Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

seriale

Krótko o… serialach cz. 6

aruart

Pod numerem 9

Angielski serial, którego twórcami są Steve Pemberton i Reece Shearsmith. Obaj panowie stanowią także wspólnym mianownik, wszystkich kolejnych odcinków. A każdy z nich to osobna, zamknięta historia, którą poza dwoma aktorami – scenarzystami, łączy jeszcze, tajemniczy numer 9. Angielski humor połączony z niesamowitą wyobraźnią i kreatywnością twórców serialu. I szkoda tylko, że każdy sezon to zaledwie 6 odcinków (w sumie 4 sezony to 24 historie), no ale angielskie seriale tak już mają.   

 

Luther – sezon 5

Luther kilka lat temu wywarł na mnie ogromne wrażenie. Nic więc dziwnego, że kiedy usłyszałem, że BBC przygotowuje kontynuację, z niecierpliwości przebierałem nogami, by móc jak najszybciej zobaczyć jego piątą odsłonę. I niestety nie warto było. Jedynymi zaletami filmu są zdjęcia, które tworzą mroczny klimat oraz Idris Elba, wciąż doskonały w tytułowej roli. Serial ma wyjątkowo kulawy scenariusz. Nie dość, że kolejne sceny są dosyć przewidywalne, to pojawia się wiele luk logicznych, czy sytuacji wręcz absurdalnych. Każda kolejna minuta sprawiała, że chciało mi się coraz bardziej wyć. Dlaczego?

 

Legion – sezon 2

Legion ma bardzo niewiele wspólnego ze swoim komiksowym pierwowzorem. David Haller zafundował nam podróż w ludzki umysł, cały czas serwując nam zaskakujące przemyślenia na temat jego funkcjonowania. A przy okazji przez cały czas nieźle miesza w naszych głowach. Są chwile, kiedy naprawdę trudno zorientować co dzieje się jedynie w głowie bohaterów, a co jest rzeczywistością. No i jeszcze świetna postać Farouka, czarnego charakteru. A do tego wszystkiego film jest wspaniały pod względem wizualnym. Nie mogę doczekać się kolejnej odsłony, bo naprawdę ciekawie zrobiło się na samym końcu. Legion to serial bardzo ciekawy, David Haller wykreował niezwykle wciągający świat, może odjechany, ale przynajmniej nie sposób się nudzić.

A od 29 kwietnia blog będzie dostępny tylko pod nowym adresem aruart.blog

Krótko o… serialach cz. 5

aruart

Ślepnąc od świateł

Ślepnąc od świateł, to serial, który niesamowicie mnie pochłonął. Było coś hipnotyzującego w klimacie, doskonałych zdjęciach, muzyce, coś co nie pozwalało przerwać oglądania. Grający główną rolę naturszczyk, raper Kamil Nożyński gra naprawdę świetnie, przynajmniej do momentu, kiedy się nie odzywa. Wówczas czar pryska, a jego bełkotanie jest wręcz nieznośne. Na szczęście jego postać rzadko kiedy coś mówi, więc da się to jakoś wytrzymać. Największą perełką serialu jest kreacja Jana Frycza. Pan Jan przyćmił wszystkich i pokazał wielką klasę. Jeśli ktoś ma ochotę na mocny i niebanalny serial, to warto poświęcić tych kilka godzina na Ślepnąc od świateł.

 

Pustkowie

A jeśli już jesteśmy przy produkcjach HBO, to bardzo polecam czeski serial Pustkowie, chociaż ciężko jest odnaleźć coś pozytywnego w świecie pokazanym przez twórców tego serialu. Tytułowe Pustkowie (czes. Pustina) to niewielkie miasteczko na granicy z Polskę, którego tłem jest ogromna kopalnia odkrywkowa (po naszej stronie). Pustkowie, to zupełnie inne Czechy, od tych które poznałem. Pustkowie to także miasteczko, które może być symbolem naszej części Europy, czyli dawnych sowieckich kolonii, w których poprzedni reżim zniszczył wszelkie więzi międzyludzkie, przeorał naszą psychikę, pozostawiając straszne blizny. Niesamowite jest to, że wszechobecna brzydota nie razi, wręcz przeciwnie, jest zaletą tego filmu, czyni go mocnym, ale także bardziej autentycznym, w przeciwieństwie do plastikowo styropianowych, produkcji znad Wisły. Mocny i co najważniejszy bardzo ciekawy kryminał, który jest niezłą diagnozą stanu społeczeństwa postsowieckiego.

Krótko o… serialach cz. 4

aruart

Westworld – sezon 2

Kiedy obejrzałem pierwszy sezon tego serialu byłem zachwycony i chociaż chciałem, żeby skończył się na tych dziesięciu odcinkach, to z drugiej strony byłem bardzo ciekaw, w jaki sposób państwo Jonathan Nolan i Lisa Joy pokierują dalszą historię. I muszę przyznać, że się nie rozczarowałem. Tu dopiero zaczęła się jazda. Hosty walczą o wolność. Ale czym jest wolność? Każdy odcinek ogląda się z rosnącym napięciem, a kiedy przychodzi finał wiemy, że następny sezon będzie jeszcze ciekawszy.

 

Zadzwoń do Soula – sezon 4

Tak właśnie Jimmy McGill zmienił się w Saula Goodmana. W tym sezonie Jimmy będzie musiał sobie poradzić z rocznym zakazem wykonywania zawodu adwokata i będzie to robił na swój, jak zwykle, bardzo kreatywny sposób. Każdy kolejny sezon jest świetny i jak dotąd jakość serialu nie spada. Bob Odenkirk jest fantastycznym aktorem. Ciekawe na jak długo autorom serialu starczy jeszcze pomysłów? Jedyne zastrzeżenie jakie mam to, to, że ciężko oglądać aktorów, którzy w wyraźny sposób postarzali się od czasu Breaking Bad, a grają osoby o kilka lat młodsze.

 

House of Cards – sezon 6

A na koniec coś, czego nie polecam, czyli zamknięcie tak świetnie rozpoczętego serialu jakim jest House of Cards. Już od sezonu 4 widać było, że twórcom brakuje pomysłów, a kiedy jeszcze musieli zmierzyć się z realizacją serialu bez Kevina Spacey’ego, po prostu nie dali rady. Pomimo kilku błyskotliwych pomysłów, większość serialu to straszliwie męcząca dłużyzna. I tak właściwie wszystko kręci się wokół Franca Underwooda. A kiedy po koszmarnej scenie finałowej, pojawiły się napisy końcowe odczułem wielką ulgę, że to już koniec. Ja dotrwałem do końca, a wiem, że sporo osób podarowało sobie po pierwszych odcinkach.

Krótko o… serialach cz. 3

aruart

Homeland – sezon 7

Kiedy w 2011 r. pojawił się serial Homeland, była to prawdziwa rewelacja. Wzbudzał emocje, fascynował i wywoływał dyskusje. Jednak siódmy sezon tego serialu, to zdecydowanie produkcja, która nigdy nie powinna powstać. Już poprzedni sezon był męczący, ten jest po prostu straszny. Pełno tu błędów, nielogicznych ciągów zdarzeń i do tego przeokropna Claire Danes w roli głównej bohaterki, Carrie Mathison, byłej agentki CIA. Całość jest wyjątkowo męcząca i jak pierwsze sezony serialu z fascynacją pochłaniało się odcinek za odcinkiem, tak przy jego siódmej odsłonie, ciężko jest wytrzymać do końca odcinka. Wyjątkowo nie polecam. Niestety, ma powstać jeszcze jeden sezon, miejmy jednak nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami, będzie to już zamknięcie serii. A może na koniec uda im się przywrócić serialowi blask i świeżość pierwszych sezonów?


 

Rozczarowani

Jeśli ktoś lubi humor i stylistykę Simpsonów, koniecznie musi zobaczyć najnowszą produkcję Matta Groeninga, twórcy tej legendarnej serii, czyli serial pt. Rozczarowani. I mogę zapewnić, oglądając tę kreskówkę, nie będzie rozczarowany. To taka antybaśń, która dosyć mocno wyśmiewa się z filmów typu Gra o tron i ogólnie wszelkich opowieści z gatunku pseudośresniowiecze-fantasy. Główna bohaterka, księżniczka Bean pije i się łajdaczy, a towarzyszy jej w tym elf gamoń oraz minidemon, którego wszyscy biorą za gadającego kota. Rozczarowani to przede wszystkim świetna rozrywka.


 

Dolina krzemowa - sezon 5

Serial nadal bawi, chociaż brakuje w nim jednej z kluczowych postaci (Erlicha Bachmana), motyw przewodni, czyli praca nad „nowym internetem” wydaje się nieco naciągany. Jednak wciąż pełno w nim inteligentnego humoru, a wszystko to w realiach Doliny Krzemowej, czyli miejsca, w którym wykuwa się przyszłość. Autorzy pokazują w krzywym zwierciadle funkcjonowanie korporacji, krytykując przy okazji ich drapieżność i krótkowzroczność. A postać Gavina Belsona, to prawdziwe mistrzostwo. Gorąco polecam, sam raz by rozgrzać się śmiechem w zimne jesienne wieczory.


Krótko o… serialach cz. 2

aruart

Billions – sezon 3

Produkcja Showtimu, która potrafi zaskoczyć. I wciąż nie rozumiem tego, że przynajmniej w Polsce o tym serialu jest cicho. Jak dla mnie to jeden z najlepszych seriali jakie kiedykolwiek powstały. Śmiało można go stawiać obok House of Cards, Rodziny Soprano, czy pierwszych sezonów Homeland. Autorom tej produkcji, udało się utrzymać napięcie z poprzednich dwóch sezonów, wynikających z wojny pomiędzy biznesem a sprawiedliwością. Wprowadzili także kilka nowych ciekawych wątków i postaci. A do tego jeszcze spora dawka humoru. Billions to doskonała opowieść o przenikaniu się biznesu i polityki, a gdzieś tam po środku siedzi biedny, szary człowiek, który niewiele ma do powiedzenia, a który najbardziej odczuje wyniki rywalizacji tych kilku, którzy mają jakikolwiek wpływ na to co się wokół nas dzieje.

Fargo sezon 3

Serial, który obejrzałem z rocznym poślizgiem, czego mogę tylko żałować. I znów zaskoczenie. Historia rozwala i jeśli prawdą jest to, że powstała ona na bazie prawdziwych wydarzeń, w co trudno jest uwierzyć, to faktycznie, rzeczywistość pisze najlepsze scenariusze. W trzecim sezonie Fargo warto wspomnieć o dwóch (a właściwe trzech) kreacjach aktorskich. David Thewlis wcielił się w czarny charakter i zagrał postać odrażającą a jednak fascynującą. Ewan McGregor z kolei wciela się w dwóch skłóconych ze sobą barci i w obu przypadkach robi to bardzo sugestywnie. A sama historia? Cóż, żeby zbyt wiele nie zdradzić, nie zadziera się z siłami, których się nie zna. Opowieść wciąga i to mocno, trzyma w napięciu do ostatnich chwil i jeśli to historia prawdziwa, to nie chciałbym, żeby coś takiego mi się przytrafiło. A na koniec ważna, pozytywna informacja: będzie sezon 4!

GLOW sezon 2

Trykoty, fryzury trzymające się dzięki tonom lakieru do włosów i pop rock, czyli cudowne lata osiemdziesiąte. To wszystko można odnaleźć w genialnym serialu Netflixu GLOW. Olśniewające wrestlerki powracają, a przygotowywane przez nie show znów olśniewa. A przynajmniej bawi. I to jest największa zaleta tego serialu, naprawdę świetna zabawa w klimacie retro. I chociaż ten sezon jest wyraźnie słabszy od pierwszego, to i tak zabawa jest przednia. Myślę, że GLOW to doskonała propozycja na wakacyjny odpoczynek

 

 

 

Krótko o... serialach

aruart

Zdarza się, że podczas zaplanowanego od dawna urlopu pogoda robi psikusa i zamiast rozpieszczającego nas słońca, mamy wk…jącą ulewę. I co robić by uratować tych kilka dni wolnego od pracy. Tu z pomocą przychodzą różne kanały sreamingowe. A niech pada, niech obrywają się chmury, wypluwając z siebie całe masy wody. Przecież zawsze można w tym czasie dać się pochłonąć jednemu z dziesiątków, fascynujących seriali. A o to kilka przykładów:

Happy!

To nie jest serial dla każdego. Niepoprawny politycznie, chwilami wręcz niecenzuralny, ale do tego zabawny (czarny humor), nieprzewidywalny, a przez to bardzo ciekawy. Łowny bohater, Nick Sax (grany przez Christophera Meloni), jest fantastyczny. Happy! To ekranizacja komiksu, którego nie chcesz pokazać swoim dzieciom, chociaż samemu nie przegapisz nawet jednej strony. I taki właśnie jest ten serial, w sam raz na wieczór, kiedy zmęczone dzieciaki w końcu pójdą spać.

Altered Carbon

Najdroższy serial wyprodukowany przez Natflixa. I to widać, wizualnie wspaniały. Nie wiem, dlaczego fantasy jest popularniejsze od cyberpunka, który bliżej dotyka rzeczywistości. Mało tego, pokazuje ewentualne, negatywne skutki, rozwoju naszej cywilizacji. I właśnie tego dotyka ten serial. No, ale bajki zawsze lepiej się sprzedawały od pesymistycznych przepowiedni. Serial posiada świetny klimat

Piraci

Nie do końca rozumiem fascynację serialem Wikingowie, które w warstwie fabularnej jest dosyć niedopracowany, liczne dłużyzny, sprawiają, że oglądam go zawsze nieco go przewijając. Za to udało mi się znaleźć serial kostiumowy, który mnie zafascynował, pomimo tego, że jako historyka bardziej interesują mnie czasy o  których opowiadają Wikingowie. To brytyjski serial Piraci. Zrealizowany z wielki rozmachem, w końcu XVII wieczne galeony, to jakby nie było, okręty robiące znacznie większe wrażenie niż normańskie drakkary. A do tego jeszcze karaibskie klimaty. I fabuła, która rozwija się z odcinka na odcinek, bez zbędnego przedłużania. W ciągu czterech sezonów dostajemy zamkniętą, bardzo fascynującą opowieść, a kiedy kończy się ostatni odcinek z jednej strony jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani z historii, którą pochłonęliśmy, chociaż zostaje mały niedosyt, że nie spotkamy już więcej kapitana Flinta i Johna Silvera. Tutaj nawet (zwłaszcza) czarne charaktery są fascynujące. Bardzo polecam, jeden z najlepszych seriali jakie oglądałem.

Za co uwielbiam "Twin Peaks"?

aruart

Kiedy przeczytałem gdzieś, że David Lynch przymierza się do nakręcenia kontynuacji  Twin Peaks, jednego z najbardziej niezwykłych seriali w historii telewizji poczułem radość połączoną z ekscytacją. Jednak kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać, pojawiły się obawy. Po co grzebać, w czymś, co jest już doskonałe? Kontynuacja po 25 latach, przecież to nie może się udać. A tak, w ogóle po co odgrzewać dość leciwe kotlety? Zamiast odcinać kupony od sukcesu sprzed lat, może w końcu Lynch nakręci znów coś nowego. I kiedy z końcem maja, pojawiły się pierwsze odcinki z ogromną niepewnością, pełen sceptycyzmu, zasiadłem do oglądania. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Dziwaczne dialogi, powolna kamera, sceny podczas których właściwie nic się nie dzieje i efekty sprzed ćwierćwiecza. Jednak już przy trzecim odcinku, czułem się całkowicie pochłonięty tym, co dzieje się na ekranie. Miałem wrażenie, że to nie są nakręcone po 25 latach nowe odcinki, ale odkryty niedawno trzeci sezon zrealizowany zaraz po dwóch poprzednich, tylko z postarzałymi aktorami. Właściwie wszystko, klimat, muzyka, sposób realizacji, było takie jak dawniej. I powróciło uwielbienie dla twórczości Lyncha. Jedną z największych zalet filmu jest Kyle MacLachlan, tutaj w podwójnej roli Dale Cooper i Dougiego Jonesa. To naprawdę rewelacyjny aktor i z pewnością, bez niego nie byłoby Twin Peaks. Świetne było także to, że Lynch powrócił do tak wielu motywów i postaci ze starego serialu. Zresztą to właśnie ta galeria oryginałów i szaleńców, przyczyniły się do sukcesu filmu. I kiedy skończyłem oglądać ostatni odcinek, z jednej strony czułem się bardzo usatysfakcjonowany, Lynch nie tylko nie zepsuł legendy, ale dodał do niej kolejny, bardzo ważny element. Z drugiej jednak strony, miałem poczucie niedosytu, tych 18 odcinków, to dawka uzależniająca, po której pozostaje ogromny głód. Więc za co tak bardzo uwielbiam Twin Peaks?

za klimat, czyli atmosferę tajemnicy i niezwykłości!

za muzykę!

za niesamowite postacie, każdy tam jest wyrazisty, po prostu jakiś!

za poczucie humoru!

za brak schematu, który pozwoliłby przewidywać z czym wyskoczy Lynch!

za to, że nawet kilkukrotne obejrzenie, nie pozwala zrozumieć!

za to, że pragnę wracać do Twin Peaks!


Moje seriale cz. 2

aruart

Netfilix po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczył. Mindhunter to wyreżyserowany przez mistrza thrillerów Davida Finchera, serial opowiada o próbie stworzenia przez FBI profili psychologicznych przestępców, poprzez badania prowadzone na sprawcach najbardziej przerażających zbrodni w Stanach. Postać głównego bohatera Holdena Forda jest inspirowana prawdziwą postacią jednego z najsłynniejszych profilerów, Johna Douglasa. Serial bardzo mocno wciąga, kiedy nagle skończył się ostatni, dziesiąty odcinek, trudno było uwierzyć w to, że to już. Świetnie zbudowane postacie, scenariusz pozbawiony dłużyzn, i naprawdę dobra realizacja i chyba największą wadą serialu jest to, że trzeba będzie wytrwać rok, zanim pojawi się kontynuacja. Warto obejrzeć Mindhunter, chociaż by po to by zadać sobie pytanie o korzenie zła, tego pierwiastka, który jest w każdym z nas.


Tuż przed świętem Helloween, miała premiera drugiego sezonu Netflixowego hitu sprzed przeszło roku Stranger Things. I chociaż nie było tu już nic zaskakującego, w końcu to kontynuacja, to miło było ponownie przenieść się w lata 80-te, czyli do czasów dzieciństwa. I chociaż przez pierwsze odcinki akcja dosyć powoli się rozkręca, ale później, jak już akcja się rozkręci jest naprawdę nieźle. Podoba mi się też to, że serial stał się nico mroczniejszy. Autorzy serialu wyjaśnili kilka tajemnic, takich jak historia Jedenastki, nieco więcej opowiedzieli też o tamtej stronie. Realizacji rewelacyjna. I jak denerwuje mnie Winona Ryder, tak dzieciaki grają rewelacyjnie. Wadą jest jednak to, że serial jest taki krótki, to zaledwie dziewięć odcinków, które bardzo szybko się kończą. Na pocieszenie pozostaje wiadomość o tym, że będzie sezon trzeci.


Moje seriale cz.1

aruart



Kiedy wszyscy emocjonują się kolejnymi odcinkami siódmego sezonu Gry o tron warto czasem w kontrze, poszukać czegoś innego.  Oto kilka moich typów i wcale nie twierdzę, że są one w czymś lepsze. Po prostu, są to seriale, na które warto poświęcić swój czas.

Zadzwoń do Saula sezon 3

To obok Hause of Cards i Stranger Things jedna z najlepszych produkcji Netflixa. Spinn off świetnego Breaking Bad, który skupia się na losach pobocznych postaci tego serialu. W trzecim sezonie powoli zaczyna się rodzić Saul Goodman, chociaż Jimmy McGill (w tej roli niesamowity Bob Odenkirk), próbuje jeszcze postępować właściwie, ale dzięki swojemu starszemu bratu, powoli ewoluuje w stronę cwaniaka, jakim później będzie jako Saul. Relacje pomiędzy braćmi są dowodem na to, że z rodzina najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Mamy tutaj kilka ciekawych zwrotów akcji. A przy okazji możemy poznać losy Mika, który przysłużył się głównemu bohaterowi Breaking Bad, a także w jaki sposób swoje narkotykowe imperium zbudował Gustavo Fring. Serial mocno wciąga, ale niestety, każdy sezon to jedynie 10 odcinków.

Starzy bogowie powracają, czyli „Amerykańscy bogowie” sezon 1

Duszą współczesnego człowieka zawładnęła kasa, media, internet, zastępując religię. Właściwie stały się bogami. A co z tymi, którym dawniej ludzie oddawali cześć? Może jeszcze gdzieś dogorywają? A może szykują się do ostatniej wojny o władzę nad ludzkim sercem? Taką właśnie sytuację przedstawił w swojej świetnej książce „Amerykańscy bogowie” Nail Gaiman. Ten sam tytuł nosi serialowa ekranizacja tej książki. Świetnie zrealizowany serial, są chwile, kiedy niektóre ze scen robią piorunujące wrażenie. A do tego bardzo dobra kreacja Iana McShane’a, który wcielił się w najważniejszego z nordyckich bogów. Podobnie jak książka, serial jest doskonałą zabawą z różnymi mitologiami, do których tak często w swojej twórczości sięga Gaiman. Niestety, serial „Amerykańscy bogowie” to tylko osiem odcinków i właściwie jest to zaledwie wprowadzenie do czegoś większego, wstęp do wojny starych bogów o ludzką duszę.

GLOW sezon 1 powrót do przeszłości

A jeśli komuś czegoś brakuje w drugiej dekadzie XXI wieku, zawsze może przenieść się w czasie. A możliwe jest to, za sprawą serialu GLOW (znów produkcja Netflixa), którego akcja rozgrywa się na początku kolorowych i kiczowatych jednocześnie, lat 80-tych XX wieku. Okropne fryzury, jeszcze gorsze ubrania i przesadny makijaż doprawiony brokatem, to wszystko, podobnie jak kanciaste samochody i naprawdę świetna muzyka znalazły się w tym serialu. A opowiada on o próbie stworzenia pokazów kobiecego wrestlingu. Jest zabawnie, ale co najważniejsze, nie głupio. Świetnie dobrani aktorzy, a klimat tamtej epoki oddany został na tyle dobrze, że odnosi się wrażenie, że serial powstał właśnie wówczas. Moim skromnym zdaniem GLOW to prawdziwa, serialowa perełka.

Prezydent Underwood – odsłona piąta

aruart

Jestem właśnie po obejrzeniu piątego sezonu „House of cards” i ponownie czuje się zmasakrowany. Tym razem Frank Underwood musi zmierzyć w batalii prezydenckiej, która ma mu zapewnić drugą, tym razem pełną kadencję. To właściwie nie batalia, to prawdziwa, brutalna wojna, w której wszelkie praktyki są dozwolony. Liczy się tylko cel, którym jest biały dom. Scenarzyści musieli włożyć sporo pracy, aby przygotować fabułę, która nie dość, że nie nuży, to wciąga, trzyma w napięciu i zaskakuje. Jakie to szczęście, że Netflix wypuszcza od razu cały sezon. Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie sytuacji oczekiwanie przez tydzień na kolejną odsłonę serialu, która po niespełna godzinie, w najważniejszym momencie zostanie przerwana.  

Serial świetnie jest zrealizowany, ale nie byłoby sukcesu tej produkcji bez Franka Underwooda (Kevin Spacey) i Claire Underwood (Robin Wright). Oboje doskonale się uzupełniają tworząc skuteczną machinę zgniatającą, każdą przeszkodę, stojącą im na drodze do władzy. Są w tym wspaniali i chociaż twórcy serialu, co jakiś czas próbują nam te postacie obrzydzić, to nie da się ich nie podziwiać.

Jeszcze jedna zaletą serialu jest to, że często pojawiają się tutaj nawiązania do aktualnych wydarzeń, nieco tylko przerobionych (wojna z ISIS, afera Snowdena, czy rosyjskie zielone ludziki). Bohaterowie stojąc naprzeciw tych problemów, znajdują alternatywne rozwiązania w stosunku do tych, które podjęli autentyczni politycy.

Piąty sezon „House of cards” ma też dość nieoczekiwany finał. W głowie powstało sporo pytań, ale gdyby postanowiono, że tak właśnie zakończy się ten serial, byłaby to jedna z najlepszych decyzji jakie można podjąć. Wszystko  co ważne zostało już powiedziane. Polityka to cyniczna gra, w której nieliczy się interes obywatela, a szczytne idee, to tylko slogany, które przybrano by omamić wyborcę. I w gruncie rzeczy, to niewielka różnica, czy są to Stany Zjednoczone, Polska, czy Rosja. Wszyscy jesteśmy rządzenie przez prezydenta Underwooda.


Prorok Homer Simpson

aruart

Po Amerykańskich wyborach prezydenckich, przypomniano sobie o tym, że to, co jeszcze pół roku temu wydawało się niedorzeczne, zostało szesnaście lat temu przepowiedziane przez twórców animowanego serialu „Simpsonowie”.

Ale to nie jedyna trafna prognoza. Dla mnie największym zaskoczeniem była wiadomość o tym, że Homer Simpson, serialowy gbur i idiota, w 1998 r., pisze wartość zbliżoną do masy bozonu Higgsa, którą to, udało się eksperymentalnie określić dopiero w 2012 r. Więc to Homer Simpson (scenarzyści serialu), a nie CERN, jako pierwsi dokonali tego odkrycia.


Wśród innych proroctw, które znalazły się w serialu należałoby wymienić choćby to, że w 2008 r. przewidzieli awarię elektronicznego systemu głosowania, która miała miejsce cztery lata później. Podobnie było z wojną w Syrii, czy epidemią eboli, z którą w zeszłym roku walczyła Afryka.

Serial „Simpsonowie”, powstaje już od 27 lat i stanowi doskonałe źródło do śledzenia przemian, jakie zachodzą w amerykańskim społeczeństwie. Jak się jednak okazuje, jego scenarzyści, nie tylko opisują i wyśmiewają to, co właśnie się dzieje, ale także starają się przewidzieć, zjawiska i wydarzenia, które dopiero nadejdą i zaskakująco często przewidują przyszłość. Przypadek?


Politycy z połową mózgu?

aruart

fot: https://www.facebook.com/streetartglobe/photos/a.1471310386425716.1073741828.1471162443107177/1971483873075029/?type=3&theater

Od kilku tygodni niemal wszyscy bardzo mocno ekscytują się wyborami prezydenckimi w Stanach. A kiedy kilka dni temu, Amerykanie dokonali już swojego wyboru, pojawiły się pytania: Tramp? Jak to możliwe? Dlaczego? Czy Amerykanie oszaleli? itp. Wydaje mi się, że znalazłem odpowiedź na każde z nich. A może za szaleństwem, w którym coraz bardziej zaczyna pogrążać się świat, stoi jakaś obca nam siła. Coś, czemu na rękę byłoby unicestwienie ziemskiej cywilizacji. Taką właśnie wizję, kreślą twórcy, rewelacyjnego serialu „Braindead”.  Nie wiem, dlaczego redaktorzy strony filmweb, zaklasyfikowali ten serial jako horror. Nie ma tutaj żadnych żywych trupów, psychopatów krojących na kawałki innych, czy wychodzących z telewizora, przerażających dziewczynek. „Braidead” to komedia polityczna. Serial ten stanowi całkiem niezłą satyrę, na współczesny świat polityki, który coraz bardziej się radykalizuje, jednocześnie antagonizując społeczeństwo, wciągając je w swoją walkę, która stała się ważniejsza niż działanie dla dobra państwa. Kiedy słucha się polityków, odnosi się wrażenie, że jakiś obcy stwór siedzi w ich głowach, które zostały pozbawione części mózgu, tej odpowiedzialnej za wrażliwość. Takie wytłumaczenie chyba nawet łatwiej jest przyjąć niż, to, że właśnie tacy są ludzie.

Twin Peaks za 550 tys. dolarów

aruart

549 950 dolarów to cena za dom Laury Palmer, a właściwie dom, w którym blisko ćwierć wieku temu David Lynch kręcił swój serial „Miasteczko Twin Peaks”. Serial, który obejrzałem już trzykrotnie i który pomimo upływu czasu, wciąż robi na mnie ogromne wrażenie. Spokojne miasteczko położone wśród wspaniałych lasów stanu Waszyngton i zbrodnia, która ujawnia dogłębne zepsucie, z pozoru porządnych mieszkańców, prowincjonalnego miasteczka. To jeden z tych filmów, które mówią o tym, że zło jest w każdym z nas, że nie ma ludzi be z winy. Z jednej strony bardzo sielski, z drugiej jednak, niepokojący. To jeden z tych filmów Lyncha, który podobnie jak „Blue Velvet” wciąga widza  w świat widziany oczami reżysera, tak mocno, iż w końcu samemu zaczyna się w ten sposób na niego patrzeć. W każdym z nas jest szaleństwo i wystarczą odpowiednie warunki by nami zawładnęło.


Niejednokrotnie miałem wrażenie, że rzeczywistość kompletnie wymyka mi się spod kontroli , że właściwie nigdy nie miałem na nią najmniejszego wpływu. To właśnie tajemniczość, kompletna nieprzewidywalność, tak mocno pociąga mnie w filmach Lyncha („Zagubiona autostrada”, „Mulholland Drive”).  Można je oglądać wielokrotnie i wciąż zaskakują, zupełnie tak, jakby oglądało się je, po raz pierwszy


Uwielbiam ten tajemniczy klimat. Z jednej strony niedopowiedzenia i pozory bezpieczeństwa, z drugiej zaś niebezpieczeństwo i strach. Taka jest właśnie dusz każdego z nas. Po części, przepełniona pięknem i dobrem, ale nigdy nie można zapominać o tym, że w każdy z nas siedzi bezgraniczne zło, czekające tylko na sprzyjające warunki, by móc całkowicie nami zawładnąć.

Mroczna strona duszy

aruart

Perski prorok Zaratusztra twierdził, że istnieją dwa bóstwa Ahura Mazda (Pan Dobra) i jego przeciwieństwo Angra Mainju (Duch Zła), które bezustannie prowadzą ze sobą wojnę. Mam wrażenie, że starożytny mistyk miał nieco racji. Udało mu się trafnie opisać to, co dzieje się w ludzkiej duszy i umyśle, czyli bezustanną wojnę pomiędzy dobrem a złem. Nasz gatunek zdolny jest do rzeczy wzniosłych i pięknych, do heroicznego poświęcenia i tworzenia rzeczy pięknych, ale siedzi w nas również straszliwa, destrukcyjna moc. Jesteśmy gotowi na niewyobrażalnego okrucieństwa, popełniając straszliwe zbrodnie. Sam niejednokrotnie, przekonałem się ,że nawet wbrew temu, co o sobie sądzę, czułem tak straszliwą frustrację, że gotów byłem przekroczyć wiele granic, tylko po to by kogoś skrzywdzić. To od nas jednak zależy, czy te granice przekroczymy, czy poddamy się podszeptom naszej mrocznej strony, czy w walce o naszą duszę zwycięży Angra Mainju. Są tacy, którzy wybierają właśnie tę ścieżkę swojego życia. Dlatego potrzebni są „strażnicy”, ludzie, którzy potrafiliby obronić przed nimi pozostałych. Takimi postaciami z pewnością są bohaterowie serialu „True Detective”, którzy poświęcają się w walce z tkwiącym w ludziach złem. Serial niezwykle wciągający, wspaniałe zdjęcia, klimatyczna Luizjana, i świetne aktorstwo (Woody Harrelson i Matthew McConaughey). Scenarzysta zadbał o to, by grane przez nich postacie były naprawdę ludzkie. To nie żadni seperbohaterowie. Są pełni wad i słabości, ale przez to wzbudzają sympatię widza. Film bardzo mocno oddziałowej na emocje, pokazuje bardzo mroczną stronę ludzkiej duszy, ale bez odrażającego epatowania okrucieństwo, jak ma to miejsce w „Hannibalu”.  Momentami dość statyczny, ale twórcy zadbali o rosnące napięcie, wplatając w fabułę kilka, dość zaskakujących wątków.

Dodać jeszcze muszę jedną rzecz, która wzbudza mój szacunek wobec twórców serialu. Kolejny sezon, jeśli HBO się na niego zdecyduje, będzie zupełnie odmienny. Inni bohaterowie, nowe miejsce i tylko motyw, walki dobra z rosnącym złem pozostanie ten sam. Jeśli tak się stanie, to choć z ogromnym żalem pożegnam się z postaciami wykreowanymi przez Harrelsona i McConaugheya, to osoby stojące za tą decyzją będę darzył ogromny szacunkiem.



"Dexter" po raz piąty.

aruart

Jestem właśnie świeżo po obejrzeniu piątej serii „Dextera”. Serial ten należy (właściwie należał) do moich ulubionych. Dość oryginalna fabuła (psychopatyczny seryjny morderca polujący na innych zwyrodnialców, którzy wymknęli się wymiarowi sprawiedliwości) i świetna kreacja aktorska Michaela C. Halla, sprawiły, że serial ten wyróżniał się spośród masowej amerykańskiej produkcji. Wyróżniał, bo seria piąta, to kompletna klęska. Scenarzyści dali (przepraszam za wyrażenie) d..., jest tam tyle nieścisłości, co w kiepskim, niskobudżetowym, kryminale z lat 80-tych. Poprzedni sezon „Dextera” był rewelacyjny i właściwie na nim powinien zakończyć się ten serial. Niestety zwyciężyła chęć wyciśnięcia ze świetnego pomysłu wszystkiego co się tylko da. Problem jednak w tym, że została już tylko sama skorupa, niesmaczny, ciężkostrawny szkielet, pozbawiony jakichkolwiek wartości odżywczych. Rozrywka jest jednak jak McDonald, zawsze znajdą się amatorzy ekstremalnych przeżyć, więc serial nie tylko się sprzedał, ale jak się okazuje stacja Showtime postanowiła wyłożyć kasę na kolejną, szóstą serię, która pojawi się jesienią. Szkoda, że dożyna się świetne pomysły. Żyjemy jednak w świecie, w którym najważniejszy jest rachunek ekonomiczny i nieczęsto spotkamy się z sytuacją, kiedy zaprzestaje się tworzenia w najodpowiedniejszym momencie (rzadki wyjątek „Sześć stóp pod ziemią”). Jeśli ktoś zastanawia się nad obejrzeniem ostatniej serii „Dextera” niech lepiej z tego zrezygnuje, ciekawiej, a przede wszystkim bardziej sensowne będzie przespać wieczór, niż patrzeć jak dożyna się świetny serial.

 



© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci