Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Prezydent Underwood – odsłona piąta

aruart

Jestem właśnie po obejrzeniu piątego sezonu „House of cards” i ponownie czuje się zmasakrowany. Tym razem Frank Underwood musi zmierzyć w batalii prezydenckiej, która ma mu zapewnić drugą, tym razem pełną kadencję. To właściwie nie batalia, to prawdziwa, brutalna wojna, w której wszelkie praktyki są dozwolony. Liczy się tylko cel, którym jest biały dom. Scenarzyści musieli włożyć sporo pracy, aby przygotować fabułę, która nie dość, że nie nuży, to wciąga, trzyma w napięciu i zaskakuje. Jakie to szczęście, że Netflix wypuszcza od razu cały sezon. Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji oczekiwanie przez tydzień na kolejną odsłonę serialu, która po niespełna godzinie, w najważniejszym momencie zostanie przerwana.  

Serial świetnie jest zrealizowany, ale nie byłoby sukcesu tej produkcji bez Franka Underwooda (Kevin Spacey) i Claire Underwood (Robin Wright). Oboje doskonale się uzupełniają tworząc skuteczną machinę zgniatającą, każdą przeszkodę, stojącą im na drodze do władzy. Są w tym wspaniali i chociaż twórcy serialu, co jakiś czas próbują nam te postacie obrzydzić, to nie da się ich nie podziwiać.

Jeszcze jedna zaletą serialu jest to, że często pojawiają się tutaj nawiązania do aktualnych wydarzeń, nieco tylko przerobionych (wojna z ISIS, afera Snowdena, czy rosyjskie zielone ludziki). Bohaterowie stojąc naprzeciw tych problemów, znajdują alternatywne rozwiązania w stosunku do tych, które podjęli autentyczni politycy.

Piąty sezon „House of cards” ma też dość nieoczekiwany finał. W głowie powstało sporo pytań, ale gdyby postanowiono, że tak właśnie zakończy się ten serial, byłaby to jedna z najlepszych decyzji jakie można podjąć. Wszystko  co ważne zostało już powiedziane. Polityka to cyniczna gra, w której nieliczy się interes obywatela, a szczytne idee, to tylko slogany, które przybrano by omamić wyborcę. I w gruncie rzeczy, to niewielka różnica, czy są to Stany Zjednoczone, Polska, czy Rosja. Wszyscy jesteśmy rządzenie przez prezydenta Underwooda.


Siła natury

aruart

W końcu mam wolny weekend i to na dodatek czterodniowy. Po kilku tygodniach bez dnia wolnego, mogę docenić, jak ważny jest czas, który można po prostu poświęcić na lenistwo, aby się z restartować i zupełnie zapomnieć o pracy.  Więc korzystając z okoliczności przyrody ruszyłem na pobliskie łąki. Bardzo tego potrzebowałem. Moje stawy trzeszczały z radości, a serducho waliło radośnie, mogąc w końcu pracować w zupełnie innym rytmie niż zazwyczaj. Radocha była ogromna, no bo było z czego się cieszyć. Błękitne niebo, słońce , soczysta zieleń i śpiew ptaków, czyli okoliczności, z których potrafię czerpać moc. I przez te dwie godziny spaceru czułem tę niezwykła siłę, która zakręciła moim umysłem jak super dopalacz. Ale właśnie takim dopalaczem jest dla mnie natura. Najpotężniejsza siła w naszym świecie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Najpiękniejsze miejsce na Ziemi

aruart

Puszcza Białowieska, przynajmniej jej rezerwaty, to ostatni skrawek prawdziwego, dzikiego, europejskiego lasu. Miejsce, w którym czas zatrzymał się tysiąc lat temu. Miejsce, w którym przyroda doskonale radzi sobie bez pomocy człowieka i niestety, miejsce, które od blisko 100 lat, człowiek konsekwentnie próbuje sobie podporządkować i kompletnie zniszczyć i jest już bardzo bliski aby to zrealizować.

A tak Puszcza Białowieska wyglądała przed tygodniem:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Magdalena Abakanowicz 1930 – 2017

aruart

Abakanowicz w pracowni (2010 r.) fot. J. Pijarowski - źródło wikipedia.org

Wczoraj zmarła Magdalena Abakanowicz, jedna z najbardziej znanych współczesnych polskich artystek. Jej niezwykłe formy przestrzenne, można podziwiać w Chicago, Nowym Jorku, Hiroszimie, Seulu, Wilnie, Poznaniu, Paryżu, Lizbonie w Warszawie i wielu innych miejscach na całym świecie. Sławę przyniosły jej abakany, amorficzne, wielkie formy, połączenie tkaniny i rzeźby. Abakanowicz, w czasach królującego popartu, zaproponowała coś zupełnie odmiennego, jednocześnie pokazując, że z tkaniny mogą powstawać dzieła trójwymiarowe . Z kolei tworzone przez nią humanoidalne formy, kojarzą się z uwikłaniem człowieka w totalitaryzm. Bezgłowe postacie, bezmyślnie podążające w wyznaczonym im kierunku. Była także nauczycielką akademicką na poznańskiej PWSSP, a gościnnie wykładała w Los Angeles, w Berkeley, Bostonie, Nowym Jorku, San Diego, Sydney i Tokio.

 

Niezapomniani, Cytadela Poznań 

Tworzone przez nią prace świadczą o wielkiej wyobraźni, odwadze twórczej oraz o jej zainteresowaniu człowiekiem. Bez względu na to, czy zetkniemy się z nimi na otwartej przestrzeni, czy w salach muzealnych, zawsze robią ogromne wrażenie, zmuszając do refleksji. Abakanowicz na zawsze zostanie ambasadorem polskiej sztuki współczesnej, promując polską wrażliwość, nasz słowiański, bardziej melancholijny sposób, patrzenia na świat.

 

 

 


Wiosenne spacery z Megi

aruart

Dziwna mamy wiosnę w tym roku. Jeden, dwa dni niemal letnie, a później nagłe ochłodzenie i deszcz. Na szczęście przyrody nie da się już powstrzymać i każdego dnia jest coraz bardziej zielono i to tą soczystą zielenią, którą tak bardzo uwielbiam. Więc jeśli trafi się dzień, kiedy mogę wyrwać się chociaż na chwile z domu, zabieram Megi i aparat i idę nasycić się niezwykłą siłą przyrody.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niezwykła Polska w plakatach Ryszarda Kaji

aruart

Ryszard Kaja, pochodzący z Poznania scenograf, grafik i malarz, stworzył niezwykłą serię plakatów pokazujących Polskę. W prosty graficznie i sugestywny sposób, Kaja wydobył to, co najważniejsze w blisko 70 miejscach w naszym kraju. Autor tych wspaniałych plakatów jest z pewnością bardzo dobrym obserwatorem,, a co najważniejsze, potrafi w zwięzły sposób, opowiedzieć o duszy miejsca:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Więcej na stronie Ryszarda Kaji , na której można także obejrzeć jego inne prace. Polecam.

 

Człowiek, który kochał naturę

aruart

Dziś, niemal każdy wie, kim byli Kopernik, Linneusz, Newton, Darwin czy Einstein. Ich ogromny wkład w naukę, jest niepodważalny. Są jednak naukowcy równie wybitni i zasłużeni, którzy w raz z upływem czasu, zostali kompletnie zapomnienia. Przykładem takiej postaci jest Alexander von Humboldt, człowiek, którego nazwiskiem nazywano rzeki, rośliny, zwierzęta, czy też peruwiański prąd oceaniczny. Urodzony w Prusach, Humboldt (1769 – 1859), świetnie wykształcony, od najmłodszych lat marzył o podróżach, chcąc wyrwać się z dość zaściankowego, niemieckiego państewka. Swoje marzenia zrealizował podczas wyprawy do Ameryki Południowej. Obserwując bujną przyrodę tego kontynentu, dostrzegł, że natura stanowi doskonałą całość, w której każdy organizm odgrywa istotną rolę. Jako jeden z pierwszych zwrócił także uwagę na skutki, jakie niesie dla przyrody, zbyt ekspansywna działalność człowieka. Uważał, że przyrodę można poznać przede wszystkim poprzez jej bezpośrednie doświadczenie. Zajmował się m.in. botaniką, geologią, astronomią, zoologią, klimatologią, czy geografią roślin.  Był uznawany za jeden z najważniejszych umysłów swoich czasów. Miał ogromny wpływ na kolejne pokolenia naukowców, z Darwinem na czele. Niestety, w XX wieku został niemal całkowicie zapomniany. Próbą oddania hołdu, temu wybitnemu człowiekowi, jest jego biografia autorstwa Andrei Wulf „Człowiek, który zrozumiał naturę”. Autorka w fascynujący sposób, opowiada o życiu, a przede wszystkim pracy Humboldta. Rysuje nam portret człowieka, bezgranicznie oddanego swojej pasji, czyli nauce, ekscentryka, dla którego najważniejsze było upowszechnienie wiedzy, na temat świata natury. W ostatnim rozdziale zaś, pokazuje, jaki ogromny wpływ, miał on na rozwój nauki, przytaczając wielkich naukowców, których Humboldt zainspirował.


Biografia ta posiada to, czego zabrakło w filmie poświęconym, Marii Skłodowskiej – Curie, w którym stworzono obraz biednej kobiety, zależnej od mężczyzn, niemal całkowicie pomijając jej ogromne oddanie i poświęcenie nauce. Pomimo świetnej Gruszki w roli Skłodowskiej, powstał film straszliwie męczący,  chociaż życie naszej noblistki, to gotowy scenariusz, porywającego serialu. Może kiedyś HBO odważy się skorzystać z tej okazji.

Wiedźmin i szalone filmy fanów

aruart

Wymyślony przez Andrzeja Sapkowskiego świat, doczekał się już nie tylko komiksów i serii gier, ale także licznych filmów, kręconych przez fanów. Jedne są lepsze inne wyraźnie słabsze, ale docenić trzeba chęci oraz kreatywność i przyznać muszę, że to całkiem niezły pomysł na spędzanie wolnego czasu.

 

 

 

 

 

 

Banksy hotelarz

aruart

 

Czyżby Hiltonom rosła konkurencja? Był już park „rozrywki”, były miesiąc kreatywnych działań Bansy’ego w Nowym Yorku, a teraz przyszedł czas na branżę hotelarską. Ale jak to u Banksy’ego ,nie wszystko jest takie, jak by się początkowo wydawało. To prawda, że brytyjski artysta otwiera hotel, ale na miejsce tej inwestycji wybrał Betlejem w Autonomii Palestyńskiej. The Walled Off Hotel to dziewięć pokoi o bardzo przyzwoitym standardzie, oferujące jednak sporo niespodzianek, takich jak widok na mór oddzielający Autonomię Palestyńską od Izraela. W pokojach można odnaleźć wiele dzieł, których autorem jest Banksy, mocno odnoszących się do sytuacji politycznej obszaru, w którym znajduje się hotel. Budowano go przez 14 miesięcy w całkowitej tajemnicy, a jego otwarcie stało się niespodzianką nawet dla lokalnych władz. W hotelu znajduje się także niewielkie muzeum poświęcone historii izraelskiego muru. Otwarcie hotelu nastąpiło w 100 rocznicę przejęcia przez Brytyjczyków kontroli nad obszarami Palestyny "Nie wiem, dlaczego, ale czułem, że to odpowiednia chwila, aby zastanowić się, co się dzieje, gdy Wielka Brytania podejmuje ogromną, polityczną decyzję, bez pełnego zrozumienia jej konsekwencji." Banksy po raz kolejny zmusza nas do zastanowienia się nad tym, dokąd zmierza świat. Ponownie przypomina o tym, że gdzieś tam jest zwykły człowiek, który najbardziej odczuwa konsekwencje decyzji wielkich tego świata.

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcia pochodzą z: http://banksy.co.uk/shop.html

Tony Cragg – kształt, forma, materia

aruart

Do 8 maja, we wrocławskim Muzeum Współczesnym (bunkier przy pl. Strzegomskim), można zobaczyć wystawę rzeźb, brytyjskiego twórcy Tony’ego Cragga. To niewielka, ale bardzo ciekawa kolekcja. Cragg pozwala nam spojrzeć nieco inaczej na znane nam przedmioty czy kształty. Rzeczy dość powszechne, jak pieczątki, zaczyna przekształcać, dokonuje ich dekonstrukcji, aby stworzyć coś niezwykłego. Przecież zwykłe przedmioty, z którymi wciąż obcujemy, mają spory wpływ na nasze postrzeganie świata. Jeszcze bardziej mnie to uderzyło, kiedy wszedłem na stronę artysty i zacząłem oglądać inne jego prace. Cragg nie zamyka się w jednej technice. Wciąż szuka, próbuje korzystać z różnych materiałów. Stara się wydobyć z nich skrywane piękno. Jego twórczość jest jak dialog ze światem, który stworzyliśmy i pokazanie, że sztuka, a przynajmniej jej elementy wciąż nas otaczają. Formy i kształty, które tworzy mocno wpływają na wyobraźnię. I chociaż wrocławska wystawa w zestawieniu z bogactwem jego twórczości jest dość skromna, to warto odwiedzić Muzeum Współczesne, aby chociaż w części dotknąć twórczych przemyśleń Tony’ego Cragga.

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcia pochodzą z:

wikipedia.com

http://www.tony-cragg.com/index.php

http://muzeumwspolczesne.pl/mww/kalendarium/wystawa/tony-cragg-rzezba/

zdjęcia autora

Lusitania

aruart

Lusitania wypływa w swój ostatni rejs

Prawie 102 lata temu, u wybrzeży Irlandii zatonął potężny transatlantyk „Lusitania”. Przyczyną tragedii, było trafienie torpedą, wystrzelona przez niemieckiego U-boota. W ciągu 18 minut ogromny okręt (wyporność 44000 ton), poszedł na dno wraz z 1193 pasażerami. Specjalistom trudno jest uwierzyć, że mogła do tego doprowadzić zaledwie jedna torpeda. Teorii próbujących to wytłumaczyć jest kilka. Jeszcze dziwniejsze jest to, że ten luksusowy transatlantyk, duma brytyjskiej marynarki, pozostawiono zupełnie bez ochrony na akwenie, na którym grasowały u-booty. Kiedy dokładnie przyjrzy się okolicznościom, pozostaje nieodparte wrażenie, jakby komuś (Brytyjczykom), zależało, aby doszło do zatopienia „Lusitanii”, na której pływali obywatele amerykańscy. Ich śmierć mogła wciągnąć Stany Zjednoczone do wojny. I w efekcie, katastrofa z maja 1915 r. była pierwszym, poważnym krokiem w tym kierunku.

Zatonięcie „Lusitanii” (źródło: Wikipedia)

Właśnie tej katastrofie została poświęcona książka Erika Larsona, „Tragedia Lusistanii”. Larsonowi udała się rzecz niezwykła, bo pomimo tego, że od samego początku zdajemy sobie sprawę, z tego co nastąpi, zafascynowani czytamy historię ostatniego rejsu „Lusitanii”. Kilkakrotnie złapałem się na tym, że mam nadzieję, iż okręt jednak dopłynie do celu. Autor próbuje, na podstawie wspomnień pasażerów, raportów i wyników śledztwa, oddać atmosferę panującą na pokładzie. Myślę, że wielką zaletą jest właśnie pokazanie ducha tamtej epoki. Książka właściwie składa się z trzech części. W pierwszej mamy opis rejsu „Lusitanii” z Ameryki do Wielkiej Brytanii, oraz patrolu niemieckiej łodzi podwodnej U – 20. W drugiej autor przedstawia moment zatopienia potężnego okrętu, oraz próby ratowania pasażerów. W trzeciej zaś konsekwencje, czyli śledztwo, które miało na celu obciążenie winą za to co się stało, kapitana okrętu, oraz losy części pasażerów, którym udało się przeżyć (było ich przeszło 700). Książkę Larsona polecam każdemu, kto chciałby się dowiedzieć o tym, co działo się wiek temu. To nie tylko opowieść o wojnie, to przede wszystkim historia ludzi, z wielką historią w tle, a przy okazji można dowiedzieć się o kulisach funkcjonowania ówczesnego wywiadu, czy amerykańskiej administracji.. „Tragedia Lusitanii”, to książka, która zadowoli nie tylko miłośników historii, ale każdego, kto szuka w książkach czegoś więcej niż prosta rozrywka.


Dzień Kota

aruart

Są nieodgadnione i fascynujące. Niezależne, niepokorne i odrobinę szalone. Bywają zabawne, uparte i opiekuńcze. Są także niezwykle zręczne, uparte i wytrzymałe. Potrafią odpłacić niesamowitym ciepłem i swoistą, kocią przyjaźnią, za okazane im ciepło. A wy, za co kochacie koty?

Dylan i Hektor:

 

 

 

 

 

 

 


© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci