Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Banksy hotelarz

aruart

 

Czyżby Hiltonom rosła konkurencja? Był już park „rozrywki”, były miesiąc kreatywnych działań Bansy’ego w Nowym Yorku, a teraz przyszedł czas na branżę hotelarską. Ale jak to u Banksy’ego ,nie wszystko jest takie, jak by się początkowo wydawało. To prawda, że brytyjski artysta otwiera hotel, ale na miejsce tej inwestycji wybrał Betlejem w Autonomii Palestyńskiej. The Walled Off Hotel to dziewięć pokoi o bardzo przyzwoitym standardzie, oferujące jednak sporo niespodzianek, takich jak widok na mór oddzielający Autonomię Palestyńską od Izraela. W pokojach można odnaleźć wiele dzieł, których autorem jest Banksy, mocno odnoszących się do sytuacji politycznej obszaru, w którym znajduje się hotel. Budowano go przez 14 miesięcy w całkowitej tajemnicy, a jego otwarcie stało się niespodzianką nawet dla lokalnych władz. W hotelu znajduje się także niewielkie muzeum poświęcone historii izraelskiego muru. Otwarcie hotelu nastąpiło w 100 rocznicę przejęcia przez Brytyjczyków kontroli nad obszarami Palestyny "Nie wiem, dlaczego, ale czułem, że to odpowiednia chwila, aby zastanowić się, co się dzieje, gdy Wielka Brytania podejmuje ogromną, polityczną decyzję, bez pełnego zrozumienia jej konsekwencji." Banksy po raz kolejny zmusza nas do zastanowienia się nad tym, dokąd zmierza świat. Ponownie przypomina o tym, że gdzieś tam jest zwykły człowiek, który najbardziej odczuwa konsekwencje decyzji wielkich tego świata.

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcia pochodzą z: http://banksy.co.uk/shop.html

Tony Cragg – kształt, forma, materia

aruart

Do 8 maja, we wrocławskim Muzeum Współczesnym (bunkier przy pl. Strzegomskim), można zobaczyć wystawę rzeźb, brytyjskiego twórcy Tony’ego Cragga. To niewielka, ale bardzo ciekawa kolekcja. Cragg pozwala nam spojrzeć nieco inaczej na znane nam przedmioty czy kształty. Rzeczy dość powszechne, jak pieczątki, zaczyna przekształcać, dokonuje ich dekonstrukcji, aby stworzyć coś niezwykłego. Przecież zwykłe przedmioty, z którymi wciąż obcujemy, mają spory wpływ na nasze postrzeganie świata. Jeszcze bardziej mnie to uderzyło, kiedy wszedłem na stronę artysty i zacząłem oglądać inne jego prace. Cragg nie zamyka się w jednej technice. Wciąż szuka, próbuje korzystać z różnych materiałów. Stara się wydobyć z nich skrywane piękno. Jego twórczość jest jak dialog ze światem, który stworzyliśmy i pokazanie, że sztuka, a przynajmniej jej elementy wciąż nas otaczają. Formy i kształty, które tworzy mocno wpływają na wyobraźnię. I chociaż wrocławska wystawa w zestawieniu z bogactwem jego twórczości jest dość skromna, to warto odwiedzić Muzeum Współczesne, aby chociaż w części dotknąć twórczych przemyśleń Tony’ego Cragga.

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcia pochodzą z:

wikipedia.com

http://www.tony-cragg.com/index.php

http://muzeumwspolczesne.pl/mww/kalendarium/wystawa/tony-cragg-rzezba/

zdjęcia autora

Lusitania

aruart

Lusitania wypływa w swój ostatni rejs

Prawie 102 lata temu, u wybrzeży Irlandii zatonął potężny transatlantyk „Lusitania”. Przyczyną tragedii, było trafienie torpedą, wystrzelona przez niemieckiego U-boota. W ciągu 18 minut ogromny okręt (wyporność 44000 ton), poszedł na dno wraz z 1193 pasażerami. Specjalistom trudno jest uwierzyć, że mogła do tego doprowadzić zaledwie jedna torpeda. Teorii próbujących to wytłumaczyć jest kilka. Jeszcze dziwniejsze jest to, że ten luksusowy transatlantyk, duma brytyjskiej marynarki, pozostawiono zupełnie bez ochrony na akwenie, na którym grasowały u-booty. Kiedy dokładnie przyjrzy się okolicznościom, pozostaje nieodparte wrażenie, jakby komuś (Brytyjczykom), zależało, aby doszło do zatopienia „Lusitanii”, na której pływali obywatele amerykańscy. Ich śmierć mogła wciągnąć Stany Zjednoczone do wojny. I w efekcie, katastrofa z maja 1915 r. była pierwszym, poważnym krokiem w tym kierunku.

Zatonięcie „Lusitanii” (źródło: Wikipedia)

Właśnie tej katastrofie została poświęcona książka Erika Larsona, „Tragedia Lusistanii”. Larsonowi udała się rzecz niezwykła, bo pomimo tego, że od samego początku zdajemy sobie sprawę, z tego co nastąpi, zafascynowani czytamy historię ostatniego rejsu „Lusitanii”. Kilkakrotnie złapałem się na tym, że mam nadzieję, iż okręt jednak dopłynie do celu. Autor próbuje, na podstawie wspomnień pasażerów, raportów i wyników śledztwa, oddać atmosferę panującą na pokładzie. Myślę, że wielką zaletą jest właśnie pokazanie ducha tamtej epoki. Książka właściwie składa się z trzech części. W pierwszej mamy opis rejsu „Lusitanii” z Ameryki do Wielkiej Brytanii, oraz patrolu niemieckiej łodzi podwodnej U – 20. W drugiej autor przedstawia moment zatopienia potężnego okrętu, oraz próby ratowania pasażerów. W trzeciej zaś konsekwencje, czyli śledztwo, które miało na celu obciążenie winą za to co się stało, kapitana okrętu, oraz losy części pasażerów, którym udało się przeżyć (było ich przeszło 700). Książkę Larsona polecam każdemu, kto chciałby się dowiedzieć o tym, co działo się wiek temu. To nie tylko opowieść o wojnie, to przede wszystkim historia ludzi, z wielką historią w tle, a przy okazji można dowiedzieć się o kulisach funkcjonowania ówczesnego wywiadu, czy amerykańskiej administracji.. „Tragedia Lusitanii”, to książka, która zadowoli nie tylko miłośników historii, ale każdego, kto szuka w książkach czegoś więcej niż prosta rozrywka.


Dzień Kota

aruart

Są nieodgadnione i fascynujące. Niezależne, niepokorne i odrobinę szalone. Bywają zabawne, uparte i opiekuńcze. Są także niezwykle zręczne, uparte i wytrzymałe. Potrafią odpłacić niesamowitym ciepłem i swoistą, kocią przyjaźnią, za okazane im ciepło. A wy, za co kochacie koty?

Dylan i Hektor:

 

 

 

 

 

 

 


Surrealistyczne światy Jacka Yerki

aruart

A kiedy za oknem szaro i mroźnie, a do tego jeszcze męczy przeziębienie, warto poszukać alternatywnej rzeczywistości, w której można by się zagubić. Takim miejscem z pewnością jest Yerkaland, czyli niezwykła twórczość Jacka Yerki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Upadłe Królestwo

aruart

3000 lat temu, właściwie cała Europa była Królestwem Natury. Od momentu cofnięcia się lodowców, przyroda w nieskrępowany sposób, mogła rozwijać się na naszym kontynencie. Zwierzęta i rośliny żyły według rytmu, wyznaczanego przez zmieniające się pory roku. Jednak, wraz z przyniesieniem przez homo sapiens z Bliskiego Wschodu umiejętności rolniczych i budową cywilizacji, nastąpił powolny kres tego Królestwa. Ogromna ekspansja naszego gatunku, który postanowił czynić sobie Ziemię poddaną, sprawiła, że wspaniały mechanizm, jaki stanowiła przyroda, powoli zaczął szwankować. Dziś, niemal każdy zakątek Europy, został już zagospodarowany przez człowieka. Rośliny oraz zwierzęta podzieliliśmy na pożyteczne, czyli takie, które mogą nam przenieść jakiś zysk, oraz szkodniki, czyli te, które nie są nam do niczego potrzebne. Te pierwsze hodujemy, często doprowadzając do ich wynaturzenia, jeśli zaś chodzi o tę drugą kategorię, jeśli wejdą nam w drogę, bezwzględnie je tępimy. I chociaż nie dysponujemy wielką siłą fizyczną i właściwie jesteśmy dosyć delikatni, na naszej planecie, nie ma drugiego, tak okrutnego i bezwzględnego stworzenia. Jednak wbrew naszym działaniom, natura potrafi się przystosować do świata przekształconego przez człowieka.

 

 


O tym właśnie opowiada film „Królestwo”. Kontynuacja i jednocześnie zamknięcie francuskiego cyklu, na który składają się filmy „Mikrokosmos”, „Makrokosmos”, oraz „Ocean”. Film został wspaniale zrealizowany. Pod względem wizualnym, to niemal arcydzieło, które stara się pokazać, jak niesamowitym i doskonałym mechanizmem, jest świat przyrody. I chociaż część scen, realizowanych było przy współudziale oswojonych zwierząt, to sposób ukazania funkcjonowaniu ptaków, żubrów, czy wilków, momentami wręcz powala. To właściwie jedyna okazja do tego, aby móc tak blisko przyjrzeć się ich życiu, i zrozumieć że każdy organizm jest bezcenny.


Zastanawia mnie, optymizm autorów filmów. Studiując dzieje naszego gatunku, nie mam żadnych złudzeń. Dążymy do zagłady życia na Ziemi, za którą tylko my będziemy odpowiedzialni.

A tak wyglądało tworzenie tego niezwykłego dzieła:

 

 


Król

aruart



Spore wrażenie wywarła na mnie ostatnia książka Szczepana Twardocha „Król”. Podobnie zresztą było z poprzednimi. W „Królu”, Twardoch w niesamowicie plastyczny sposób, rekonstruuje warszawski półświatek końca lat 30-tych XX wieku. Czytając tę książkę, dosłownie czujemy biedę żydowskiej części stolicy. A kiedy śledzimy warszawskie zamieszki, mamy wrażenie, że obok nas przelatują kostki brukowe. Postacie zostały tak doskonale naszkicowane, że mamy wrażenie, jakbyśmy siedzieli w ich głowach. Świat opisywany przez Twardocha jest brudny, odstręczający, straszliwie brutalny, ale wszystko to zostało tak napisane, że nie można oderwać się od lektury. Nie ma tutaj pozytywnych postaci, a i tak czujemy sporo sympatii do głównych bohaterów. Kolejną ogromną zaletą książki jest tło polityczne. Twardoch doskonale oddał atmosferę tamtych lat. A co najbardziej przerażające, chwilami miałem wrażenie, że znam opisywane tam zdarzenia (i nie chodzi o historię).

Można pisać masowo jak Remigiusz Mróz, dostarczając niezbyt skomplikowanej rozrywki, ale można też tworzyć literaturę, jak Szczepan Twardoch, książki, które są nie tylko czystą fabułą, ale osadzone są w czymś znacznie głębszym i znacznie głębiej docierające.

Westworld

aruart

Stacja HBO po raz kolejny przypomniała, kto tak na prawdę rządzi w świecie seriali. Po takich produkcjach jak Prawo ulicy, Siedem stóp pod ziemią, Rodzina Soprano, Rzym, Dolina Krzemowa czy Gra o tron, stworzyli coś tak niezwykłego jak Westworld.  I chociaż sam pomysł jest mało oryginalny, w końcu to remake filmu z 1973 roku, to jednak, to co stworzyli, Jonathan Nolan i spółka, po prostu powala. Kiedy skończyłem oglądać ostatni odcinek, miałem wrażenie, że ktoś rozłupał mi czaszkę, a później zaczął gmerać w jej wnętrzu prętem podłączonym do prądu. Pomysł bardzo prosty i stary niemal jak samo Science Fiction. Akcja serialu ma miejsce w niedalekiej przyszłości, kiedy to, bogaci i sfrustrowani ludzie, mogą udać się do tajemniczego parku rozrywki, w którym mogą „pobawić się” w Dziki Zachód. Maja możliwość wyżyć się, strzelając do złoczyńców, którzy są androidami. Mogą także wcielić się w bandytę, który napada na farmerów (to też roboty). Dzięki wszechobecnym androidom, można zrobić to wszystko, czego zakazują nam ogólnie przyjęte normy społeczne. W tym parku, można wydobyć na zewnątrz, najbardziej skrywane instynkty, wyżyć się, bo ten świat to realna fikcja, a uszkodzone maszyny zawsze można naprawić.

Ale jeśli roboty, nad którymi się znęcamy, są tego świadome? W przeciwieństwie do nas naprawialne, wytrzymałe na ból, znacznie bardziej od nas silniejsze, a co najważniejsze, przewyższające nas inteligencją. Bilans jest oczywisty, nie mamy z nimi żadnych szans!

Od jakiegoś czasu popkultura, dosyć skutecznie, stara się przekonać nas, że największym zagrożeniem dla ludzkości są zombie. Nikt właściwie nie wie, czym właściwie miałyby być, ale kolejne filmy, komiksy oraz różnego rodzaju imprezy (marsze zombie), próbują nas przekonać, że nie ma przed nimi ucieczki, że już w krótce, nasi bliscy zamienią się w mózgożercze, nierozumne istoty, które, będę czyhały na nasze życie. Jednocześnie zapominamy o zupełnie realnym zagrożeniu, jakim dla homo sapiens jest  sztuczna inteligencja. A może AI już rozpoczęła walkę z ludzkością? Za nim uzyska fizyczną przewagę nad naszym gatunkiem, wykorzystuje naszą chęć do zabijania czasu prostą rozrywką i poprzez popkulturę próbuje odwrócić naszą uwagę od prawdziwego zagrożenia, czyli od siebie. A kiedy już uderzy, nie będziemy w stanie się jej przeciwstawić.

To jedna z wielu myśli, jakie narodziły się w moim umyśle po obejrzeniu Westworld. Inną myślą, która powstała jeszcze wcześniej, było pytanie, jakbym zachował się, gdybym znalazł się w takim miejscu? Myślę, że pękłyby wszelkie okowy wbijane mi przez społeczeństwo od chwili narodzin, a rządzić zaczęłaby mną natura naczelnych, wydobywając na zewnątyrz najgorsze instynkty. Postać grana w serialu przez Eda Harrisa, to właśnie ja i co najbardziej mnie przeraża jestem tego pewien w 100%.

Na szczęście taki park nie istnieje, a nawet jeśli, nie byłoby mnie na niego stać. Z drugiej jednak strony, przeraża mnie świadomość tego, że coś tak okropnego we mnie siedzi.


Zimowe spacery

aruart

Niespodziewanie, po trzech latach nieobecności, pojawiła się zima. A przecież całkiem nieźle sobie bez niej radziliśmy. Rachunki za ogrzewanie były mniejsze, nie trzeba było z łopatą śniegu odgarniać, nie było obawy o to, jak dotrze się do pracy. No, ale w końcu wróciła i trzeba się z tym pogodzić. Nawet zima ma swoje zalety. Przecież wystarczy odpowiednio się ubrać i można wybrać się do lasu, gdzie nie będą dokuczać komary, czy kleszcze. Nie będzie się brnąć w błocie. A przy okazji, zawsze coś ciekawego można zaobserwować, na przykład stada ptaków, grasujące na polach. A kiedy patrzę jak Megi cieszy się śniegiem, na chwilę zapominam, jak bardzo nie znoszę zimy. Przecież nie mam najmniejszego wpływu na porę roku i pogodę, więc należy znaleźć w tym co jest, coś pozytywnego i po prostu, cieszyć się tym.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Paździerze 2016 cz. 2

aruart

Seriale:

Dolina Krzemowa (sezon 3) – seriale o nerdach chyba zawsze śmieszą.

Czarne Lustro (sezon 3) – Kolejne ostrzeżenie, związane z rozwojem naszej cywilizacji. Mocne.

Figurantka – to House Of Cards tylko komediowo. A może właśnie tak wyglądają kulisy świata polityki.

Ostatni człowiek na Ziemi – naprawdę zabawny serial. Zazdroszczę głównemu bohaterowi kreatywności i szalonego podejścia do życia.

House Of Cards (sezon 4) - Francis Underwood bezkompromisowy prezydent na ciężkie czasy.

Billions – bardzo wciągający serial, w którym to ci co dobrzy, tacy dobrzy wcale nie chcę, a negatywni bohaterowie wzbudzają sporo sympatii.

Better Call Saul (sezon 2) – wszytko co można było wywnioskować o  Saulu Goodmanie na podstawie Breaking Bad było błędem. Naprawdę świetny serial.

Mr Robot (sezon 2) – nie spodziewałem się tego, że po pierwszym sezonie twórcy tego serial czymś mnie zaskoczą. Myliłem się, ponownie sponiewierali moim umysłem.

BrainDead – Serial, który tłumaczy, dlaczego w ostatnim czasie,  tak wiele dziwnych rzeczy, dzieje się w polityce.

Stranger Things – Serial utrzymany w bardzo fajnym klimacie filmów z lat 80-tych, bardzo wciągająca fabuła.

 

Westworld – HBO ponownie pokazało kto rządzi w świecie seriali. Świetnie zrealizowny, serial od którego trudno jest się oderwać.

Muzyka:

W tym roku przesłuchałem blisko 280 płyt i bardzo trudno jest  mi teraz wybrać tylko tych kilka najlepszych. Kiedy zacząłem je wyliczać, wyszło mi dwadzieścia albumów, które słucham przy najmniej kilkakrotnie.

Pomegranate Tiger - Boundless

Pink Freud - Horse & Power

Black Tusk - Pillars of Ash

Theatres des Vampires - Suicide Vampire

Van Canto - Voices of Fire

 

Bob Dylan - Fallen Angels

Hatebreed - The Concrete Confessional

Fleshgod Apocalypse - King

Rage - The Devil Strikes Again

Blues Pills - Lady in Gold

 

Vivaldi Metal Project - The Four Seasons

Brujería - Pocho Aztlan

Jack White - Acoustic Recordings

Percival Schuttenbach – Strzyga

 

Gojira - Terra Incognita

Testament - Brotherhood of the Snake

Vader - The Empire

The Madness Of Many - Animals as Leaders

Katalepsy-  Gravenous Hour

Nails - You Will Never Be One of Us

A na koniec wyróżnienia specjalne

Na Super Paździerza zasługują twórcy dodatku do Wiedźmina 3 zatytułowanego „Krew i wino”, za to że umożliwili mi przez kolejne godziny włóczyć się po tym niezwykły świecie i za to, że mogłem chociaż wirtualnie mieć „toskańską” wille z własną winnicą.

Drugie wyróżnienie specjalne przeznaczone jest dla Akademii Szwedzkiej, za to, że zauważyła jaki potencjał tkwi w tekstach Boba Dylana.

A z nowym rokiem wiążę wielkie nadzieje, na kolejne zaskakujące seriale, emocje wywołane prze liczne płyty oraz zamęt w głowie powstały w wyniku lektury. I tego właśnie wszystkim życzę.

Paździerze 2016 cz. 1

aruart

Kończy się kolejny rok, więc należałoby go podsumować, przyznając jak co roku Paździerze, czyli moje, jak najbardziej subiektywne wyróżnienia. Wśród całej masy płyt, książek czy filmów, z którymi w tym roku mogłem się zapoznać, co najmniej kilka, mocno utkwiło w mojej głowie wyraźnie wpływając na moją osobę. Tym razem bez dłuższych opisów, tylko po jednym, krótkim zdaniu, co jak się okazało nie było aż takie proste, jak się spodziewałem. Kolejność prezentowanych pozycji jest zupełnie przypadkowa.

Książki:

Oriana Fallaci, Kapelusz cały w czereśniach – fascynująca opowieść o przodkach tej niezwykłej dziennikarki, które

Adam Wojrak, Wilki -  Puszcza Białowieska i wilki. Czego chcieć więcej?

Angelika Kuźniak, Stryjeńska. Diabli nadali – można nie przepadać za twórczością Stryjeńskiej, ale jej życie było

Clarke Stephen, 1000 lat wkurzania Francuzów – zabawna opowieść o wspólnej przeszłości Francji i Anglii.

Virginie Despentes, Vernon Subutex t.1 – naprawdę rewelacyjna książka, która jest przeglądem społeczeństwa francuskiego w czasach upadku. Niestety, książka powinna zakończyć się na tomie pierwszym.

Stanisław Łubieński, Dwanaście srok za ogon – Łubieński ma potężną pasję i w piękny sposób udało mu się nią podzielić.

Joanna Cherezińska, Harda oraz Joanna Cherezińska, Królowa – najlepsza obecnie autorka powieści historycznych, tym razem pisze o tym, co najbardziej lubi, o wikingach i pierwszych Piastach i wyszło z tego, coś naprawdę porywającego

Ryszard Koziołek, Dobrze się myśli literaturą – książka dla tych, którzy kochają literaturą

Maja Lunde, Historia pszczół – pszczoły, niewielkie stworzenia, a tak ważne dla naszego istnienia. Trzy niezwykłe historie, które łączą właśnie te niezwykłe owady.


Filmy

Fotograf – opowieść o czeskim artyście, który kocha kobiety, wszystkie kobiety.

Spotlight – kiedyś istniało coś takiego jak dziennikarstwo śledcze i o tym właśnie jest ten film

The Big Short – jeśli ktoś nie rozumie tego, co stało się z gospodarką w 2008 r. niech koniecznie obejrzy ten film

Zupełnie nowy testament – A  jeśli Bóg mieszka w Brukseli i jest ojcem tyranem? To by wiele wyjaśniało.

Pokój – Co jest prawdziwym więzieniem? Kiedy jesteśmy tak naprawdę wolni? Mocny film, który naprawdę warto zobaczyć.

Człowiek scyzoryk – to jeden z najdziwniejszych filmów jakie kiedykolwiek widziałem.

 

C.D.N.

Zachód Słońca

aruart

Świąteczne dni były w tym roku wyjątkowo paskudne. Chmury, deszcz, wiatr i błoto, sprawiły, że zrezygnowałem ze spacerów. Kiedy jednak dziś, pogoda się poprawiła, postanowiłem z tego skorzystać. Przy okazji mogłem podziwiać zachód słońca. I może nie był on zbyt widowiskowy, ale najprawdopodobniej ostatni, jaki obserwowałem w tym roku.

IMG_7463_161
IMG_74672_161
IMG_7472_161

IMG_7484_161

IMG_7486_16

IMG_7491_16

IMG_7495_16

IMG_7501_16

 

 

Wpis nr 500 – Nobel dla Dylana

aruart

 

Bardzo się ucieszyłem, kiedy 13 października ogłoszono, że laureatem tegorocznej Literackiej Nagrody Nobla, za „tworzenie nowych form poetyckiej ekspresji w ramach wielkiej tradycji amerykańskiej pieśni", został Bob Dylan. To, że Dylan dał muzyce rockowej tekst, a później przekształcił go w poezję najwyższych lotów, jest bezsporne. Jednak, pomimo tego, że od lat wymieniano, tego niezwykłego twórcę, wśród ewentualnych kandydatów na Nobla, wydawało mi się, że dość konserwatywni członkowie Akademii Szwedzkiej, nie odważa się, na tak kontrowersyjny krok. A jednak, myliłem się. Po ogłoszeniu tej decyzji, dość długo oczekiwałem na wiadomość, czy Dylan przyjmie samą nagrodę, czy też odrzuci ją jak Sartre. I w końcu, po dwóch tygodniach milczenia ogłosił, że czuje się zaszczycony i ma nadzieję, że 10 grudnia pojawi się w Sztokholmie.  Jak się jednak okazało, tydzień temu zabrakło Dylana na gali wręczenia nagród. Nikt, też nie odebrał jej w jego imieniu. Nie był on jednak pierwszym, który zrezygnował, z szopki towarzyszącej temu wyróżnieniu. Uroczystość ominęli także, Doris Lessing, Harold Pinter, Elfriede Jelinek, Alice Munro. Mam nadzieję, że dzięki tej nagrodzie, twórczość Boba Dylana, stanie się bardziej doceniana, a co za tym idzie, dostrzeżone zostanie także to, iż, literaturę (poezję) można odnaleźć, w mniej konwencjonalnych miejscach, że sztuka posługiwania się słowem, prężnie rozwija się, przyjmując również mniej tradycyjne formy. Bo Nobel dla Dylana, to przede wszystkim, nagroda dla tych wszystkich, którzy poprzez swoje teksty, w istotny sposób wpływają na życie milionów ludzi.

A tak z zupełnie innej beczki: to mój 500 wpis na blogu. I pomyśleć, że kiedy zaczynałem, nawet nie wierzyłem w to, że wystarczy mi zapału na więcej niż kilka, może kilkanaście wpisów. Sam sobie muszę pogratulować, bo wytrwałem już przeszło siedem lat i właśnie kończę 500 wpis. Ciekawe, czy uda mi się wytrwać i zamieścić tutaj kolejnych 500 wpisów? Taką przynajmniej mam nadzieję.


© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci