku jednak nie odpuściliśmy, zamówiłem transport, wynająłem pokój i kiedy tylko zaczęliśmy urlop, ruszyliśmy do grodu nad Wełtawą. To był wspaniały tydzień. Uwielbiam wracać do miejsc, które znam i które wywołują we mnie pozytywne uczucia. Kiedy to, przechadzając się ulicami jakiegoś miasta, mam wrażenie, że jestem u siebie. A Praga właśnie to oferuje. Podczas jednego wyjazdu, nie da się poznać tego niezwykłego miasta. Nawet kilka wypraw to zbyt mało. Tutaj wciąż odkrywa się coś nowego. Trzeba tylko zejść z turystycznych szlaków i zagubić w praskich uliczkach, podziwiając niesamowite przykłady secesyjnej i modernistycznej architektury. To w cale nie oznacza, że darowaliśmy sobie tradycyjne atrakcje, takie jak Rynek i okoliczne uliczki, Most Karola, czy dzielnicę Malá Strana, jednak na Hradczany już się nie przebijaliśmy. Natłok turystów jest mocno zniechęcający. Ale wystarczy czasem przejść jedną przecznicę, by międzynarodowy tłum się ulotnił. A miejsca takie jak Nowe Miasto, Smichov, czy Žižkov w niczym nie ustępują ścisłemu centrum czeskiej stolicy. Za to liczne i spokojne skwery oraz parki, pozwalają w pełni nacieszyć się tym niezwykłym miastem. I jeszcze jedno, co bardzo  podoba mi się w Pradze, to miasto nie ma zadęcia, nie jest to typowe miejsce przeznaczone dla turystów z wypielęgnowaną trawką i świeżo odmalowanymi, równiutkimi tynkami. Tutaj wiele rzeczy jest zaniedbanych, ale jednocześnie pełnych nieodpartego uroku. Chciałbym móc wrócić tu kiedyś poza sezonem turystycznym. Posiedzieć w którejś z muzycznych knajpek, poczuć to miasto podczas jesiennej słoty, zobaczyć zamarzającą Wełtawę. A może by tam zamieszkać? To jedna jest raczej niemożliwe, za duże ryzyko, by tak nagle wszystko rzucić i dać się porwać nieznanemu. Jedno jest pewne, do Pragi wrócę jeszcze nieraz, bo w tym mieście znajduje się cząstka mnie.

 

 

 

 

 

 

 

Urodziny Dylana

aruart

Dziś 75 lat kończy Bob Dylan. Kilka dni temu ten niezwykły muzyk, zrobił sobie ,ale przede wszystkim fanom wspaniały prezent, wydając kolejny (trudno zliczyć który), świetny album. Coś czuję, że zbliżające się lato, będzie pod znakiem Dylana i płyty „Fallen Angels”.

Miasto widmo

aruart

Prypeć na Ukrainie, w wyniku katastrofy w pobliskiej elektrowni jądrowej w kwietniu 1986 r. zostało wyludnione, stając się prawdziwy miastem widmem. To symbol ludzkiej arogancji pokazujący, do czego może prowadzić buta i niekompetencja.

Odrobina wiosny

aruart

Przyroda powoli budzi się do życia z zimowego uśpienia. Już nie tylko ptaki, wyrażają swój szaleńczy zachwyt z nadejścia wiosny. Każdego dnia, pojawia się coraz więcej roślin, które już niedługo wybuchną najwspanialszą w świecie intensywnością zieleni. Ale już jest się czym cieszyć.

Tak jest w ogrodzie:

 

 

 

 

A tak jest w lesie:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Zima już nie wróci

aruart

Skąd to wiem? Dwa dni temu, podczas spaceru z Megi, po raz pierwszy w tym roku słyszałem śpiew skowronków. Intensywny, donośny i radosny krzyk, wydobywający się z trzech, niepozornych gardeł. Jakby te niewielkie ptaki, chciały ogłosić światu, że właśnie nadeszła wiosna. Bo według specjalisty w dziedzinie ornitologii, dr Andrzeja Kruszewicza, to właśnie pojawienie się skowronków, a nie przyloty bocianów, żurawi, czy dzikich gęsi, definitywnie przesądza o końcu zimy.

Megi wypatruje skowronków

Ten niewielki (waży do 45 g) ptak, jest niezwykłym, niestrudzonym śpiewakiem, którego koncerty będziemy mogli przeżywać do lata. Wystarczy tylko przejść się na najbliższą łąkę, czy pole i na chwilę się skupić, aby usłyszeć rozlegający się nad nimi słowiczy śpiew. Kiedy uważniej się rozejrzymy, to na wysokości 100-200 m dostrzeżemy winowajcę tego zamieszania. Intensywnie machając skrzydłami (10-12 uderzeń na sekundę) przez kilka, kilkanaście minut (rekordzista unosił się tak przez godzinę) samiec skowronka oznajmia światu, że jest królem łąki, po czym robi ze swoich skrzydeł coś w rodzaju spadochronu i delikatnie opada. Po krótkim odpoczynku, ponownie się wznosi, aby nikt nie miał wątpliwości kto tutaj rządzi.

fot. Wikipedia

 Dla mnie słowik to oznaka wędrówek po okolicy, lub leniuchowania pośród traw, podczas pięknej pogody, z książką w ręce i chłodnym piwem, wyjętym z plecaka. Bardzo cieszę się z nastania wiosny, bo plany na wędrówki mam ambitne i jeśli uda mi się zrealizować, chociaż ich część, to rok będę mógł uznać za naprawdę udany.


Świat wg. Pawła Kuczyńskiego

aruart

Paweł Kuczyński, rocznik 1976, absolwent poznańskiej ASP. Niezwykły obserwator otaczającego nas świata, który w swoich pracach, bardzo dosadnie pokazuje to, co w nim wynaturzone. Szuka prawdy o rzeczywistości, wystawiając jej bardzo surową ocenę. Myślę, że prace artysty przemówią najlepiej (najdosadniej). Nie pomoże potrząsanie głową, czy wyparcie. Świat wg. Pawła Kuczyńskiego, jest naszym światem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Odrobina wiosny

aruart

Od jakiegoś już czasu pogoda ma więcej wspólnego z listopadem niż ze zbliżającą się wiosną. Ale wystarczy odrobina słońca i wszystko całkowicie się zmienia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Przedwiosenny las

aruart

O tej dziwnej porze roku, kiedy po zimie nie ma już śladu, a zwiastuny wiosny są jeszcze dość rzadkie, las potrafi być równie ciekawy jak wiosną czy latem, no i co najlepsze, można się tam udać bez obawy, że dręczyć nas będą owady.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Megi znajduje zwiastuny wiosny

aruart

Wiosna coraz bliżej. Świadczą o tym nie tylko wysokie temperatury, ale także coraz wyraźniejszy, poranny śpiew ptaków. Dziś podczas spacery Megi wypatrzyła pierwsze, wyłaniające się spośród uschniętych liści, przebiśniegi.

 

 

 

 

 

 

 



Wściekła i dumna

aruart

W opisywanej przeze mnie ostatnio książce „Kapelusz cały w czereśniach” Oriany Fallaci zabrakło mi opowieści o jej rodzicach i samej pisarce. Gdy Fallaci zaczęła pisać swoją ostatnią książkę, planowała doprowadzić ją do 1944 r., kiedy to podczas bombardowania Florencji przez aliantów, spłonęła skrzynia z pamiątkami rodzinnymi. Jednak śmiertelna choroba nie pozwoliła jej doprowadzić opowieści do końca. Na szczęście udało mi się natrafić na jej biografię autorstwa Cristiny de Stefano, dzięki czemu wypełniła się luka. Oriana Fallaci była postacią niezwykłą. To z pewnością jedna z najważniejszych dziennikarek XX wieku i wspaniała pisarka. Właściwie to przede wszystkim pisarka, bo każdy napisany przez nią tekst, to prawdziwe literackie dzieło. Ale jej życie to gotowy scenariusz wspaniałej powieści lub niezłego film. Od swoich rodziców nauczyła się miłości do słowa pisanego oraz cenić odwagę i wolność. Już jako nastolatka, zaangażowana była w działalność antyfaszystowskiego ruchu oporu, do którego należeli jej rodzice. Była łączniczką przenoszącą rozkazy i zaopatrzenie dla partyzantów. W jej domu ukrywali się alianccy uciekinierzy z obozów jenieckich. Faszyzm zawsze uważała za największe zagrożenie dla cywilizacji, choć pamiętać trzeba o tym, że pod tym pojęciem rozumiała znacznie więcej niż ideologię wykreowaną przez Mussoliniego i Hitlera. Faszyzm to wszelki totalitaryzm, to każda próba zniewolenia człowieka i wpisania go w sztywne ramy, które unicestwiają wszystko, co spoza nich wychodzi. Z wszelkimi przejawami faszyzmu walczyła bezwzgędnie przez całe życie. I dlatego nienawidzili ją przedstawiciele prawicy krytykujący ją za liberalizm oraz przedstawiciele lewicy uznając ją za konserwatystkę.


Była bezkompromisowa, uparta, odważna, miała bardzo trudny charakter, o czym przekonali się wydawcy i tłumacze jej dzieł. Była także bardzo wrażliwa, pracowita i niezwykle utalentowana. Jako dziennikarka zaczęła od tematów błahych, w latach 50-tych nikomu nie mieściło się w głowie, aby kobieta mogła zajmować się poważnymi tematami. Pisała więc głównie o świecie filmu (włoskiego i amerykańskiego), dając się poznać jako osoba bezkompromisowa, podchodząc do gwiazd filmowych bez czołobitności, często obnażając ich przeciętność i zupełnie ludzki charakter. Kiedy w końcu lat 60-tych stała się reporterem wojennym, wykazała się sporą odwagą, a kiedy zaczęła przeprowadzać wywiady z wielkimi tego świata, pokazała, że najważniejsza jest dla niej prawda o rozmówcy. Zawsze świetnie przygotowana, zadawała im przede wszystkim trudne pytania. I co najważniejsze, dzieliła się z czytelnikami tym, co myślała na temat swojego rozmówcy. Nikt nie był w stanie przekonać jej do wykreowanego przez siebie wizerunku. Jak doskonały radar wykrywała fałsz i głupotę.

Fallaci była także wspaniałą pisarką. Kiedy przeczytałem „Inszallah”, byłem wstrząśnięty i zachwycony. To jedna z najważniejszych książek antywojennych, śmiało można ją postawić obok „Na zachodzie bez zmian”, czy „Rzeźni nr 5”, a z drugiej strony, jest to także jedna z najsubtelniejszych historii o miłości. Całe jej pisarstwo oparte jest na tym, co sama przeżyła, stąd w każdej z książek można odnaleźć wątki autobiograficzne.

Oburzona atakami terrorystycznymi na WTC w 2001 r. pisze „Wściekłość i dumę”, książkę, w której krytykuje Europę za bierność wobec islamskiego fundamentalizmu, co jej zdaniem w ostateczności może doprowadzić do upadku europejskiej cywilizacji. Oskarżana została o sianie nienawiści i rasizm. W przeciągu ostatniego roku mogliśmy się jednak przekonać o tym, jak prorocze były jej słowa, zresztą o tym, że wybuchnie wojna pomiędzy światem islamu a Europą, pisała już przeszło trzydzieści lat temu.


Oriana Fallaci zmarła 15 września 2006 roku po kilkuletniej walce z chorobą nowotworową. Jej bezkompromisowość, inteligencja i pisarskie umiejętności bardzo by się dziś przydały w obronie dokonań i wartości, które tak bardzo ceniła.


Kapelusz cały w czereśniach

aruart

Rok 2016 miałem szczęście rozpocząć wspaniałą książką „Kapelusz cały w czereśniach” Oriany Fallaci. To niezwykła saga rodzinna, w której ta bezkompromisowa dziennikarka sięga po historii swoich przodków. Cała opowieść rozpoczyna się w 1773 r. i prowadzi nas przez przełomowe dla Włoch i Europy momenty XVIII i XIX stulecia. Książka ta stanowi galerie niezwykłych postaci, z pozoru ludzi całkiem przeciętnych, ale o niezwykłej sile charakteru, którzy są w stanie walczyć, nie zawsze zresztą skutecznie, z przeciwnościami losu. Mając takich przodków, buntowników, szaleńców, awanturników, zawsze wiernych sobie, Fallaci nie mogła być inna. To właśnie im, w dużym stopniu zawdzięczała to, kim była. Zamiłowanie do słowa pisanego, odwagę, przekonania. Fallaci wielokrotnie pisze o tym, że wystarczyłby przypadek, niewielka zmiana decyzji, któregoś z nich, a nigdy nie pojawiła by się na świecie. Każda z opisywanych tu postaci, to odrębna opowieść. Są wśród nich prości chłopi, arystokratka, biedacy z portowych dzielnic, odszczepieńcy religijni. Książka ta stanowi świetny wstęp do tego, aby zapoznać się z historią Włoch, autorka w bardzo przystępny sposób ukazuje moment jednoczenia się państwa włoskiego i związanych z tym problemów. Jak się okazuje, Oriana Fallaci miała polskie korzenie. Jej praprapra dziadek zginął w powstaniu krakowskim. I w kwestii historii Polski, autorka stanęła na wysokości zadania, kreśląc krótki, ale dość dokładny szkic polskich dziejów I połowy XIX wieku. „Kapelusz cały w czereśniach” jest genialnie napisaną książką. To połączenie powieści i reportażu. W niektórych fragmentach Fallaci sama wciela się w opisywane przez siebie osoby, aby po chwili przejść do pisania w trzeciej osobie. Język książki jest na tyle wyrazisty, że emocje autorki silnie udzielają się czytelnikowi.  Nie sposób się oderwać od tej wciągającej książki. I zabrakło mi tylko epilogu, rozdziału, który uzupełniłby tę niezwykła sagę o życie samej Oriany Fallaci.

Mam nadzieję, że „Kapelusz cały w czereśniach” to zapowiedź niezwykłych książek, które przeczytam w tym roku.


W obronie Puszczy Białowieskiej

aruart

Jest takie miejsce, gdzie czas się zatrzymał. Gdzie od kilku tysięcy lat rządzi przyroda, doskonale radząc sobie bez pomocy człowieka. Jest takie miejsce, gdzie można spotkać wilka, rysia i żubra. Ostoja ptaków, jedyny, w pełni naturalny ekosystem leśny w Europie. Tym miejscem jest Puszcza Białowieska. Chroniona przez polskich królów, niestety niszczona od stu lat. I wydawało się, że Puszczę, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO czekają lepsze czasy. Coraz większe obszary tego najpiękniejszego z lasów poddawana były ochronie. Niestety, z końcem zeszłego roku, nad Puszczą ponownie zawisły ciemne chmury. Lasy Państwowe pod pretekstem walki z kornikiem drukarzem chcą rozpocząć ogromną wycinkę puszczańskiego drzewostanu, zamieniając ten niezwykły kompleks leśny w plantację drzew, która nie będzie niczym wyróżniać się spośród pozostałych lasów. Nie możemy na to pozwolić. W naszym kraju nie mamy nic cenniejszego od Puszczy Białowieskiej. Gdyby zniszczyć Wawel czy krakowską starówkę, można je zrekonstruować, zniszczonego ekosystemu odnowić się już nie da. Każdy, komu los Puszczy leży na sercu może podpisać się pod petycją w jej obronie.

David Bowie (1947 – 2016)

aruart

Wczoraj zmarł David Bowie, jeden z największych muzyków ostatnich czterdziestu lat. Niesamowity wokalista i bardzo uzdolniony instrumentalista (grał na 17 instrumentach). Nie bał się poszukiwać. Przez przeszło 40 lat sięgał po bluesa, rocka, glam rocka, pop,  new wave, punka, tworząc swój, niepowtarzalny styl. Był prawdziwym, muzycznym czarodziejem, bez którego współczesna muzyka popularna byłaby mniej barwna. Na szczęście pozostawił po sobie spory dorobek.

 Zaczynają odchodzić ci, którzy tworzyli muzykę lat 60-tych i 70-tych. Smutne.

 

 


Paździerze 2015 cz. 2

aruart

Filmy i seriale:

Sporo tego było i udało się znaleźć kilka naprawdę dobrych filmów:

- Frank – to jeden z ważniejszych filmów jakie obejrzałem. Pozwolił mi na refleksje nad tym, czym dla człowieka powinna być umiejętność tworzenia. Świetna muzyka.

- Zaginiona dziewczyna – bardzo wciągający thriller Finchera.

- Birdman – rewelacyjny film, który zasłużenie otrzymał Oscara

- Whiplash – opowieść o pasji, poświęceniu i walce o doskonałość.

- Grand Budapest Hotel – ciekawa historia i wizualnie wspaniały  świat Wessa Andersons

- Dzikie historie – argentyńska wizja szaleństwa tkwiącego w każdym z nas

- Marco Polo – dla mnie serial roku. Świetnie zrealizowany, twórcy „Wikingów” mogliby się uczyć, jak budować fascynującą opowieść. Jeden z najlepszych seriali historycznych, jakie widziałem.


- Dolina Krzemowa – rewelacyjny serial komediowy, nie tylko dla nerdów.

- Better Call Soul – serial stworzony aby zarabiać na sukcesie Breaking Bad, ale przynajmniej świetnie zrealizowany.

- Seriale Marvella – Powers, Daredevil i Jessica Jones – Marvel w serialach postanowił w zupełnie inny sposób podejść do „superbohatstwa”, które w tych filmach często jest brzemieniem, a sama droga do niego może być dość wyniszczająca.


Muzyka:

W mijającym roku przesłuchałem przeszło 250 płyt, wśród których udało mi się znaleźć kilka muzycznych rewelacji:

-    Infected Rain - Embrace Eternity – mołdawska kapela z dość charyzmatyczna wokalistką., która wie jak się wydzierać.


-    Hate - Crusade Zero - death metal najwyższych lotów. I ten wokal, coś pięknego..

-     Shredhead - Death Is Righteous - Genialny zespół. Bardzo mocno, bardzo brutalnie, ze świetnym wokalem, mogę tego słuchać i nie potrafię się tą płyta zmęczyć.

-     Jinjer - Cloud Factory- Ale dziewczyna potrafi się wydzierać.

-     Florence + The Machine - How Big, How Blue, How Beautiful – Florence to z pewnością jedna z najlepszych wokalistek na muzycznym rynku.

-    Omnia - Earth Warrior - Rewelacja. Muzyka, którą tworzy ten zespół powala. Etniczne dźwięki we wspaniałych aranżach i to brzmienie. Omnia to moje muzyczne odkrycie roku

-    Fath no More - Sol Invictus – długo trzeba było czekać na tę płytę (18 lat), ale jest naprawdę


-    Psychostick - IV Revenge of the Vengeance - Co za dziwaczna kapela. Zwariowane dźwięki, porąbana muzyka i chore teksty, a utwór MSFW to prawdziwe mistrzostwo.

-     Motörhead – Bad Magic, Slayer – Repentless, Iron Maiden - The Book Of Souls, Napalm Death - Apex Predator – Easy Meat (za to że są sobą)

-    Percival Schuttenbach - Mniejsze zło - polski metal folk. Parcival Schuttenbach to jeden z ciekawszych zespołów na polskiej scenie metalowej.


A co przyniesie nowy rok? Mam nadzieję, że jeszcze więcej wrażeń tych muzycznych i filmowych i przynajmniej kilka mądrych książek. Tego życzę sobie i wszystkim myślącym i wrażliwym!

© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci