Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Zachód Słońca

aruart

Świąteczne dni były w tym roku wyjątkowo paskudne. Chmury, deszcz, wiatr i błoto, sprawiły, że zrezygnowałem ze spacerów. Kiedy jednak dziś, pogoda się poprawiła, postanowiłem z tego skorzystać. Przy okazji mogłem podziwiać zachód słońca. I może nie był on zbyt widowiskowy, ale najprawdopodobniej ostatni, jaki obserwowałem w tym roku.

IMG_7463_161
IMG_74672_161
IMG_7472_161

IMG_7484_161

IMG_7486_16

IMG_7491_16

IMG_7495_16

IMG_7501_16

 

 

Wpis nr 500 – Nobel dla Dylana

aruart

 

Bardzo się ucieszyłem, kiedy 13 października ogłoszono, że laureatem tegorocznej Literackiej Nagrody Nobla, za „tworzenie nowych form poetyckiej ekspresji w ramach wielkiej tradycji amerykańskiej pieśni", został Bob Dylan. To, że Dylan dał muzyce rockowej tekst, a później przekształcił go w poezję najwyższych lotów, jest bezsporne. Jednak, pomimo tego, że od lat wymieniano, tego niezwykłego twórcę, wśród ewentualnych kandydatów na Nobla, wydawało mi się, że dość konserwatywni członkowie Akademii Szwedzkiej, nie odważa się, na tak kontrowersyjny krok. A jednak, myliłem się. Po ogłoszeniu tej decyzji, dość długo oczekiwałem na wiadomość, czy Dylan przyjmie samą nagrodę, czy też odrzuci ją jak Sartre. I w końcu, po dwóch tygodniach milczenia ogłosił, że czuje się zaszczycony i ma nadzieję, że 10 grudnia pojawi się w Sztokholmie.  Jak się jednak okazało, tydzień temu zabrakło Dylana na gali wręczenia nagród. Nikt, też nie odebrał jej w jego imieniu. Nie był on jednak pierwszym, który zrezygnował, z szopki towarzyszącej temu wyróżnieniu. Uroczystość ominęli także, Doris Lessing, Harold Pinter, Elfriede Jelinek, Alice Munro. Mam nadzieję, że dzięki tej nagrodzie, twórczość Boba Dylana, stanie się bardziej doceniana, a co za tym idzie, dostrzeżone zostanie także to, iż, literaturę (poezję) można odnaleźć, w mniej konwencjonalnych miejscach, że sztuka posługiwania się słowem, prężnie rozwija się, przyjmując również mniej tradycyjne formy. Bo Nobel dla Dylana, to przede wszystkim, nagroda dla tych wszystkich, którzy poprzez swoje teksty, w istotny sposób wpływają na życie milionów ludzi.

A tak z zupełnie innej beczki: to mój 500 wpis na blogu. I pomyśleć, że kiedy zaczynałem, nawet nie wierzyłem w to, że wystarczy mi zapału na więcej niż kilka, może kilkanaście wpisów. Sam sobie muszę pogratulować, bo wytrwałem już przeszło siedem lat i właśnie kończę 500 wpis. Ciekawe, czy uda mi się wytrwać i zamieścić tutaj kolejnych 500 wpisów? Taką przynajmniej mam nadzieję.


Niesamowite zdjęcia

aruart

The Epson International Pano Awards, to konkurs fotograficzny, w którym nagradzane są zdjęcia panoromiczne. Poniżej dwanaście tych, które wywarły na mnie wrażenie, ale tak naprawdę, każde z pozostałych mogłoby się tutaj znaleźć, stanowiąc wspaniały obraz naszego świata. Więcej zdjęć

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ostatni jesienny spacer?

aruart

Nagłe ocieplenie, z którym mieliśmy do czynienia w tym tygodniu, było, najprawdopodobniej ostatnią okazją do tego, aby móc cieszyć się jesienną atmosferą.  Więc o ile mogłem, ku ogromnej radości mojej psiny, starałem się wykorzystać tych kilka, cieplejszych dni, na dłuższe spacery. Oj, bardzo będę tęsknił za ciepłem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prorok Homer Simpson

aruart

Po Amerykańskich wyborach prezydenckich, przypomniano sobie o tym, że to, co jeszcze pół roku temu wydawało się niedorzeczne, zostało szesnaście lat temu przepowiedziane przez twórców animowanego serialu „Simpsonowie”.

Ale to nie jedyna trafna prognoza. Dla mnie największym zaskoczeniem była wiadomość o tym, że Homer Simpson, serialowy gbur i idiota, w 1998 r., pisze wartość zbliżoną do masy bozonu Higgsa, którą to, udało się eksperymentalnie określić dopiero w 2012 r. Więc to Homer Simpson (scenarzyści serialu), a nie CERN, jako pierwsi dokonali tego odkrycia.


Wśród innych proroctw, które znalazły się w serialu należałoby wymienić choćby to, że w 2008 r. przewidzieli awarię elektronicznego systemu głosowania, która miała miejsce cztery lata później. Podobnie było z wojną w Syrii, czy epidemią eboli, z którą w zeszłym roku walczyła Afryka.

Serial „Simpsonowie”, powstaje już od 27 lat i stanowi doskonałe źródło do śledzenia przemian, jakie zachodzą w amerykańskim społeczeństwie. Jak się jednak okazuje, jego scenarzyści, nie tylko opisują i wyśmiewają to, co właśnie się dzieje, ale także starają się przewidzieć, zjawiska i wydarzenia, które dopiero nadejdą i zaskakująco często przewidują przyszłość. Przypadek?


Politycy z połową mózgu?

aruart

fot: https://www.facebook.com/streetartglobe/photos/a.1471310386425716.1073741828.1471162443107177/1971483873075029/?type=3&theater

Od kilku tygodni niemal wszyscy bardzo mocno ekscytują się wyborami prezydenckimi w Stanach. A kiedy kilka dni temu, Amerykanie dokonali już swojego wyboru, pojawiły się pytania: Tramp? Jak to możliwe? Dlaczego? Czy Amerykanie oszaleli? itp. Wydaje mi się, że znalazłem odpowiedź na każde z nich. A może za szaleństwem, w którym coraz bardziej zaczyna pogrążać się świat, stoi jakaś obca nam siła. Coś, czemu na rękę byłoby unicestwienie ziemskiej cywilizacji. Taką właśnie wizję, kreślą twórcy, rewelacyjnego serialu „Braindead”.  Nie wiem, dlaczego redaktorzy strony filmweb, zaklasyfikowali ten serial jako horror. Nie ma tutaj żadnych żywych trupów, psychopatów krojących na kawałki innych, czy wychodzących z telewizora, przerażających dziewczynek. „Braidead” to komedia polityczna. Serial ten stanowi całkiem niezłą satyrę, na współczesny świat polityki, który coraz bardziej się radykalizuje, jednocześnie antagonizując społeczeństwo, wciągając je w swoją walkę, która stała się ważniejsza niż działanie dla dobra państwa. Kiedy słucha się polityków, odnosi się wrażenie, że jakiś obcy stwór siedzi w ich głowach, które zostały pozbawione części mózgu, tej odpowiedzialnej za wrażliwość. Takie wytłumaczenie chyba nawet łatwiej jest przyjąć niż, to, że właśnie tacy są ludzie.

Znów nieco jesieni

aruart

Nieubłaganie zbliża się ta część jesieni, której tak mocno nie znoszę. Już wkrótce, wiatr kompletnie pozbawi drzewa liści, pochmurne niebo przemaluje świat na szaro. Pojawi się przenikliwy, mroźny wiatr, który w połączeniu z deszczem, sprawi, że każde wyjście z domu będzie stanowiło mały koszmar. Trzeba więc, cieszyć się każdym słonecznym dniem, każdym kolorowym liściem, czy purpurowym zachodem słońca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesienny spacer

aruart

Nie co dzień, niestety mogę być w Bieszczadach. Zresztą, w inne góry też mam daleko. Na szczęście, koło mojego domu, jest kilka ciekawych miejsc, w które zawsze mogę się udać z moją psiną. A tam jesień i to ta najpiękniejsza, pełna kolorów i niezwykłych zapachów. Jesień, która potrafi nasycić nas ostatnią dawką pozytywnej energii, przed zbliżającą się zimą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przed tygodniem w Bieszczadach

aruart

Bieszczady, to z pewnością góry tajemnicze, magiczne, a dla mnie, zupełnie nie znane. Więc kiedy otrzymaliśmy propozycję wyjazdu w Bieszczady, właściwie bez zastanowienia się na to zgodziłem.

Bieszczady okazały się naprawdę piękne! Bukowe lasy, właśnie o tej porze roku, kiedy zaczynają zmieniać kolory, stają się bardzo malownicze. Rzeczą ujmującą w tych górach, jest to, że kiedy wdrapie się na połoninę, wszędzie wokół otaczają nas góry! No i jakże kusząca jest ukraińska strona. Nie da się opisać przyjemności, wynikającej z połączenia wysiłku fizycznego i niesamowitych okoliczności przyrody. Kiedy organizm zaczyna pracować na wyższych obrotach, wytwarzając niesamowite wręcz ilości endorfin, a niesamowite widoki atakują wzrok, całkowicie opanowując umysł. Znika świat pozostawiony w domu. Nie ma trosk i kłopotów, jest tylko to miejsce, istnieje jedynie ta chwila. Sam nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tak bardzo potrzebowałem tej wyprawy.

I pomyśleć, że nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie inicjatywa naszej wspaniałej przyjaciółki! Dzięki!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Wszechświat

aruart

Wszechświat jest wspaniały!!! Pochodzący z RPA artysta Pablo Carlos Budassi, posługując się zdjęciami NASA oraz logarytmicznymi mapami wszechświata opracowanymi na uniwersytecie Princeton, stworzył wizualizację znanej nam części wszechświata. Muszę przyznać, że jego praca robi spore wrażenie. Jesteśmy zaledwie niewidzialną drobinką tej niezwykłej struktury, ale z drugiej strony, najważniejsze jest to, że stanowimy jej część.


Unmismoobjetivo/CC BY-SA 3.0/Wikimedia Commons

Tu znajdziecie zdjęcie w pełnej rozdzielczości.

Ig Noble 2016

aruart

22 września na Uniwersytecie Harverda, już po raz 26, wręczono Ig Noble (anty noble), czyli wyróżnienia za najbardziej bzdurne badania naukowe. Przyznać trzeba, że każdy z nagrodzonych niewątpliwie zasłużył na to niezwykłe wyróżnienie. W tym roku banknot, o nominale 10 trylionów dolarów zimbabweańskich otrzymali:

Pośmiertnie, Egipcjanin Ahmad Szafik, za badanie wpływu noszenia spodni z poliestru, bawełny lub wełny, na życie seksualne szczurów. Według naukowca, wyniki tych badań można przenieść na ludzi – nagroda w dziedzinie REPRODUKCJA

Mark Avis, Sarah Forbes i Shelagh Ferguson, za ocenę osobowości skał tj. czy są szczere, sympatyczne, godne zaufania i jaki ma to wpływ na ich sprzedaż – nagroda w dziedzinie EKONOMII.

Gábor Horváth, Miklós Blaho György Kriska Ramón Hegedüs Balázs Gerics Róbert Farkas, Susanne Åkesson Péter Malik i Hansruedi, za odkrycie, dlaczego gzy lubią bardziej gryźć konie o jasnej maści niż te o ciemnej, a ważki zakochują się w czarnych nagrobkach lub asfaltowej nawierzchni – nagroda w dziedzinie FIZYKA

Koncern Volkswagen, za rozwiązania problemu nadmiernej emisji zanieczyszczeń samochodowych za automatyczną, elektromechaniczną produkuję, mniejszej ilości spalin, gdy samochody są testowane – nagroda w dziedzinie CHEMII

Christoph Helmchen, Carina Pälzer Thomas munte, Silke Anders i Andreas Sprenger, za odkrycie, że jeśli czujesz swędzenie po lewej stronie ciała, możesz ulżyć, patrząc w lustro i drapiąc się po prawej stronnie (i vice versa) – nagroda w dziedzinie MEDYCYNY

Evelyne Debey Maarten De Schryver Gordon Logan, Kristina Suchotzki i Bruno Verschuere, za odkrycie, że największymi kłamcami są ludzie w wieku 18 – 29 lat. Jury nagrody doceniło wysiłek holenderskich naukowców, włożony w odróżnianie kłamstwa od prawdy - nagroda w dziedzinie PSYCHOLOGII

Gordon Pennycook James Allan Cheyne, Nathaniel Barr, Derek Koehler i Jonathan Fugelsang za pracę "O recepcji i wykrywania pseudogłębokiej gówno prawdy". Kanadyjscy naukowcy, poddali naukowej analizie, pseudonaukowy bełkot, spotykany w mediach, niezrozumiały i bzdurny, ale często brany za sensowny – nagroda POKOJOWA

Charles Foster, za badania życia, dziko żyjących zwierząt, takich  jak, borsuk, wydra, jeleń, lis i ptaków; oraz Thomas Thwaites, za stworzenie protezy kończyn, które pozwoliły mu poruszać się w sposób podobny do kóz, i spędzić czas w towarzystwie tych zwierząt przez żyjąc przez trzy dni jak one (naukowiec w tym czasie żywił się wyłącznie trawą) – nagroda w dziedzinie BIOLOGII


Fredrik Sjöberg, za trzy-tomową autobiografię o przyjemności zbierania much, które są martwe i much, które martwymi nie są pt. „Droga kolekcjonera much” – nagroda LITERACKA

Atsuki Higashiyama i Kohei Adachi, za zbadanie, czy świat wygląda inaczej, kiedy się zginamy i spoglądamy nań między nogami - nagroda w dziedzinie PERCEPCJA

Jak widać, naukowcy to bardzo kreatywne stworzenia, a świat stawia przed nimi wiele wyzwań, z którymi muszą się wciąż mierzyć.


Pawilon Czterech Kopuł

aruart

Wrocław to miasto wyjątkowe. Można je wciąż na nowo odkrywać, a i tak znajdzie się tam coś fascynującego. Do takich miejsc, z pewnością należy kompleks wokół Hali Stulecia. Czyli tzw. Pawilon Czterech Kopuł. Podobnie jak Hala Stulecia i Pergola, wybudowany został z okazji przypadającej w 1913 r., setnej rocznicy wydania przez króla Prus, Fryderyka Wilhelma III „Odezwy do mojego ludu”, w której władca ten, apelował do swoich poddanych, aby stanęli do walki przeciwko Napoleonowi. Jak pamiętamy z historii kilka miesięcy później, dzięki sojuszowi z Rosją i Austrią, wojska francuskie zostały w bitwie pod Lipskiem. I właśnie z tej okazji, władze Wrocławia (a właściwie Breslau), postanowiły zorganizować wielką wystawę poświęconą dokonaniom Śląska, a na jej potrzeby Hans Poelzig zaprojektował specjalny Pawilon, który do 1945 r. służył jako miejsce kolejnych wystaw. Po II wojnie światowej Pawilon, stał się częścią Wytwórni Filmów Fabularnych. Wraz z jej powolnym upadkiem, zniszczeniu ulegał także ten niezwykły obiekt. Sam pamiętam, że wielokrotnie przechodząc obok, bardzo ciekawiły mnie, przywodzące na myśl Bizancjum, budynki przykryte kopułami. W 2009 r. Pawilon został przekazany wrocławskiemu Muzeum Narodowemu , a dzięki temu, że Wrocław został Europejską Stolicą Kultury, znalazły się pieniądze na jego gruntowny remont. Efekt tych prac jest powalający. Ogromne wrażenie robi już sam hol główny, a kiedy wejdzie się dalej, od razu widać, że miejsce to, zostało stworzone właśnie po to, aby prezentować sztukę. Muzeum Narodowe wystawiło tam swoje zbiory, polskiej sztuki współczesnej.  I muszę przyznać, że prace polskich artystów XX wieku, doskonale wpasowują się w architekturę tego niesamowitego miejsca.

I właśnie dzięki takim perełkom, Wrocław potwierdza, że zasłużył na miano Europejskiej Stolicy Kultury.

 

Kolejna śmierć w mieście Breslau

aruart

Marek Krajewski wielokrotnie zarzekał się, że nie powróci do cyklu kryminałów o Eberhardzie Mocku. Po „Dżumie w Breslau”, przeniósł miejsce akcji swoich książek do przedwojennego Lwowa, tworząc bohatera, który był nieudanym klonem Mocka (Edward Popielskie). Na dodatek, w kolejnych książkach zagłębiał się w przeróżne teorie matematyczno – filozoficzne, które niepotrzebnie gmatwały tylko ich fabułę. Przed rokiem,  „Areną szczurów”, Krajewski zamknął cykl o Popielskim. Tak na marginesie, to chyba, najbardziej udana książka w serii. Zastanawiało mnie, czym takim teraz zajmie się pisarz. I kilka dni temu, ku mojej wielkiej radości znalazłem najnowsze dzieło Marka Krajewskiego, zatytułowane „Mock”. Tak, Krajewski powrócił i to w naprawdę świetnej formie.

„Mock” to prequel dotychczasowych powieści z cyklu. Młody Ebehard Mock, niedoszły nauczyciel języków klasycznych, szeregowy funkcjonariusz wydziału obyczajowego, wrocławskiej policji, ryzykując utratą pracy, ale także własnym życiem, robi wszystko, aby zasłużyć na przejście do policyjnej elity. Może to osiągnąć, rozwiązując zagadkowe morderstwo, czterech nastolatków dokonane Hali Stulecia, na kilka tygodni przed jej inauguracyjnym otwarciem. Hala Stulecia, jedno z najwspanialszych i najbardziej charakterystycznych miejsc Wrocławia, staje się niemal autonomicznym bohaterem powieści. Czytając „Mocka” poczułem się tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz, czytając „Śmieć w Breslau”, zagłębiałem się w zakazane uliczki przedwojennego Wrocławia. Każda strona pokazuje jak dobrze Krajewski zna, a przede wszystkim, jak doskonale czuje, to niezwykłe miasto. Tego właśnie brakowało mi w opowieściach o Popielskim. Krajewski dosyć dokładnie opisywał Lwów, ale nie potrafił w pełni oddać ducha tego miejsca. A może to tylko moje subiektywne odczucie, w końcu uwielbiam stolicę Śląska, z którą jestem bardzo mocno związany emocjonalnie. Jak by nie było, „Mock” to bardzo miła niespodzianka i miejmy nadzieję, że Marek Krajewski pozostanie przy tej serii, bo Breslau, ma jeszcze wiele historii do opowiedzenia.


© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci