Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Krótko o… płytach cz. 6, czyli starzy wyjadacze pokazują, jak się robi muzykę

aruart

Dream Theater - Distance Over Time

Po niezbyt udanej płycie sprzed trzech lat, panowie z Dream Theater bardzo przyłożyli się do pracy i zafundowali nam naprawdę dobry album. Muzycznie jest tu pełno niezwykłych smaczków. To nie tylko progresyw, ale jest tutaj wiele z brytyjskiego heavy metalu, czy patentów, których nie powstydziłby się z Tool, czy Metallica. Są piękne, kwieciste solówki i świetny bas. Tylko perkusja brzmi jakoś sztucznie. No i wokal, jak dla mnie głos Jamesa LaBrie nie pasuje do tej muzyki, za bardzo ją łagodzi. Ale i tak warto posłuchać Distance Over Time, bo to naprawdę ciekawa, muzyczna podróż.

Overkill - The Wings of War

Dziewiętnasty krążek Overkill to powrót tej kapeli do korzeni, czyli wspaniale zagrany trash metal. Nie potrzeba żadnych eksperymentów, kiedy ma się takich muzyków. Świetny bas i rewelacyjna perkusja. A do tego wszystkiego jeszcze niezniszczalny głos Bobby’ego "Blitz" Ellsworth’a. Każdy kto lubi metal bez udziwnień powinien posłuchać The Wings of War

 

Voo Voo - Za niebawem

A teraz coś z nie metalowej beczki. Za niebawem zespołu Voo Voo to bardzo udana płyta. Lekko jazzująca i bardzo rytmiczna, pełna wspaniałych dźwięków. Do tego świetnie brzmiąca, a wszystko to jeszcze przyozdobione bardzo mądrymi tekstami. Już sam pierwszy utwór Niespiesznie 1, 2, sprawia, że od samego początku zaczyna się z tą płytą płynąć. Waglewski jest w świetnej formie, swoją muzyką i tekstami może zawstydzić tych wszystkich plastikowych Zalewskich i Podsiadłów.


A od 29 kwietnia blog będzie dostępny tylko pod nowym adresem aruart.blog

Zakwitły Krogulce

aruart

Cytując pewnego klasyka: „Jak pięknie zakwitły krogulce”. Ale tak serio, krokusy w rozkwicie, na krzewach pojawiają się pierwsze zielone zalążki, a nad łąkami wiszą, wyśpiewując swoje radosne pieśni skowronki. Jednym słowem WIOSANA!!! Bardzo się z tego cieszę, bo chociaż zima w tym roku nie była ciężka, ale ta pora roku zawsze jest bardzo męcząca. Tęsknię za zielenią, słońcem i ciepłem i mam nadzieję, że tegoroczna wiosna będzie nimi wypełniona.

 

Więcej na aruart.blog

Krótko o… serialach cz. 6

aruart

Pod numerem 9

Angielski serial, którego twórcami są Steve Pemberton i Reece Shearsmith. Obaj panowie stanowią także wspólnym mianownik, wszystkich kolejnych odcinków. A każdy z nich to osobna, zamknięta historia, którą poza dwoma aktorami – scenarzystami, łączy jeszcze, tajemniczy numer 9. Angielski humor połączony z niesamowitą wyobraźnią i kreatywnością twórców serialu. I szkoda tylko, że każdy sezon to zaledwie 6 odcinków (w sumie 4 sezony to 24 historie), no ale angielskie seriale tak już mają.   

 

Luther – sezon 5

Luther kilka lat temu wywarł na mnie ogromne wrażenie. Nic więc dziwnego, że kiedy usłyszałem, że BBC przygotowuje kontynuację, z niecierpliwości przebierałem nogami, by móc jak najszybciej zobaczyć jego piątą odsłonę. I niestety nie warto było. Jedynymi zaletami filmu są zdjęcia, które tworzą mroczny klimat oraz Idris Elba, wciąż doskonały w tytułowej roli. Serial ma wyjątkowo kulawy scenariusz. Nie dość, że kolejne sceny są dosyć przewidywalne, to pojawia się wiele luk logicznych, czy sytuacji wręcz absurdalnych. Każda kolejna minuta sprawiała, że chciało mi się coraz bardziej wyć. Dlaczego?

 

Legion – sezon 2

Legion ma bardzo niewiele wspólnego ze swoim komiksowym pierwowzorem. David Haller zafundował nam podróż w ludzki umysł, cały czas serwując nam zaskakujące przemyślenia na temat jego funkcjonowania. A przy okazji przez cały czas nieźle miesza w naszych głowach. Są chwile, kiedy naprawdę trudno zorientować co dzieje się jedynie w głowie bohaterów, a co jest rzeczywistością. No i jeszcze świetna postać Farouka, czarnego charakteru. A do tego wszystkiego film jest wspaniały pod względem wizualnym. Nie mogę doczekać się kolejnej odsłony, bo naprawdę ciekawie zrobiło się na samym końcu. Legion to serial bardzo ciekawy, David Haller wykreował niezwykle wciągający świat, może odjechany, ale przynajmniej nie sposób się nudzić.

A od 29 kwietnia blog będzie dostępny tylko pod nowym adresem aruart.blog

Fotograficzne niespodzianki

aruart

Czasami robiąc zdjęcia, niezbyt dokładnie się im przyglądam. Wrzucam je do komputera i przypominam sobie o nich dopiero, kiedy odpalam Lightroom. Mogą się wówczas zdarzyć niespodzianki. Takie jak ta, kiedy przelatujący gdzieś w oddali myszołów okazał się bielikiem. Albo kiedy dostrzegłem, że poza stadem kaczek, które próbowałem podejść, na powalonym konarze siedział sobie kormoran (a przynajmniej tak mi się wydaje, że to ten ptak). I księżyc całkiem ładnie mi wyszedł podczas ostatniej pełni. A śpiący Dylek z wystawionym kiełkiem, po prostu rozwala. Lubię takie niespodziewanki.

 

 

 

 



A od 29 kwietnia blog będzie dostępny tylko pod nowym adresem aruart.blog

Krótko o… płytach cz. 5

aruart

 

 

Nocny Kochanek – Randka w Ciemność

To już trzecia randka z Nocnym Kochankiem. I podobnie jak dwie poprzednie, była bardzo udana. Można powiedzieć, że byliśmy bardzo blisko „trzeciej bazy”...

Ciąg dalszy na aruart.blog

 

Pożegnanie z blox-em

aruart

Kilka dni temu otrzymałem wiadomość o następującej treści:

„Drogi użytkowniku, bardzo nam przykro 29 kwietnia 2019 Blox.pl zostanie zamknięty i Twój blog http://aruart.blox.pl przestanie działać.”

Ale jak to? Dlaczego? Przez chwilę pomyślałem też, że może to znak, aby odpuścić sobie moją pisaninę. Jednak żal, że coś, co robię od prawie dziesięciu lat, z czyjejś winy ma zostać zlikwidowane, wzbudził we mnie determinację, aby uratować bloga. Mocno przyzwyczaiłem się do tego, że przynajmniej raz w tygodniu coś tu zamieszczam. Blog stał się dla mnie istotnym kawałkiem świata, który udało mi się jakoś zagospodarować. Postanowiłem, że aruart – dziennik niecodzienny przetrwa. Aby móc nadal śledzić moje wpisy wystarczy kliknąć w obrazek poniżej:

Dzień kota

aruart

Nie przestają zadziwiać, są naprawdę niezwykłymi zwierzętami. Żyją z nami, a jednak nieco obok nas. Są sprytne, władcze, zabawne i pełne uczucia. A na dodatek takie miękkie. Jak się już jednego wpuści do swojego życia, nie da się bez nich obejść. Nic nie jest w stanie zastąpić tej puszystej kulki pełnej zaskakujących pomysłów.

 

 

 

 

Krótko o… książkach cz. 10

aruart

Edyta Żemła, Zdradzeni

W wyniku decyzji polityków i zgodnie z zasadą „Poland first to fight”, w ostatnich latach Polska zaangażowała się w kilka bardzo poważnych misji wojskowych. Niestety, ludzie, którzy za tymi decyzjami stoją, rzadko zastanawiają się na ile nasza armia jest do takich misji przygotowana. Po prostu, pada rozkaz i chłopaki muszą jechać w jakiś odległy zakątek świata, w którym amerykańscy sojusznicy, realizują swoje cele. Co z tego, że nie dysponujemy odpowiednim sprzętem, że brak nam przygotowania wywiadowczego i znajomości terenu, nie po to co roku wydaje się przeszło 30 mld zł. na wojsko, żeby nie móc go używać? W ten sposób polscy żołnierze trafili do Iraki i Afganistanu. I właśnie kulisy polskiej misji w Afganistanie opisuje w swojej książce Zdradzeni Edyta Żemła. Książka ta, to jednak przede wszystkim fascynująca reporterska opowieść o tragedii w Nankar Khel. Autorka przedstawia historię polskich żołnierzy, których najpierw wysyła się w jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świcie, wyposażonych w wadliwy sprzęt, a później w calach walki politycznej, próbuje się tych żołnierzy zniszczyć. Myślę, że to doskonała przestroga dla tych, którym przyszłaby do głowy chęć kariery w polskiej armii, doskonale widać w tej książce jak państwo traktuje tych, którzy mu służą. Smutne.

 

Jeszcze nieco zimy

aruart

Ogromne kałuże i pozostałe gdzieniegdzie, niewielkie pagórki biało szarej masy, świadczą o tym, że mamy zimę. A tak było jeszcze kilka dni temu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Krótko o ... filmach cz. 2

aruart

Za mną kolejna porcja filmów nominowanych do Oscara.

Faworyta

Film nominowany w aż 10 kategoriach: najlepszy film, najlepsza aktorka pierwszoplanowa, najlepsza aktorka drugoplanowa (dwie nominacje), najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz oryginalny, najlepsza scenografia, najlepsze kostiumy, najlepsze zdjęcia i najlepszy montaż. Film zrealizowany ze sporym rozmachem. Bardzo ciekawa historia, zresztą jak najbardziej prawdziwa, więc była szansa na naprawdę wielki film i niewątpliwie byłoby tak gdyby nie: zdjęcia, film jest tak zrealizowany, że ciężko się go ogląda,  zwłaszcza ujęcia w formie „rybiego oka”, kolejna rzecz, muzyka, bardzo źle dobrana, denerwująca, film jest też za bardzo przewidywalny, a na koniec Emma Stone, która moim zdaniem nie podołała roli, chociaż to chyba tylko moja opinia, bo nominację zdobyła. Pomimo tych kilku wad, warto go obejrzeć dla samej, niezwykle ciekawej opowieści.


Green Book

Zdecydowanie mój faworyt, jeśli chodzi o Oskarowe nominacje. Zresztą, ma już na koncie trzy Złote Globy. Podobnie jak w przypadku Faworyty, także jest związany z prawdziwą historią. Green Book to bardzo mądra, a przy okazji zabawna opowieść o tolerancji, o tym jak możemy wzajemnie na siebie wpływać. To także film o muzyce, zresztą jest ona tu świetna. Ogromną zaletą tego filmu jest duet aktorski Mahershala Ali (dostał za tę rolę Złotego Globa) i rewelacyjny wręcz Viggo Mortensen. A wracając do filmu, straszne jest to, że historia sprzed przeszło 50 lat wciąż jest tak aktualna. Natura ludzka się nie zmiana, nie znosimy każdego, kto w jakiś sposób się wyróżnia.


Narodziny gwiazdy

Ostatnim oscarowym filmem, który udało mi się obejrzeć, była kolejna, trzecia już wersja Narodzin gwiazdy. W sumie piękna opowieść o pasji, muzyce i miłości. Ale także o tym jak niszczycielski może być nałóg. Największą jednak zaletą tego filmu jest rola Lady Gagi. Gdyby to zależało ode mnie, już miałaby Oscara. Narodziny gwiazdy warto obejrzeć, bo jest to, po prostu ładny film.

 

Zimowy poranek

aruart

Ostatnich kilka lat, całkowicie odzwyczaiło mnie od zimy, więc kompletnie zapomniałem o tym, że poza zimnem, ma ona także swoje pozytywne strony. Kiedy spadnie śnieg, może zrobić się naprawdę pięknie. Więc kiedy w ostatnich dniach, zaskoczyła nas zima, byłem wyjątkowo tym wszystkim przejęty. Dziś rano chwyciłem za aparat i ruszyłem by złapać tych kilka niezwykłych chwil, zwłaszcza, że bezchmurny poranek, stworzył niemal magiczną atmosferę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Krótko o ... filmach

aruart

Całkiem niedawno Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła nominacje do swoich corocznych nagród, więc zainteresować się tymi filmami.

Bohemian Rhapsody

To powinien być wielki film. Niestety, on nawet nie jest przeciętny i gdyby nie wspaniała muzyka Queen, ciężko byłoby go oglądać. Freddie Mercury grany przez kompletnie do niego nie podobnego Ramiego Maleka jest niesamowicie drażniący. Najgorsze jest jednak to, że po jego obejrzeniu trudno mi jest powiedzieć o czym ten film opowiada. Jeśli miałaby to być historia Queen, to została ona strasznie poszatkowana, ale dokładnie tak samo potraktowano tu postać Mercurego, który jest tu jedynie drażniącym, egocentrykiem, bez pokazania tragizmu tej postaci. Po obejrzeniu filmu czułem się strasznie zawiedziony, bo kiedy ktoś chce mierzyć się z legendą, to powinien mieć na to genialny pomysł, a tego najwyraźniej twórcą filmu zabrakło. Na szczęście zostaje jeszcze muzyka stworzona przez ten fenomenalny zespół.


Czarne bractwo. BlacKkKlansman

A to z kolei film, który zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie. Może dlatego, że nie miałem żadnych związanych z nim oczekiwań. Sama historia jest dosyć groteskowa. Czarnoskóry policjant, poprzez rozmowy telefoniczne, wchodzi w struktury Ku Klux Klanu. Jest tak przekonywujący, że sam Wielki Mistrz się w tym nie orientuje. Zdaję sobie sprawę z tego, że w tym filmie postacie są mocno przerysowane – czarni jednoznacznie dobrzy, biali, obrzydliwie źli. Kompletnie mi to jednak nie przeszkadza. Ten film ośmiesza wszelkiej maści fanatyzm, którego podstawą są jakieś wyssane z palca australopiteka, irracjonalne idee. Najgorsze jest jednak to, że pomimo kompletnego braku logiki, wciąż tysiące ludzi jest w stanie za nimi podążać, doprowadzając nie tylko do wzrostu nienawiści, ale także bezpodstawnej przemocy. I może film Spike’a Lee nie jest żadnym genialnym dziełem, to pozostaje niezwykle ważnym ostrzeżeniem, zwłaszcza w czasach, kiedy liberalizm umiera, zastępowany przez nieufność i populizm.

Seasick Steve

aruart

 

Seasick Steve, to jedno z moich największych, bluesowych odkryć zeszłego roku. Jakoś przeoczyłem go przy paździerzowym podsumowaniu zeszłego roku, a przecież nagrania Seasick Steva, mocno poruszyły coś w mojej duszy. Prosta i bardzo surowa muzyka, często grana na instrumentach samodzielnie skonstruowanych przez tego niezwykłego muzyka. Seasick Steve, a właściwie Steve Wold, z branżą muzyczną związany jest od lat 60-tych, grając jako muzyk sesyjny, czy jeżdżąc w trasy jako techniczny. Jednak swoją pierwszą płytę wydał dopiero w wieku 63 lat i to pod naciskiem żony, która po przebytym przez Steva zawale, zmusiła go do nagranie komponowanych piosenek, po to żeby nie przepadły. Efektem jest dziesięć krążków z naprawdę świetną muzyką, czasami nostalgiczną, chociaż głównie jednak porywającą do podrygów. I może brzmi to i wygląda wiejsko, to siłą tej muzyki jest autentyczność i szczerość. Chciałbym, żeby tak wyglądała wiejska muzyka w naszym kraju. Ale dosyć tego gadania, niech przemówi sama muzyka:

 

 

 

 

© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci