Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Okładki płyt

aruart

Chociaż od kilku już lat, aby słuchać muzyki, korzystam głównie z serwisów streamingowych, wciąż zwracam uwagę na oprawę graficzną albumy. Zresztą, przynajmniej kilka z nich wysłuchałem właśnie przez okładki. Oto kilka najciekawszych, moim zdaniem okładek z 2017 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Metal Cover

aruart

źródło: https://www.facebook.com/leomoracchioli/?ref=profile

Gdzieś na zachodnim wybrzeżu Norwegii żyje sobie człowiek, który zwie się Leo Moracchioli. Nie wypływa on jednak w morze, aby łowić łososie, nie pracuje też na jednej z norweskich platform wiertniczych. Ale i tak, jego życie trudno uznać za normalne. W swoim domu prowadzi studio nagrań o nazwie Frog Leap Studios, a większość czasu poświęca na tworzenie metalowych wersji znanych przebojów, które później wydaje w postaci albumów dostępnych w sieci. W sumie nagrał ich już 16 co w sumie daje 160 utworów. Leo jest naprawdę utalentowanym muzykiem, a do tego świetnym wokalistom. Czasami jednak sięga po pomocny głos, czy zaprzyjaźnioną gitarową dłoń. Jego interpretacje są rewelacyjne. Okazuje się, że sporo znanych, czasami przesadnie popowych kawałków, posiada swój mocarny potencjał, trzeba jednak porządnie te kawałki obrobić, rozjechać metalowym walcem, utłuc na gitarowym kowadle, aby wydobyć z nich drugą, zaskakującą naturę. To jednak nie wszystko co robi Leo Moracchioli. Jakby było mu mało, kręci do nagranych przez siebie utworów klipy. Nie są zbyt skomplikowane, ale za to najczęściej bardzo zabawne. Leo pokazuje w nich nie tylko dystans do siebie, ale przede wszystkim do muzyki, którą wziął na swój warsztat. Naprawdę zadziwia mnie jego pomysłowość, a łączenie dwóch, tak różnych światów muzycznych, może przyczynić się do większego zrozumienia między ich wyznawcami. Rzecz, która mnie jednak najbardziej ujęła, to ogromna energia, która płynie z tych utworów, zresztą, szczerze mu jej zazdroszczę. Jest moc, jest metal!  A kiedy wejdzie się na stronę Leo na YouTubie, przez kolejne godziny trudno będzie ją opuścić. Oto kilka przykładów:

 

 

 

 

 

 

 

 

Wybór był bardzo trudny i myślę, że każdy jest w stanie znaleźć tam coś, co mu się spodoba.

 

Paździerze 2017 cz. 3

aruart

Muza:

W 2017 roku udało mi się przesłuchać 400 płyt. Gatunkiem dominującym były różne odmiany metalu, w końcu jest to muza, która siedzi głęboko we mnie, taki mój wentyl bezpieczeństwa. Było także kilka albumów bluesowych, jazzowych czy rockowych. I tylko disco polo ominąłem, bo jest to jedyny gatunek muzyczny, który wywołuje we mnie szczerą agresję.

Vektor - Terminal Redux Rewelacyjna płyta. Porządny kawal metalu, świetne gitary, wspaniałe solówki, naprawdę świetne kompozycje a do tego to brzmienie.

Kontrust - Czas na Tango Rozwala mnie ten zespół. Uwielbiam wszystko co tworzą. Połączenie disco z metalem, z powerem i  humorem. A tu na dodatek po polsku. Naprawdę rewelacyjnie!

Deviant Process – Paroxysm Rewelacja! Tyle się tutaj dzieje. Jest ostro i bezkompromisowo, po czym delikatnie i pięknie. I te solówki. Bardzo dobrze się słucha tej płyty.

Furia – Księżyc milczy Wow! Takiej płyty jeszcze nie słyszałem. Większość specjalistów od metalu wymienia te płytę jako jedna z najlepszych w polskim metalu i nie ma co z nimi o tym dyskutować. Płyta jest po prostu świetna.

Leo – Metal Covers  Facet wydał już kilkanaście płyt z metalowymi przeróbkami znanych przebojów. Sam nagrywa i kręci do tych utworów całkiem zabawne klipy. Myślę, że w najbliższym czasie nieco więcej o tym napiszę.

Gojira - L'Enfant Sauvage  Muzyka metalowa jakoś nie kojarzy się z Francją, ale ci panowie doskonale wiedzą jak grać naprawdę mocną i ekstremalna muzykę. Świetna płyta.

Tagada Jones - La peste et le cholera. Bardzo przyjemny francuski punk. Lubię taka muzykę. Aż się chce poskakać i nieco pokrzyczeć. A co!

Voo Voo – 7 Nostalgiczna, mądra i piękna. Ciężko oderwać się od tej niezwykłej płyty.

Hate – Tremendum Polska szkoła death metalu. Wspaniała płyta. Mocna, szybka, brutalna i bezkompromisowa. Tak się gra prawdziwy metal!

Louis Hayes - Serenade for Horace .Rewelacja! Lekki ale bardzo przyjemny jazz, słuchając tej płyty maiłem wrażenie że znalazłem się w nowojorskim klubie, pełnym papierosowego dymu, ludzi w przydługich swetrach i za dużych marynarkach oraz wspaniałej muzyki

Igorrr - Savage Sinusoid Ale jazda! Nie wiem nawet jak to zaklasyfikować. Pełnia chaosu, mieszanie gatunków a wszystko z tak ogromną mocą, że wciąż chce się do tej płyty wracać. Wymiata!

Dead Cross – Dead Cross Płyta mnie rozwaliła. Ale to w końcu Patton i Lombardo są sprawcami tych brutalnych, rozwalających umysł dźwięków, o czym zresztą już wcześniej pisałem.

Tony Allen - The Source. Rewelacyjny Jazz. Można tej płyty słuchać i wciąż będzie się odkrywało coś nowego. Wspaniali muzycy, niesamowite kompozycje i aranże.

Enslaved – E. Jedna z najlepszych płyt tego roku. Bardzo ciekawa, sporo się tu dzieje, świetne kompozycje, a brzmi tutaj wszystko niemal doskonale.

Robert Plant - Carry Fire. Plant jest prawdziwym mistrzem, czego dowodem jest właśnie ta płyta. Kilkadziesiąt lat na scenie, a wciąż potrafi zadziwić.

Żywiołak – Pieśni Pół/nocy Płyta, która na początku jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła, ale po kilku kolejnych przesłuchaniach stałem się jej zagorzałym fanem.

Greta Van Fleet - Black Smoke Rising. Oj wielka szkoda, że to tylko Ep-ka. Mam nadzieję, że już niedługo pojawi się pełny album. To może być wielki zespół.

Cavalera Conspiracy – Psychosis. Jakbym słuchał starej Sepultury. Kawał zajebistego, metalowego grania. Uwielbiam taką właśnie muzykę.

Jaromír Nohavica – Poruba. Trochę nostalgiczna, ale nie dołująca, jest w niej coś pozytywnego, a do tego bardzo mądra.

 

To jedynie kilka najważniejszych, z długiej listy płyt, które zrobiły na mnie wrażenie w kończącym się roku.

Mam nadzieję, że nowy rok będzie jeszcze ciekawszy niż kończący się 2017, a dzięki temu, moja lista wyróżnionych dzieł za rok, będzie jeszcze dłuższa.

Paździerze 2017 cz. 2

aruart

Filmy i seriale

W tym roku nie odnalazłem nic specjalnego w kinie, no może poza Dunkierką, o której zresztą już wcześniej pisałem i Loganem, który na nowo definiuje filmy o superbohaterach i sprawia, że może to być kino podejmujące całkiem poważne tematy.

 

Za to rok 2017 obfitował w świetne seriale:

Sherlock – sezon 4. Kolejny raz porwała mnie nowa wersja przygód angielskiego detektywa. I choć te odcinki były słabsze od poprzednich, to i tak oglądało się je z ogromną przyjemnością.

American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona. Amerykanie potrafią robić seriale. Proces Simpsona od strony sędziów, prokuratury i adwokatów. Bardzo wciągająca rzecz.

 

Legion. Marvel ponownie zaskoczył, tworząc niesamowity, odjechany, psycho-zakręcony serial w świecie X-manów. Aż szkoda że taki krótki.

Sense 8 Fascynujący niezwykle ciekawy serial. Świetnie zrealizowany z ciekawymi pomysłami.

Amerykańscy bogowie Kolejny niesamowity serial, ale co innego mogło powstać na bazie prozy Nila Gaimana. Starzy bogowie powracają by stoczyć ostateczną walkę o nasze dusze!

 

GLOW Bardzo zabawny powrót do okropnych stylistycznie, pełnych kiczu lat 80-tych

Zadzwoń do Saula – sezon Po raz trzeci serial kompletnie mnie rozwalił. Świetny scenariusz, kapitalna gra aktorska.

Twin Peaks – sezon 3 Lynch znów mnie zadziwił, zdruzgotał mój umysł, a co najważniejsze zachwycił. Początkowo wszystko było za stabilne, za bardzo w tamtej estetyce, ale później dałem się całkowicie pochłonąć

Billions – sezon 2 Rewelacyjny serial, i ten sezon jest jeszcze lepszy niż poprzedni. I szkoda, że to tylko 12 odcinków. To z pewnością jeden z najlepszych seriali jakie widziałem. Strasznie mocno wciąga.

Łowcy umysłów (Mindhunter) Cóż Fincher jest mistrzem thrillerów, a na dodatek, film oparty jest na faktach.

C.D.N.

Paździerze 2017

aruart

 

I przyszedł czas na moje tradycyjne podsumowanie kończącego się roku, czyli ogłoszenie zdobywców Paździerzy, moich subiektywnych nagród. Rok był ciekawy, udało mi się przeczytać 65 książek, a także, dzięki serwisowi Deezer, przesłuchać około 400 płyt. Gorzej było z filmami, jakoś niewiele mnie zachwyciło, za to udało mi się obejrzeć kilka wciągających seriali.

Zacznijmy od książek, które zrobiły na mnie największe wrażenie:

Kate Brown, Plutopia. Atomowe miasta i nieznane katastrofy nuklearne. Kto nie słyszał o Czrnobylu. Jednak o radzieckim Oziorsku czy amerykańskim Richland, już raczej niewielu. A warto. Kate Braw zabiera nas do utopijnych miast, dzięki którym zimnowojenne mocarstwa tworzyły swój przerażający arsenał atomowy.

 

Erik Larson, Tragedia Lusitanii . Fascynująca opowieść o niezwykłym okręcie i jego tragicznym końcu.

Michael Herr, Depesze. Niezwykła książka o wojnie. Żadna książka, którą do tej pory czytałem, nie pokazała tak dokładnie życia żołnierzy wysłanych na wojnę, tego, co czuli, o czym myśleli, jak wyglądała dezorganizacja działań wojennych.

Jon Ronson, #WstydźSię! . Mocna rzecz o sile internetu, o tym, że może stać się ona potężnym narzędziem do zawstydzania i niszczenia ludzi, zjawisku, w którym tak chętnie uczestniczymy.


Irving Stone, Pasja życia Kolejna niesamowicie napisana powieść biograficzna Stoe’a, tym razem o van Goghu. Bardzo wciągająca, realistyczna, chwilami aż zazdrości się bohaterowi jego ogromnej pasji

Cixin Liu, Problem trzech ciał. Wspomnienie o przeszłości Ziemi Dawno już nie czytałem tak dobrej książki SF. Są tutaj nawiązania do historii Chin, jest sporo fizyki (ale zrozumiałej), a przede wszystkim jest tutaj bardzo wciągająca fabuła. Bardzo polecam

Elżbieta Cherezińska, Turniej cieni Nikt tak nie pisze powieści historycznych jak Cherezińska i nie tylko o średniowieczu. Tym razem XIX wiek. Rywalizacja Rosyjsko Brytyjska o Azję, a między mocarstwami pozbawieni własnego państwa Polacy. Bardzo wciągająca, świetnie oddaje klimat epoki.

Philipp Meyer, Syn Epicka, obszerna, wciągająca i naprawdę bardzo dobra powieść (saga), opowiadająca o tym co działo się w Teksasie przez ostanie 180 lat.

 

C.D.N.

Zachód Słońca

aruart

To jeden z ostatnich zachodów w tym roku i prawdopodobnie ostatni, który mogłem w spokoju obserwować. No prawie w spokoju, bo kiedy wszedłem na Górę św. Anny, przegonił mnie stamtąd bardzo silny, mroźny wiatr. Najważniejsze jest jednak to, że było naprawdę pięknie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Za co uwielbiam "Twin Peaks"?

aruart

Kiedy przeczytałem gdzieś, że David Lynch przymierza się do nakręcenia kontynuacji  Twin Peaks, jednego z najbardziej niezwykłych seriali w historii telewizji poczułem radość połączoną z ekscytacją. Jednak kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, pojawiły się obawy. Po co grzebać, w czymś, co jest już doskonałe? Kontynuacja po 25 latach, przecież to nie może się udać. A tak, w ogóle po co odgrzewać dość leciwe kotlety? Zamiast odcinać kupony od sukcesu sprzed lat, może w końcu Lynch nakręci znów coś nowego. I kiedy z końcem maja, pojawiły się pierwsze odcinki z ogromną niepewnością, pełen sceptycyzmu, zasiadłem do oglądania. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Dziwaczne dialogi, powolna kamera, sceny podczas których właściwie nic się nie dzieje i efekty sprzed ćwierćwiecza. Jednak już przy trzecim odcinku, czułem się całkowicie pochłonięty tym, co dzieje się na ekranie. Miałem wrażenie, że to nie są nakręcone po 25 latach nowe odcinki, ale odkryty niedawno trzeci sezon zrealizowany zaraz po dwóch poprzednich, tylko z postarzałymi aktorami. Właściwie wszystko, klimat, muzyka, sposób realizacji, było takie jak dawniej. I powróciło uwielbienie dla twórczości Lyncha. Jedną z największych zalet filmu jest Kyle MacLachlan, tutaj w podwójnej roli Dale Cooper i Dougiego Jonesa. To naprawdę rewelacyjny aktor i z pewnością, bez niego nie byłoby Twin Peaks. Świetne było także to, że Lynch powrócił do tak wielu motywów i postaci ze starego serialu. Zresztą to właśnie ta galeria oryginałów i szaleńców, przyczyniły się do sukcesu filmu. I kiedy skończyłem oglądać ostatni odcinek, z jednej strony czułem się bardzo usatysfakcjonowany, Lynch nie tylko nie zepsuł legendy, ale dodał do niej kolejny, bardzo ważny element. Z drugiej jednak strony, miałem poczucie niedosytu, tych 18 odcinków, to dawka uzależniająca, po której pozostaje ogromny głód. Więc za co tak bardzo uwielbiam Twin Peaks?

za klimat, czyli atmosferę tajemnicy i niezwykłości!

za muzykę!

za niesamowite postacie, każdy tam jest wyrazisty, po prostu jakiś!

za poczucie humoru!

za brak schematu, który pozwoliłby przewidywać z czym wyskoczy Lynch!

za to, że nawet kilkukrotne obejrzenie, nie pozwala zrozumieć!

za to, że pragnę wracać do Twin Peaks!


Szpony i kły

aruart

W grudniu 1986 r. w miesięcznik Fantastyka ukazało się opowiadanie Wiedźmin autorstwa Andrzeeja Sapkowskiego, które rozpoczęło cykl opowiadań i powieści, których bohaterem jest Gerealt z Rivii. Kto mógł wówczas przypuszczać, że narodziła się jedna z największych gwiazd polskiej popkultury. Trzydzieści lat później, miesięcznik Nowa Fantastyka ogłosił konkurs na opowiadanie inspirowane światem wykreowanym przez Sapkowskiego. Jego efektem jest niedawno wydana książka Szpony i kły. Pozytywnie zaskakuje to, że w większości opowiadań w ogóle nie pojawia się Geralt, za to ich autorzy pokusili się o rozwinięcie kilku niedokończonych wątków z oryginalnego cyklu opowieści o Wiedźminie. Z pewnością najbardziej zbliżonym do pierwowzoru pod względem klimatu, ale także języka, było otwierające tom opowiadanie „Kres cudów” Piotra Jedlińskiego. Niestety nie wszystkie historie trzymają poziom, ale mimo to, przyjemnie było ponownie wgłębić się w ten świat. Zresztą chwilami miałem wrażenie, że przynajmniej niektóre z historii są lepsze od tego, co Sapkowski zaprezentował nam w swojej ostatniej książce.

Polecam Szpony i kły, każdemu kto nie jest fanatycznym miłośnikiem prozy Sapkowskiego i gotów jest zagłębić się w wiedźmiński świat, wykreowany przez innych fanów. Zresztą, kto z nas, przynajmniej w myślach, nie próbował się na to pokusić. Ja sam mam przynajmniej kilka nigdy niezrealizowanych pomysłów. Może kiedyś, ale to już zupełnie inna historia.

Fiat 126 p. Kiedyś rządził na polskich drogach

aruart

Tom Hanks otrzymał właśnie w prezencie, specjalnie dla niego przygotowany, egzemplarz Fiata 126 p.


Dla wielu dzisiejszych czterdziestolatków, Maluch był pierwszym samochodem, z którym związanych jest z pewnością wiele pamiętnych przygód, niemożliwych do przeżycia we współczesnych samochodach.

Fiat 126 p produkowany był na licencji włoskiej, w fabrykach w Bielsku – Białej i Tychach w latach 1973 – 2000. Ogółem z polskich fabryk wyjechało 3 318 674 sztuk popularnego Kaszlaka, samochodu, który zmotoryzował Polskę.

Moja przygoda z Maluchem była krótka (lata 2003 – 2005), ale za to obfitowała w wiele ciekawych zdarzeń. W chwili zakupu, auto miało 10 lat i dość szybko zaczęło się sypać. Problemy z zapłonem, silnik, który potrafił wyłączyć się podczas wyprzedzania i kilka innych usterek, a kiedy przyszła zima, przestał w ogóle odpalać, aż do nastania wiosny. Cóż, to było auto z charakterem. I tylko raz, przez dwa lata użytkowania, nie miałem z nim żadnych problemów, mało tego, jechał ze sporą werwą, tylko, że była to akurat podróż na złomowisko. Ale sentyment pozostał, w końcu to dzięki niemu nauczyłem się jeździć, odbyłem też kilka ciekawych wypraw. I chociaż nie chciałbym wracać do tego dziwacznego pojazdu, to cieszę się z tego, że przeżyłem przygodę o nazwie Fiat 126 p. A panu Hanksowi należy życzyć wielu niezapomnianych chwil w jego białym Maluchu.

 

 

 

 

 

 

fot. za:  wikipedia.org oraz własne

Robot - apokalipsa

aruart

Roboty są od nas zdecydowanie silniejsze, dosyć łatwo jest je naprawić, co czyni je niemal niezniszczalnymi. A człowiek? W porównaniu z maszynami, jest słaby i kruchy. I chociaż samodzielnością myślenia, inteligencją, jeszcze nam ustępują, to moment, gdy i w tym będą od nas lepsze, jest coraz bliższy.

Sztuczna inteligencja jest największym zagrożeniem dla człowieka, zaraz po nim samym. Jeżeli my się nie zlikwidujemy, w przyszłości zrobią to właśnie automaty, nowi władcy Ziemi. Isaac Asimov (pisarz SF), w swoich powieściach stworzył trzy prawa robotyki, które miałyby zabezpieczyć ludzi przed robotami:

1. robot nie może skrzywdzić człowieka ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.

2. robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z pierwszym prawem.

3.  robot musi chronić sam siebie, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności z pierwszym lub drugim prawem.

Wątpię jednak w to, żeby konstruktorzy robotów zdecydowali się na zaprogramowanie i bezwzględne przestrzeganie tych praw, które mogłyby ochronić nasz gatunek przed przewyższającymi nas maszynami. W końcu, jak słusznie twierdził Stanisław Lem, człowiek to taka małpa, która, kiedy weźmie do ręki kalkulator, to przyłoży nim drugiej małpie. Więc roboty, które mogłyby znacznie ułatwić nasze życie, staną się kolejnym narzędziem do zaszkodzenia (zagłady), pozostałych małp.

To, co już potrafią roboty, wywiera spore wrażenie, a przecież wciąż są to jeszcze dosyć prymitywne urządzenia. A może tylko niepotrzebnie panikuję?

 

 

 

 

 


Plakaty filmowe

aruart

Pamiętam, kiedy jako dzieciak, chodziłem na seanse filmowe do opolskiego MDK-u i czekając na kolejny film, oglądałem ściany sali kinowej, ozdobione plakatami filmów, tych które już widziałem, jak i takich, których nie udało mi się zobaczyć. Twórcy tych plakatów, często w dość oszczędny sposób, potrafili oddać sens filmu, zmuszając jednocześnie wyobraźnię do intensywnej pracy. Dzisiejsze postery, to coś zupełnie przeciwnego. Wszystkie niemal identyczne. Jak na średniowiecznych iluminacjach, główni bohaterowie po środku, znacznie więksi od otaczających postaci drugoplanowych, a wszystko na tle jakiejś charakterystycznej scenerii z filmu. Nuda! Warto pogrzebać trochę w necie, aby zobaczyć jak kiedyś zachęcano do obejrzenia filmu. Oto kilka przykładów:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesienne wędrówki

aruart

Pogoda i brak czasu, uniemożliwiają mi dłuższe spacery, więc jak tylko pojawiły się ku temu sprzyjające warunki, musiałem z tego skorzystać. Jesień potrafi być naprawdę piękna.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Moje seriale cz. 2

aruart

Netfilix po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczył. Mindhunter to wyreżyserowany przez mistrza thrillerów Davida Finchera, serial opowiada o próbie stworzenia przez FBI profili psychologicznych przestępców, poprzez badania prowadzone na sprawcach najbardziej przerażających zbrodni w Stanach. Postać głównego bohatera Holdena Forda jest inspirowana prawdziwą postacią jednego z najsłynniejszych profilerów, Johna Douglasa. Serial bardzo mocno wciąga, kiedy nagle skończył się ostatni, dziesiąty odcinek, trudno było uwierzyć w to, że to już. Świetnie zbudowane postacie, scenariusz pozbawiony dłużyzn, i naprawdę dobra realizacja i chyba największą wadą serialu jest to, że trzeba będzie wytrwać rok, zanim pojawi się kontynuacja. Warto obejrzeć Mindhunter, chociaż by po to by zadać sobie pytanie o korzenie zła, tego pierwiastka, który jest w każdym z nas.


Tuż przed świętem Helloween, miała premiera drugiego sezonu Netflixowego hitu sprzed przeszło roku Stranger Things. I chociaż nie było tu już nic zaskakującego, w końcu to kontynuacja, to miło było ponownie przenieść się w lata 80-te, czyli do czasów dzieciństwa. I chociaż przez pierwsze odcinki akcja dosyć powoli się rozkręca, ale później, jak już akcja się rozkręci jest naprawdę nieźle. Podoba mi się też to, że serial stał się nico mroczniejszy. Autorzy serialu wyjaśnili kilka tajemnic, takich jak historia Jedenastki, nieco więcej opowiedzieli też o tamtej stronie. Realizacji rewelacyjna. I jak denerwuje mnie Winona Ryder, tak dzieciaki grają rewelacyjnie. Wadą jest jednak to, że serial jest taki krótki, to zaledwie dziewięć odcinków, które bardzo szybko się kończą. Na pocieszenie pozostaje wiadomość o tym, że będzie sezon trzeci.


Pieśni Pół/nocy

aruart

 

Źródło: http://zywiolak.pl/pl/

W końcu, po sześciu latach przerwy, ukazała się nowa płyta Żywiołaka. Pieśni Pół/nocy, to 22 utwory, w których muzyka tradycyjna łączy się z dosyć mocnymi brzmieniami. Tym razem Robert Jaworski i spółka, wzięli na warsztat ludową tradycję Pomorza, wykorzystując utwory spisane m. in. przez Oskara Kolberga, a także innych etnografów oraz poetów zajmujących się obszarem leżącym na północ od Noteci. I jak to u Żywiołaka, muzyka znajdująca się Pieśniach Pół/nocy, nie należy do łatwych, ale warto się w nią wsłuchać, bo, znaleźć tam można wiele, bardzo zaskakujących dźwięków. Pieśni Pół/nocy to podróż w przeszłość, do świata, po którym pozostały jedynie nieliczne skrawki. Muzycy Żywiołaka sprawiają, że podróż ta jest wyjątkowo rzeczywista. Dzięki nim poczuć możemy ciepło ogniska, przy którym Pomorzanie, którzy wyjątkowo długo opierali się chrześcijaństwu, odprawiają pogańskie obrzędy. I wystarczy przymknąć oczy, wsłuchać się w rytmy bębnów oraz hipnotyzujący dźwięk instrumentów takich jak lira korbowa, aby poczuć, że ciało zaczyna tańczyć, bo „…oto noc Kupały, dziwy znów się będą działy, Księżyc znowu w dzikiej pełni, Bóstwa znowu czają się…”. Pieśni Pół/nocy to płyta dla ludzi otwartych, ciekawych nowych doznań, dla tych, którzy kochają prawdziwą, pozbawioną plastiku i blichtru muzykę.

 

W drodze na Zlatý Chlum

aruart

Korzystając z pięknej pogody, przekroczyliśmy dziś czeską granicę, aby wejść na Zlatý Chlum. Nasza psina zwariowała ze szczęścia, a ja biegałem z aparatem od krzaczka do krzaczka, fotografując licznych przedstawicieli królestwa grzybów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci