Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Las Rzeczy

Zakwitły Krogulce

aruart

Cytując pewnego klasyka: „Jak pięknie zakwitły krogulce”. Ale tak serio, krokusy w rozkwicie, na krzewach pojawiają się pierwsze zielone zalążki, a nad łąkami wiszą, wyśpiewując swoje radosne pieśni skowronki. Jednym słowem WIOSANA!!! Bardzo się z tego cieszę, bo chociaż zima w tym roku nie była ciężka, ale ta pora roku zawsze jest bardzo męcząca. Tęsknię za zielenią, słońcem i ciepłem i mam nadzieję, że tegoroczna wiosna będzie nimi wypełniona.

 

Więcej na aruart.blog

Fotograficzne niespodzianki

aruart

Czasami robiąc zdjęcia, niezbyt dokładnie się im przyglądam. Wrzucam je do komputera i przypominam sobie o nich dopiero, kiedy odpalam Lightroom. Mogą się wówczas zdarzyć niespodzianki. Takie jak ta, kiedy przelatujący gdzieś w oddali myszołów okazał się bielikiem. Albo kiedy dostrzegłem, że poza stadem kaczek, które próbowałem podejść, na powalonym konarze siedział sobie kormoran (a przynajmniej tak mi się wydaje, że to ten ptak). I księżyc całkiem ładnie mi wyszedł podczas ostatniej pełni. A śpiący Dylek z wystawionym kiełkiem, po prostu rozwala. Lubię takie niespodziewanki.

 

 

 

 



A od 29 kwietnia blog będzie dostępny tylko pod nowym adresem aruart.blog

Pożegnanie z blox-em

aruart

Kilka dni temu otrzymałem wiadomość o następującej treści:

„Drogi użytkowniku, bardzo nam przykro 29 kwietnia 2019 Blox.pl zostanie zamknięty i Twój blog http://aruart.blox.pl przestanie działać.”

Ale jak to? Dlaczego? Przez chwilę pomyślałem też, że może to znak, aby odpuścić sobie moją pisaninę. Jednak żal, że coś, co robię od prawie dziesięciu lat, z czyjejś winy ma zostać zlikwidowane, wzbudził we mnie determinację, aby uratować bloga. Mocno przyzwyczaiłem się do tego, że przynajmniej raz w tygodniu coś tu zamieszczam. Blog stał się dla mnie istotnym kawałkiem świata, który udało mi się jakoś zagospodarować. Postanowiłem, że aruart – dziennik niecodzienny przetrwa. Aby móc nadal śledzić moje wpisy wystarczy kliknąć w obrazek poniżej:

Zimowy poranek

aruart

Ostatnich kilka lat, całkowicie odzwyczaiło mnie od zimy, więc kompletnie zapomniałem o tym, że poza zimnem, ma ona także swoje pozytywne strony. Kiedy spadnie śnieg, może zrobić się naprawdę pięknie. Więc kiedy w ostatnich dniach, zaskoczyła nas zima, byłem wyjątkowo tym wszystkim przejęty. Dziś rano chwyciłem za aparat i ruszyłem by złapać tych kilka niezwykłych chwil, zwłaszcza, że bezchmurny poranek, stworzył niemal magiczną atmosferę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sylwester z Percivale

aruart

Ostatni sylwester był dla nas wyjątkowy. A to dzięki temu, że wybraliśmy się na imprezę organizowaną przez zespół Percival Schuttenbach we wrocławskim Uniq Studio. Chociaż ktoś bardzo nie chciał abyśmy tam dotarli, dlatego straciliśmy 1,5 godziny imprezy. Ale to na co się załapaliśmy, było naprawdę wspaniałe. Najpierw piękny koncert Percivala, klimat w sam raz, aby pożegnać nowy rok, zresztą, ta muzyka nadaje się do odprawiania wszelkiego rodzaju obrzędów. A po koncercie czekała nas wspaniała zabawa z grupą niezwykłych ludzi. Impreza, która mam taką nadzieję, będzie dobrą wróżbą na nowy rok. Impreza, która dała mi ogromną dawkę pozytywnej energii.

 

 

Jesienna szarówa

aruart

Będąc miesiąc temu na Górze św. Anny narzekałem jaka wstrętna pogoda. Kiedy jednak dziś zajrzałem do komputera i porównałem zrobione wówczas zdjęcia z tą przygnębiającą szrówą, która dominuje od kilku dni, od razu zmieniłem zdanie, bo może był wówczas pochmurny dzień, ale i tak było pięknie.

 

 

 

 

 

 

 

 


Kolory jesieni

aruart

Pomimo lata, które mamy tej jesieni, przyroda nie czekając na nagły atak zimy, zaczęła przystrajać się w jesienne barwy. I chociaż uwielbiam, kiedy jest zielono, to muszę przyznać, że o tej porze roku, może zrobić się bardzo wyjątkowo. Szkoda tylko, że ten stan trwa tak krótko i po kilku tygodniach tylko kupka zeschłych, gnijących liści, będzie dowodem na kolorowy cud, który ma właśnie miejsce.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyprawa do lasu

aruart

Od pewnego czasu, moim niedzielnym zwyczajem stały się poranne rowerowe wyprawy. Kiedy wszyscy odsypiają sobotnie popijawy, ja wsiadam na rower i korzystając z pustych dróg i ścieżek mogę napawać się porannym słońcem, wiedzą, że nic i nikt mi tego nie zepsuje. Spokój, cisza i śpiew lasu. Bo chociaż 95% rosnących tam drzew posadzili ludzie, to przyroda i tak sama zawłaszczyła sobie ten skrawek świata. Paprocie, krzewy, trawy, rosną sobie swobodnie, chociaż nikt ich tam nie sadził i nic sobie nie robią z tego, co zaplanowali sobie leśnicy. A do tego ten cudowny chór żywych stworzeń. Gdzieś za mną dzięcioł pracowicie stukał w zaatakowany przez „szkodnika” pień drzewa, kilkakrotnie poczułem na sobie cień przelatującego myszołowa, a w pewnym momencie pewien ciekawski trzmiel, postanowił sprawdzić, co ja tam tak sobie siedzę w jego lesie i przez kilka minut latał wokół mnie. Kiedy jednak przekonał się, że tylko siedzę, odleciał aby znaleźć coś znacznie ciekawszego. Gdzieś w pobliskich krzaczorach było także słychać dwie kłócące się sójki. Nie wiem, może chodziło im o to, czy tej zimy nie wybrać się w końcu za morze. No i jeszcze chór, ptasiej drobnicy, której udało się już odchować potomstwo i może w końcu cieszyć się zasłużonymi wakacjami. A gdzieś, pośród tego ptasiego jazgotu ja, niezapraszany gość, z którym las łaskawie dzieli się swoim pięknem. W tym momencie istniało dla mnie tylko to miejsce, jego kojąca siła i spokój, jego czystość oraz pobudzające wszystkie zmysły zapachy, dźwięki i kolory. I poczułem się jakbym był częścią tego miejsca, jakby moja dusza właśnie tam się zakorzeniła.

 

 

 

 

 

 

Zachód Słońca

aruart

I chociaż dziś już tak nas nie męczyło, to i tak z ulgą mogłem podziwiać, to piękne widowisko, jakie zafundowało nam Słońce.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci