Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Ig Noble 2016

aruart

22 września na Uniwersytecie Harverda, już po raz 26, wręczono Ig Noble (anty noble), czyli wyróżnienia za najbardziej bzdurne badania naukowe. Przyznać trzeba, że każdy z nagrodzonych niewątpliwie zasłużył na to niezwykłe wyróżnienie. W tym roku banknot, o nominale 10 trylionów dolarów zimbabweańskich otrzymali:

Pośmiertnie, Egipcjanin Ahmad Szafik, za badanie wpływu noszenia spodni z poliestru, bawełny lub wełny, na życie seksualne szczurów. Według naukowca, wyniki tych badań można przenieść na ludzi – nagroda w dziedzinie REPRODUKCJA

Mark Avis, Sarah Forbes i Shelagh Ferguson, za ocenę osobowości skał tj. czy są szczere, sympatyczne, godne zaufania i jaki ma to wpływ na ich sprzedaż – nagroda w dziedzinie EKONOMII.

Gábor Horváth, Miklós Blaho György Kriska Ramón Hegedüs Balázs Gerics Róbert Farkas, Susanne Åkesson Péter Malik i Hansruedi, za odkrycie, dlaczego gzy lubią bardziej gryźć konie o jasnej maści niż te o ciemnej, a ważki zakochują się w czarnych nagrobkach lub asfaltowej nawierzchni – nagroda w dziedzinie FIZYKA

Koncern Volkswagen, za rozwiązania problemu nadmiernej emisji zanieczyszczeń samochodowych za automatyczną, elektromechaniczną produkuję, mniejszej ilości spalin, gdy samochody są testowane – nagroda w dziedzinie CHEMII

Christoph Helmchen, Carina Pälzer Thomas munte, Silke Anders i Andreas Sprenger, za odkrycie, że jeśli czujesz swędzenie po lewej stronie ciała, możesz ulżyć, patrząc w lustro i drapiąc się po prawej stronnie (i vice versa) – nagroda w dziedzinie MEDYCYNY

Evelyne Debey Maarten De Schryver Gordon Logan, Kristina Suchotzki i Bruno Verschuere, za odkrycie, że największymi kłamcami są ludzie w wieku 18 – 29 lat. Jury nagrody doceniło wysiłek holenderskich naukowców, włożony w odróżnianie kłamstwa od prawdy - nagroda w dziedzinie PSYCHOLOGII

Gordon Pennycook James Allan Cheyne, Nathaniel Barr, Derek Koehler i Jonathan Fugelsang za pracę "O recepcji i wykrywania pseudogłębokiej gówno prawdy". Kanadyjscy naukowcy, poddali naukowej analizie, pseudonaukowy bełkot, spotykany w mediach, niezrozumiały i bzdurny, ale często brany za sensowny – nagroda POKOJOWA

Charles Foster, za badania życia, dziko żyjących zwierząt, takich  jak, borsuk, wydra, jeleń, lis i ptaków; oraz Thomas Thwaites, za stworzenie protezy kończyn, które pozwoliły mu poruszać się w sposób podobny do kóz, i spędzić czas w towarzystwie tych zwierząt przez żyjąc przez trzy dni jak one (naukowiec w tym czasie żywił się wyłącznie trawą) – nagroda w dziedzinie BIOLOGII


Fredrik Sjöberg, za trzy-tomową autobiografię o przyjemności zbierania much, które są martwe i much, które martwymi nie są pt. „Droga kolekcjonera much” – nagroda LITERACKA

Atsuki Higashiyama i Kohei Adachi, za zbadanie, czy świat wygląda inaczej, kiedy się zginamy i spoglądamy nań między nogami - nagroda w dziedzinie PERCEPCJA

Jak widać, naukowcy to bardzo kreatywne stworzenia, a świat stawia przed nimi wiele wyzwań, z którymi muszą się wciąż mierzyć.


Pawilon Czterech Kopuł

aruart

Wrocław to miasto wyjątkowe. Można je wciąż na nowo odkrywać, a i tak znajdzie się tam coś fascynującego. Do takich miejsc, z pewnością należy kompleks wokół Hali Stulecia. Czyli tzw. Pawilon Czterech Kopuł. Podobnie jak Hala Stulecia i Pergola, wybudowany został z okazji przypadającej w 1913 r., setnej rocznicy wydania przez króla Prus, Fryderyka Wilhelma III „Odezwy do mojego ludu”, w której władca ten, apelował do swoich poddanych, aby stanęli do walki przeciwko Napoleonowi. Jak pamiętamy z historii kilka miesięcy później, dzięki sojuszowi z Rosją i Austrią, wojska francuskie zostały w bitwie pod Lipskiem. I właśnie z tej okazji, władze Wrocławia (a właściwie Breslau), postanowiły zorganizować wielką wystawę poświęconą dokonaniom Śląska, a na jej potrzeby Hans Poelzig zaprojektował specjalny Pawilon, który do 1945 r. służył jako miejsce kolejnych wystaw. Po II wojnie światowej Pawilon, stał się częścią Wytwórni Filmów Fabularnych. Wraz z jej powolnym upadkiem, zniszczeniu ulegał także ten niezwykły obiekt. Sam pamiętam, że wielokrotnie przechodząc obok, bardzo ciekawiły mnie, przywodzące na myśl Bizancjum, budynki przykryte kopułami. W 2009 r. Pawilon został przekazany wrocławskiemu Muzeum Narodowemu , a dzięki temu, że Wrocław został Europejską Stolicą Kultury, znalazły się pieniądze na jego gruntowny remont. Efekt tych prac jest powalający. Ogromne wrażenie robi już sam hol główny, a kiedy wejdzie się dalej, od razu widać, że miejsce to, zostało stworzone właśnie po to, aby prezentować sztukę. Muzeum Narodowe wystawiło tam swoje zbiory, polskiej sztuki współczesnej.  I muszę przyznać, że prace polskich artystów XX wieku, doskonale wpasowują się w architekturę tego niesamowitego miejsca.

I właśnie dzięki takim perełkom, Wrocław potwierdza, że zasłużył na miano Europejskiej Stolicy Kultury.

 

Kolejna śmierć w mieście Breslau

aruart

Marek Krajewski wielokrotnie zarzekał się, że nie powróci do cyklu kryminałów o Eberhardzie Mocku. Po „Dżumie w Breslau”, przeniósł miejsce akcji swoich książek do przedwojennego Lwowa, tworząc bohatera, który był nieudanym klonem Mocka (Edward Popielskie). Na dodatek, w kolejnych książkach zagłębiał się w przeróżne teorie matematyczno – filozoficzne, które niepotrzebnie gmatwały tylko ich fabułę. Przed rokiem,  „Areną szczurów”, Krajewski zamknął cykl o Popielskim. Tak na marginesie, to chyba, najbardziej udana książka w serii. Zastanawiało mnie, czym takim teraz zajmie się pisarz. I kilka dni temu, ku mojej wielkiej radości znalazłem najnowsze dzieło Marka Krajewskiego, zatytułowane „Mock”. Tak, Krajewski powrócił i to w naprawdę świetnej formie.

„Mock” to prequel dotychczasowych powieści z cyklu. Młody Ebehard Mock, niedoszły nauczyciel języków klasycznych, szeregowy funkcjonariusz wydziału obyczajowego, wrocławskiej policji, ryzykując utratą pracy, ale także własnym życiem, robi wszystko, aby zasłużyć na przejście do policyjnej elity. Może to osiągnąć, rozwiązując zagadkowe morderstwo, czterech nastolatków dokonane Hali Stulecia, na kilka tygodni przed jej inauguracyjnym otwarciem. Hala Stulecia, jedno z najwspanialszych i najbardziej charakterystycznych miejsc Wrocławia, staje się niemal autonomicznym bohaterem powieści. Czytając „Mocka” poczułem się tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz, czytając „Śmieć w Breslau”, zagłębiałem się w zakazane uliczki przedwojennego Wrocławia. Każda strona pokazuje jak dobrze Krajewski zna, a przede wszystkim, jak doskonale czuje, to niezwykłe miasto. Tego właśnie brakowało mi w opowieściach o Popielskim. Krajewski dosyć dokładnie opisywał Lwów, ale nie potrafił w pełni oddać ducha tego miejsca. A może to tylko moje subiektywne odczucie, w końcu uwielbiam stolicę Śląska, z którą jestem bardzo mocno związany emocjonalnie. Jak by nie było, „Mock” to bardzo miła niespodzianka i miejmy nadzieję, że Marek Krajewski pozostanie przy tej serii, bo Breslau, ma jeszcze wiele historii do opowiedzenia.


Tydzień w Raju

aruart

Ostatni tydzień lipca spędziliśmy w raju, w Słowackim Raju. Przepiękna, górska kraina, poprzecinana licznymi wąwozami, którymi poprowadzone zostały szlaki turystyczne. A każdy z tych wąwozów jest zupełnie inny. Miejsce dość popularne wśród turystów, więc warto tam się wybrać nieco później, kiedy główna ich fala już minie. Większość szlaków można pokonać w ciągu 4-5 godzin, więc nie ma po co się tam zjawiać przed południem. Warto także wejść nieco głębiej, zwłaszcza przez Sokolą Dolinę, która nie jest zbyt często odwiedzana, a dzięki temu chyba najbardziej dzika.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

W Krainie Trzmiela

aruart

Kiedy dwa dni temu wybrałem się na Górę św. Anny, na jednej z tamtejszych łąk zaskoczyło mnie donośne bzyczenie. Gdy się rozejrzałem, spostrzegłem setki trzmieli, które właśnie tam się wypasały, obejmując we władanie wygasły wulkan, który stał się trzmielowiskiem, Krainą Trzmiela.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A na pożegnanie tylko Krew i Wino

aruart

Kilka dni temu przyszło mi się pożegnać z Wiedźminem. I przyznać muszę, że było to bolesne rozstanie. No bo co z tego, że Krew i Wino oferuje około 30 godzin gry, jeśli ma stanowić nieodwołalnie koniec gier związanych z Geraltem z Rivii. Przyznać jednak trzeba, że CD Project Red, w prawdziwie mistrzowski sposób kończy swoją elektroniczną sagę. Krew i Wino, jest właściwie osobna grą. To zupełnie nowa lokacja, kraina Toussaint, która jest niemal idyllicznym miejsce, pełnym pięknych kobiet, zapierających dech w piersi krajobrazów, słońca i wina. Ale jak się okazuje nie tylko. W rajskiej krainie dochodzi do zbrodni i to właśnie my, wcielając się w wiedźmina, będziemy musieli rozwikłać straszliwą tajemnicę, przy okazji zabijając liczną zgraję potworów i ludzi. Zdarzą się także zadania z pozoru łatwiejsze, ale walka z bankową biurokracją może być równie ciężka jak ubicie bruksy. A przy okazji Geralt otrzymał w końcu swoje własne miejsce na ziemi w postaci urokliwego dworku z winnicą. Tam może odłożyć miecze i chociaż na chwilę odpocząć aby nabrać sił przed kolejnym zadaniem. Gra jest tak pochłaniająca, że te 30 godzin zmienia się w krótka chwilę i nagle okazuje się, że gra skończona.

Ciekawe ile minie czasu, za nim ponownie zagłębię się w świecie Białego Wilka? Po tak udanej produkcji, trudno będzie mnie zadowolić, bo gry w których wypełnia się wciąż te same zadanie, polegające na zarąbaniu jak największej liczby przeciwników, będą teraz po prostu straszliwie nudne. Mam nadzieję, że seria Wiedźmin wyznaczy nowy trend i już niedługo, pojawią się kolejne produkcje, które w podobny sposób będą potrafiły zawładnąć umysłem.

 


Powrót nad Wełtawę

aruart

Są miejsca, w których czujemy się wyjątkowo dobrze, miejsca, do których chcemy wracać, bo czujemy, że do nich przynależymy. Dla mnie, jednym z takich miejsc jest Praga, do której po sześcioletniej przerwie udało nam się ponownie zawitać. Obiecywaliśmy sobie, że będziemy zjawiać się tutaj co roku, ale jakoś nie wyszło. W tym roku jednak nie odpuściliśmy, zamówiłem transport, wynająłem pokój i kiedy tylko zaczęliśmy urlop, ruszyliśmy do grodu nad Wełtawą. To był wspaniały tydzień. Uwielbiam wracać do miejsc, które znam i które wywołują we mnie pozytywne uczucia. Kiedy to, przechadzając się ulicami jakiegoś miasta, mam wrażenie, że jestem u siebie. A Praga właśnie to oferuje. Podczas jednego wyjazdu, nie da się poznać tego niezwykłego miasta. Nawet kilka wypraw to zbyt mało. Tutaj wciąż odkrywa się coś nowego. Trzeba tylko zejść z turystycznych szlaków i zagubić w praskich uliczkach, podziwiając niesamowite przykłady secesyjnej i modernistycznej architektury. To w cale nie oznacza, że darowaliśmy sobie tradycyjne atrakcje, takie jak Rynek i okoliczne uliczki, Most Karola, czy dzielnicę Malá Strana, jednak na Hradczany już się nie przebijaliśmy. Natłok turystów jest mocno zniechęcający. Ale wystarczy czasem przejść jedną przecznicę, by międzynarodowy tłum się ulotnił. A miejsca takie jak Nowe Miasto, Smichov, czy Žižkov w niczym nie ustępują ścisłemu centrum czeskiej stolicy. Za to liczne i spokojne skwery oraz parki, pozwalają w pełni nacieszyć się tym niezwykłym miastem. I jeszcze jedno, co bardzo  podoba mi się w Pradze, to miasto nie ma zadęcia, nie jest to typowe miejsce przeznaczone dla turystów z wypielęgnowaną trawką i świeżo odmalowanymi, równiutkimi tynkami. Tutaj wiele rzeczy jest zaniedbanych, ale jednocześnie pełnych nieodpartego uroku. Chciałbym móc wrócić tu kiedyś poza sezonem turystycznym. Posiedzieć w którejś z muzycznych knajpek, poczuć to miasto podczas jesiennej słoty, zobaczyć zamarzającą Wełtawę. A może by tam zamieszkać? To jedna jest raczej niemożliwe, za duże ryzyko, by tak nagle wszystko rzucić i dać się porwać nieznanemu. Jedno jest pewne, do Pragi wrócę jeszcze nieraz, bo w tym mieście znajduje się cząstka mnie.

 

 

 

 

 

 

 

Urodziny Dylana

aruart

Dziś 75 lat kończy Bob Dylan. Kilka dni temu ten niezwykły muzyk, zrobił sobie ,ale przede wszystkim fanom wspaniały prezent, wydając kolejny (trudno zliczyć który), świetny album. Coś czuję, że zbliżające się lato, będzie pod znakiem Dylana i płyty „Fallen Angels”.

Miasto widmo

aruart

Prypeć na Ukrainie, w wyniku katastrofy w pobliskiej elektrowni jądrowej w kwietniu 1986 r. zostało wyludnione, stając się prawdziwy miastem widmem. To symbol ludzkiej arogancji pokazujący, do czego może prowadzić buta i niekompetencja.

© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci