Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

książka

Krótko o… książkach cz. 10

aruart

Edyta Żemła, Zdradzeni

W wyniku decyzji polityków i zgodnie z zasadą „Poland first to fight”, w ostatnich latach Polska zaangażowała się w kilka bardzo poważnych misji wojskowych. Niestety, ludzie, którzy za tymi decyzjami stoją, rzadko zastanawiają się na ile nasza armia jest do takich misji przygotowana. Po prostu, pada rozkaz i chłopaki muszą jechać w jakiś odległy zakątek świata, w którym amerykańscy sojusznicy, realizują swoje cele. Co z tego, że nie dysponujemy odpowiednim sprzętem, że brak nam przygotowania wywiadowczego i znajomości terenu, nie po to co roku wydaje się przeszło 30 mld zł. na wojsko, żeby nie móc go używać? W ten sposób polscy żołnierze trafili do Iraki i Afganistanu. I właśnie kulisy polskiej misji w Afganistanie opisuje w swojej książce Zdradzeni Edyta Żemła. Książka ta, to jednak przede wszystkim fascynująca reporterska opowieść o tragedii w Nankar Khel. Autorka przedstawia historię polskich żołnierzy, których najpierw wysyła się w jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świcie, wyposażonych w wadliwy sprzęt, a później w calach walki politycznej, próbuje się tych żołnierzy zniszczyć. Myślę, że to doskonała przestroga dla tych, którym przyszłaby do głowy chęć kariery w polskiej armii, doskonale widać w tej książce jak państwo traktuje tych, którzy mu służą. Smutne.

 

Krótko o… książkach cz. 9

aruart

 

Władza to narkotyk, który ogłupia, a kiedy jest nieograniczona, może być przyczyną niepohamowanego okrucieństwa. Każdy kto chciałby dowiedzieć się, do czego może prowadzić szaleństwo związane z bezgraniczną rządzą władzy, powinien sięgnąć po książkę Franka Diköttera Rewolucja kulturalna. Historia narodu 1962-1976. To opowieść o jednym z większych szaleństw, które zainicjował przewodniczący Mao w Chinach, kiedy zaczął się obawiać o to, że może władzę utracić. Mao stworzył przerażającą machinę przemocy, której ofiarami stali się nie tyle jego przeciwnicy polityczni, co przede wszystkim, zwykli ludzie. Książka ta jest przerażającym dokument zbrodni, do jakich doszło po przejęciu władzy w Chinach przez komunistów. To jeden z kolejnych głosów, mówiących o tym, do czego może prowadzić totalitaryzm i nie ważne jest jego kolor, władza totalna zawsze skierowana jest przeciwko ludziom. Jeśli więc historia ma być „nauczycielkom życia”, to właśnie jest lekcja, którą należy bardzo dokładnie przestudiować.

Krótko o… książkach cz. 8

aruart

Czasami, kiedy jestem totalnie wypruty, spędzam wieczór grając w gry komputerowe. Niemal bezmyślna rozrywka, która pozwala odreagować miniony tydzień. Przyznać jednak muszę, że od czasu mojego dzieciństwa (lata 80/90-te), gry niesamowicie wyewoluowały. Nawalanka Gods of War jest opowieścią o trudnych relacjach ojca i syna. Grając w Wolfensteina w pewnym momencie mniej zajmowało mnie wykańczanie nazistów, ważniejsze stało się odnajdywanie kolejnych fragmentów, alternatywnej wizji historii, w której to III Rzesza wygrała wojną, a dzięki Wiedźminowi 3, w taki okropny grudniowy dzień jak dzisiejszy, mogę pobiegać sobie po letniej łące, lub przenieść się do krainy, która żywcem przypomina jeden ze śródziemnomorskich krajów. Nigdy jednak nie zastanawiałem się nad tym, ile pracy wymaga przygotowanie tych elektronicznych dzieł. Tym tematem zajął Jason Schreier w swojej książce Krew, pot i piksele. Chwalebne i niepokojące opowieści o tym, jak robi się gry. To niesamowite, ile to trzeba mozołu, do sporządzenia jednej gry. Nad każdą z nich kilkaset osób pracuje 3-5 lat (czasami nawet więcej) i nie zawsze ich ciężka praca, kończy się upragnionym sukcesem. Autor przyjrzał się powstawaniu dziesięciu gier i chociaż sam proces w większości przypadków jest bardzo podobny, to z każdą z nich wiąże się zupełnie inna opowieść. To naprawdę fascynująca książka, która sprawiła, że kiedy teraz biorę do ręki pada, zupełnie inaczej patrzę na to co pojawia się na ekranie.

Krótko o… książkach cz. 7

aruart

1945, 1956, 1968, trzy bardzo ważne daty w historii Polski. To także tytuły trzech niezwykle ciekawych książek: 1945. Wojna i pokój Magdaleny Grzebałkowskiej, 1956. Przebudzeni Piotra Bojarskiego oraz 1968. Czasy nadchodzą nowe Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza. Seria ta, to interesujące spojrzenie na tak przecież ważne w naszej przeszłości lata. Tu wcale nie są najistotniejsze fakty na temat tego, co wówczas się stało. To przede wszystkim opowieści o ludziach i to niekoniecznie o tych, którzy mieli wpływ na to, co się wówczas działo. Tutaj ważniejsze jest to, jak owe wydarzenia na niech wpłynęły, jak były przez nich odbierane. To także próba uchwycenia ducha czasu, co moim zdaniem najpełniej udało się w tej ostatniej. Szkoda, że przy okazji nadchodzącej rocznicy, nikt nie pokusił się o napisanie czegoś podobnego o tym jak wyglądał rok 1918. I chociaż nie dotrze się już do świadków tamtych wydarzeń, to zachowała się wystarczająca liczba listów, dzienników czy pamiętników, a także artykułów prasowych, na bazie których można byłoby czegoś takiego dokonać. Bardzo polecam tę reporterską podróż w przeszłość.

Krótko o… książkach cz. 6

aruart

Adrian Tchaikovsky, Dzieci czasu

Dzieci Czasu, książka, której autorem jest brytyjski pisarz polskiego pochodzenia Adrian Tchaikovsky (Czajkowski), to wspaniale napisana powieść SF o zagładzie ludzkości spowodowanej przez samych ludzi. To powieść o możliwej drodze ewolucji, w której to nie naczelne, a pajęczaki stają się gatunkiem inteligentnym. To także opowieść o próbie porozumienia się odmiennych cywilizacji. Książka zasłużenie została wyróżniona Nagrodą im. Arthura C. Clarke’a, bo idealnie wpisuje się w twórczość tego wielkiego pisarza.


Vincent V. Severski, Zamęt

Zamęt Vincenta V. Severskiego, to otwarcie nowej serii książek szpiegowskich, która jest jednak po trosze kontynuacją, wcześniejszych pozycji autora. I znów mamy do czynienia ze świetnie napisaną powieścią szpiegowską, a biorąc pod uwagę, że jej autor pracował w wywiadzie, można spodziewać się, że sporo rzeczy w niej opisywanych, ma potwierdzenie w rzeczywistości. Zamęt to książka, która doskonale wypełni długie, jesienne wieczory. Polecam wersję do słuchania, audioteka.pl, zrobiła z tej książki świetne słuchowisko.

 

Terry Gilliam, Gilliamesque. Przedśmiertna autobiografia

Fascynująca książka o życiu i twórczości niezwykłego człowieka. Przepięknie wydana, bardzo bogato ilustrowana zdjęciami oraz grafikami pochodzącymi z archiwum autora. To klucz do zrozumienia twórczości Gilliama.

 

Krótko o… książkach cz. 5, czyli powrót Eberharda Mocka

aruart

Tradycją stało się, że pod koniec lata pojawia się kolejna książka Marka Krajewskiego, co cieszy mnie w szczególności, od kiedy autor powrócił do cyklu związanego z Eberhardem Mockiem. W książce Mock. Pojedynek przenosimy się do początku XX wieku, kiedy to bohater jest studentem filologii klasycznej. Będzie to dla niego moment przełomowy, który zadecyduje o jego przyszłości i uczyni z niego tego mrocznego policjanta, który sięga po ostre środki, w walce ze zbrodnią. Mock. Pojedynek, to także świetnie napisana opowieść o funkcjonowaniu niemieckich uniwersytetów na przełomie XIX i XX stulecia. Świat korporacji studenckich, konfliktów narodowościowych i intryg politycznych. Ze spotkania z autorem, w którym miałem przyjemność uczestniczyć kilka lat temu, wiem, że jednym z marzeń pana Krajewskiego, jest wydanie powieści uniwersyteckiej i po części właśnie w tej książce udało mu się to zrealizować. Jak dla mnie to jedna z najlepszych książek Marka Krajewskiego i żal tylko, że nie pisze on tak masowo jak Mróz, a więc przyjdzie mi czekać cały rok na kolejną książkę.

Krótko o… książkach cz. 4

aruart

Wakacje, zawłaszcza takie upalne, sprzyjają lekturze. W taki skwar nie da się zwiedzać, ciężko też zdobyć jakąkolwiek górę, a leżenie na plaży można przypłacić udarem. Zawsze jednak można skryć się w cieniu i oddać się lekturze. Oto kilka moich propozycji.

Yuval Noah Harari, Homo Deus. Krótka historia jutra.

Yuval Noah Harari kontynuując rozważania na temat Homo Sapiens (wcześniej napisał Sapiens. Od zwierząt do bogów), w swojej kolejnej książce zastanawia się nad przyszłością człowieka. Kreśli kilka możliwych scenariuszy dotyczących naszej przyszłości i niestety, żaden z nich nie jest zbyt optymistyczny, a niektóre, są w ręcz fatalne. I można się z z tezami autora zgadzać lub nie, myślę jednak, że lektura Homo Deus. Krótka historia jutra, zmusza do przemyślenia wielu spraw, w końcu to nie tyle zbiór informacji o kierunkach rozwoju nauki i techniki, to rozważania filozoficzne nad tym, do czego dąży Homo Sapiens.

To kolejna wspaniała biografia autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej. Tym razem jednak mamy do czynienia z sytuacją, kiedy to opowieść o życiu Krzysztofa Komedy staje się okazją do przedstawienia historii narodzin polskiego jazzu. Momentami miałem wrażenie, że Komeda odsuwa się gdzieś w cień, za to głównym bohaterem jest rewolucja jazzowa, która miała miejsce w Polsce na przełomie lat 50-tych i 60-tych. Wciąż przewijają się wielkie nazwiska Jan Ptaszyn Wróblewski, Wojciech Karolak, niedawno zmarły Tomasz Stańko, Zbigniew Namysłowski, Michał Urbaniak i wielu innych, którzy na kartach książki mają zaledwie po 20, 30 lat i dopiero zaczyna się ich muzyczna kariera. To także opowieść o tamtych czasach, o krótkiej odwilży, o młodych ludziach, którzy chcą żyć normalnie, chcą tworzyć i cieszyć się życiem. Marzy mi się podobne kompendium wiedzy o tym co działo się pod koniec lat 70-tych w muzyce rockowej, to akurat coś co bardziej czuję, to m.in. właśnie taka muzyka mnie ukształtowała. Komeda. Osobiste życie jazzu, to wspaniała książka o bardzo ważnym zjawisko społecznym i kulturowym, które wydarzyło się w Polsce przeszło 50 lat temu.

Kryminały Marty Guzowskiej

Tropikalne temperatury nie zawsze sprzyjają poważnej literaturze. Więc jeśli ktoś chciałby coś znacznie lżejszego, proponuję kryminały Marty Guzowskiej. W kilku recenzjach spotkałem się z tym, że są to książki dosyć proste, że pisarstwo Guzowskiej to grafomania, mi jednak, na przekór krytykom, bardzo podobają się kryminały pani Guzowskiej i to (chyba jestem heretykiem), bardziej niż twórczość Mroza, czy pani Bondy. Może wynika to z tego, że akcja jej powieści mocno zahacza o archeologię, a przecież tak niewiele brakował, żebym sam został archeologiem i gdzieś tam w głębi, pozostał mi sentyment do tej dziedziny nauki. Oba cykle (o Simonie Brenner oraz Mario Yblu), sprawiły mi taką samą przyjemność i nie w ważna w nich jest sama intryga, która często jest dosyć prosta, ale to klimat, humor, zrywanie masek z nadęcia świata nauki, a zwłaszcza naukowców z tytułami, to sprawia, że książki Guzowskiej, tak dobrze się czyta. Jak dla mnie, to książki w sam raz na plażę, czy na hamak rozwieszony w cieniu rozłożystych dębów. Ale to oczy wiście moja własna, subiektywna opinia.

Krótko o książkach cz. 3

aruart

Tym razem tylko dwie propozycje, ale myślę, że w sam raz na letnie wieczory.

Pierwsza z nich, to rzecz wyjątkowa. Inne światy, to zbiór opowiadań inspirowanych pracami Jakuba Różalskiego. O Różalskim już kiedyś pisałem, a jeśli ktoś jeszcze nie zna tego bardzo utalentowanego artysty, niech zajrzy do jego portfolio . Niezwykłe obrazy artysty stały się inspiracją dla kilku bardzo ciekawych historii. Zwłaszcza opowiadania Łukasza Orbitowskiego, Sylwii Chutnik, Roberta J. Szmidta, oraz Anety Jadowskiej są naprawdę świetne. Chociaż to Jacek Dukaj dzierży prym. Ale to przecież klasa sama w sobie. Jego alternatywna wizja naszej przeszłości zachwyca. W tym przypadku trudno mówić o opowiadaniu, Dukaj właściwie napisał powieść (220 stron). I tylko Remigiusz Mróz wypada dosyć blado, widać, że to tylko rzemieślnik. Zabrakło wyobraźni, Mróz jako jedyny, dosyć sztywno trzyma się obrazów. Zamiast się nimi zainspirować, on je po prostu opisuje.

Warto także wspomnieć o ty, że książka została pięknie wydana. Już sama okładka zachwyca. Nie tylko dobrze się na nią patrzy, przyjemność sprawia jej dotykanie. Myślę, że Inne światy będzie świetnie się czytało przy szumie morza lub po męczącej wyprawie w góry.

 

Drugą moją propozycją jest książka, która już ma kilka lat. To Trylogia husycka Andrzeja Sapkowskiego (Narrenturm, Boży wojownicy i Lux perpetua). Powieść historyczna, którą właśnie sobie odświeżyłem i to w dość niezwykłej formie, bo audiobooka, a właściwie słuchowiska, które zostało genialnie zrealizowane. Trylogia husycka to dowód na to, że Sapkowski ważnym pisarzem był, niestety, od jaj ukończenia, nic ważnego nie udało mu się już napisać. A tutaj nie tylko akcja ciekawa, postacie wyraziste, ale także sporo krytyki, wobec Kościoła, Polaków, fanatyzmu, a wszystko to w realiach średniowiecznego Śląska i Czech. A ile z poruszanych przez autora spraw, wciąż jest aktualnych. Jeśli kogoś czeka długa droga do miejsca wypoczynku, niech zaopatrzy się w tego audiobooka i jeśli nie jest to podróż rodzinna (z dzieciakami) czeka go wiele godzin przyjemnej jazdy. Podejrzewam, że jeśli ktoś się na to zdecyduje, nie będzie chciał się zatrzymywać, a że trzy tomy trwają w sumie 63 godziny, trochę sobie pojeździ.

Krótko o książkach cz. 2

aruart

Koniec śmierci Cixin Liu, to zamknięcie cyklu Wspomnienie o przeszłości Ziemi, który stawia chińskiego autora w gronie najwybitniejszych pisarzy SF. Jest tutaj sporo fizyki, chociaż zastanawia mnie na ile pojawiające się w książce teorie są prawdziwe, a na ile jest to wymysł samego autora. Mamy tu także sporo pytań na temat człowieka i w ogóle ludzkości. Książka straszliwie mnie pochłonęła i pomimo przeszło 800 stron, ciężko było się od niej oderwać. Nagłe zwroty akcji i mikro opowieści w niej ukryte, sprawiły, że książka ta stała się fascynującą przygodą i kiedy dotarłem do ostatnich wersów, żal mi się zrobiło, że to już koniec. Koniec śmierci, to dowód na to, że SF może być wciąż ciekawym i odkrywczym gatunkiem, że fantastyka to nie tylko opowieści o galaktycznych wojnach i czarodziejach walczących ze smokami. Książka ta udowadnia, że jest to gatunek, który stawia ważne pytania na temat naszej przyszłości.

 

Olga Tokarczuk w swoim najnowszym zbiorze opowiadań pokazuje, że świat jest dość dziwaczny, niepojęty wręcz groteskowy. Takie właśnie są Opowiadania bizarne. Muszę przyznać, że mocno mnie one zachwyciły i właściwie każde kolejne było dla mnie sporym zaskoczeniem. Kilka z nich mogłoby posłużyć jako pomysły na scenariusze następnego sezonu serialu Black Mirror. Wiem, że Tokarczuk napisała rzeczy o niebo lepsze, ale myślę, że jej spojrzenie na dziwaczność naszego świata jest bardzo ożywcze.

 

Moją trzecią propozycją jest Fight Club 2 Chucka Palahniuka. I chociaż kontynuacja najgłośniejszej książki tego autora jest komiksem, to warto poświęcić dla niej trochę czasu. To nie tylko dalsze losy Tylera Durdena i jego alter ego, ale sama forma pozwala inaczej spojrzeć na tę historię. Poza zwariowanymi, ale też pełnymi zgryźliwego humoru pomysłami Palahniuka, mamy tutaj do czynienia z naprawdę świetnie narysowanym komiksem, za co odpowiedzialny jest Cameron Stewart. Warto także wspomnieć o rewelacyjnych okładkach kolejnych zeszytów, które stworzył David Mack. Każda z nich to małe dzieło sztuki. Fight Club 2 najpierw się czyta, a później warto skupić się wyłącznie na świetnej stronie wizualnej, a na koniec można jeszcze spróbować połączyć to w jedną całość. I należy mieć tylko nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy ekranizacja tej książki.


Krótko o książkach

aruart

Kilka dni wolnych od pracy i pogoda, która nie zachęca do spacerów, mogą być pretekstem do tego, aby włączyć ulubioną płytę i zagłębić się w lekturze. Oto propozycje trzech książek, od których nie sposób się oderwać.

Pierwsza z nich, to niezwykle wciągająca saga, opowiadającą dzieje dwóch rodzin drwali, którzy są świadkami i uczestnikami budowania (wycinania) Ameryki. Drwale Annie Proulx, to opowieść o ludzkich namiętnościach i naszych słabościach. O sile pojedynczego człowieka, który ma odwagę podążać za swoimi marzeniami oraz niszczycielskiej mocy tkwiącej w całej ludzkiej populacji. To książka o przewrotności losu, ale także historia homo sapiens, jednego z milionów gatunków zamieszkujących planetę Ziemię, który postanowił ową planetę sobie podporządkować. Drwale Annie Proulx, to przede wszystkim wspaniale opowiedziana historia, w sam raz na pochmurny deszczowy dzień i chłodny wczesnowiosenny wieczór, zresztą nie jeden.


Kolejną propozycję jest niesamowita opowieść o czasach polskiego złotego wieku, czyli książka Córki Wawelu Anny Brzezińskiej. Książka niezwykła w swojej formie, to połączenie powieści z esejem historycznym i właśnie ta forma sprawia, że mocniej wchodzimy w świat sprzed pięciu stuleci. Zachwyca bogactwo wątków i prawdziwość świata, o którym opowiada autorka. Dodatkową zaletą tej książki jest to, że mamy tu opowieść o postaciach z drugiego planu naszych dziejów, są to głównie kobiety, które miały jednak olbrzymi wpływ na to, co się wówczas działo. Dzięki Brzezińskiej zaglądamy za kulisy wielkiej historii. Autorka pokazała, że o historii można opowiadać w fascynujący sposób, bo historia to nie daty, to przede wszystkim materiał na wspaniałą opowieść.


Ostatnią moją propozycją jest skromna rozmiarem w porównaniu z dwiema poprzednimi książeczka, Nieznane więzi natury Petera Wohllebena. Tym razem autor Sekretnego życia drzew, w bardzo prosty i zrozumiały sposób opowiada o zależnościach istniejących w przyrodzie, o wpływie człowieka na środowisko oraz skutkach naszych działań. Książka w sam raz na jedno popołudnie i wieczór, po którym nieco inaczej będziemy patrzeć na otaczający nas świat.


Szpony i kły

aruart

W grudniu 1986 r. w miesięcznik Fantastyka ukazało się opowiadanie Wiedźmin autorstwa Andrzeeja Sapkowskiego, które rozpoczęło cykl opowiadań i powieści, których bohaterem jest Gerealt z Rivii. Kto mógł wówczas przypuszczać, że narodziła się jedna z największych gwiazd polskiej popkultury. Trzydzieści lat później, miesięcznik Nowa Fantastyka ogłosił konkurs na opowiadanie inspirowane światem wykreowanym przez Sapkowskiego. Jego efektem jest niedawno wydana książka Szpony i kły. Pozytywnie zaskakuje to, że w większości opowiadań w ogóle nie pojawia się Geralt, za to ich autorzy pokusili się o rozwinięcie kilku niedokończonych wątków z oryginalnego cyklu opowieści o Wiedźminie. Z pewnością najbardziej zbliżonym do pierwowzoru pod względem klimatu, ale także języka, było otwierające tom opowiadanie „Kres cudów” Piotra Jedlińskiego. Niestety nie wszystkie historie trzymają poziom, ale mimo to, przyjemnie było ponownie wgłębić się w ten świat. Zresztą chwilami miałem wrażenie, że przynajmniej niektóre z historii są lepsze od tego, co Sapkowski zaprezentował nam w swojej ostatniej książce.

Polecam Szpony i kły, każdemu kto nie jest fanatycznym miłośnikiem prozy Sapkowskiego i gotów jest zagłębić się w wiedźmiński świat, wykreowany przez innych fanów. Zresztą, kto z nas, przynajmniej w myślach, nie próbował się na to pokusić. Ja sam mam przynajmniej kilka nigdy niezrealizowanych pomysłów. Może kiedyś, ale to już zupełnie inna historia.

Człowiek, który kochał naturę

aruart

Dziś, niemal każdy wie, kim byli Kopernik, Linneusz, Newton, Darwin czy Einstein. Ich ogromny wkład w naukę, jest niepodważalny. Są jednak naukowcy równie wybitni i zasłużeni, którzy w raz z upływem czasu, zostali kompletnie zapomnienia. Przykładem takiej postaci jest Alexander von Humboldt, człowiek, którego nazwiskiem nazywano rzeki, rośliny, zwierzęta, czy też peruwiański prąd oceaniczny. Urodzony w Prusach, Humboldt (1769 – 1859), świetnie wykształcony, od najmłodszych lat marzył o podróżach, chcąc wyrwać się z dość zaściankowego, niemieckiego państewka. Swoje marzenia zrealizował podczas wyprawy do Ameryki Południowej. Obserwując bujną przyrodę tego kontynentu, dostrzegł, że natura stanowi doskonałą całość, w której każdy organizm odgrywa istotną rolę. Jako jeden z pierwszych zwrócił także uwagę na skutki, jakie niesie dla przyrody, zbyt ekspansywna działalność człowieka. Uważał, że przyrodę można poznać przede wszystkim poprzez jej bezpośrednie doświadczenie. Zajmował się m.in. botaniką, geologią, astronomią, zoologią, klimatologią, czy geografią roślin.  Był uznawany za jeden z najważniejszych umysłów swoich czasów. Miał ogromny wpływ na kolejne pokolenia naukowców, z Darwinem na czele. Niestety, w XX wieku został niemal całkowicie zapomniany. Próbą oddania hołdu, temu wybitnemu człowiekowi, jest jego biografia autorstwa Andrei Wulf „Człowiek, który zrozumiał naturę”. Autorka w fascynujący sposób, opowiada o życiu, a przede wszystkim pracy Humboldta. Rysuje nam portret człowieka, bezgranicznie oddanego swojej pasji, czyli nauce, ekscentryka, dla którego najważniejsze było upowszechnienie wiedzy, na temat świata natury. W ostatnim rozdziale zaś, pokazuje, jaki ogromny wpływ, miał on na rozwój nauki, przytaczając wielkich naukowców, których Humboldt zainspirował.


Biografia ta posiada to, czego zabrakło w filmie poświęconym, Marii Skłodowskiej – Curie, w którym stworzono obraz biednej kobiety, zależnej od mężczyzn, niemal całkowicie pomijając jej ogromne oddanie i poświęcenie nauce. Pomimo świetnej Gruszki w roli Skłodowskiej, powstał film straszliwie męczący,  chociaż życie naszej noblistki, to gotowy scenariusz, porywającego serialu. Może kiedyś HBO odważy się skorzystać z tej okazji.

Lusitania

aruart

Lusitania wypływa w swój ostatni rejs

Prawie 102 lata temu, u wybrzeży Irlandii zatonął potężny transatlantyk „Lusitania”. Przyczyną tragedii, było trafienie torpedą, wystrzelona przez niemieckiego U-boota. W ciągu 18 minut ogromny okręt (wyporność 44000 ton), poszedł na dno wraz z 1193 pasażerami. Specjalistom trudno jest uwierzyć, że mogła do tego doprowadzić zaledwie jedna torpeda. Teorii próbujących to wytłumaczyć jest kilka. Jeszcze dziwniejsze jest to, że ten luksusowy transatlantyk, duma brytyjskiej marynarki, pozostawiono zupełnie bez ochrony na akwenie, na którym grasowały u-booty. Kiedy dokładnie przyjrzy się okolicznościom, pozostaje nieodparte wrażenie, jakby komuś (Brytyjczykom), zależało, aby doszło do zatopienia „Lusitanii”, na której pływali obywatele amerykańscy. Ich śmierć mogła wciągnąć Stany Zjednoczone do wojny. I w efekcie, katastrofa z maja 1915 r. była pierwszym, poważnym krokiem w tym kierunku.

Zatonięcie „Lusitanii” (źródło: Wikipedia)

Właśnie tej katastrofie została poświęcona książka Erika Larsona, „Tragedia Lusistanii”. Larsonowi udała się rzecz niezwykła, bo pomimo tego, że od samego początku zdajemy sobie sprawę, z tego co nastąpi, zafascynowani czytamy historię ostatniego rejsu „Lusitanii”. Kilkakrotnie złapałem się na tym, że mam nadzieję, iż okręt jednak dopłynie do celu. Autor próbuje, na podstawie wspomnień pasażerów, raportów i wyników śledztwa, oddać atmosferę panującą na pokładzie. Myślę, że wielką zaletą jest właśnie pokazanie ducha tamtej epoki. Książka właściwie składa się z trzech części. W pierwszej mamy opis rejsu „Lusitanii” z Ameryki do Wielkiej Brytanii, oraz patrolu niemieckiej łodzi podwodnej U – 20. W drugiej autor przedstawia moment zatopienia potężnego okrętu, oraz próby ratowania pasażerów. W trzeciej zaś konsekwencje, czyli śledztwo, które miało na celu obciążenie winą za to co się stało, kapitana okrętu, oraz losy części pasażerów, którym udało się przeżyć (było ich przeszło 700). Książkę Larsona polecam każdemu, kto chciałby się dowiedzieć o tym, co działo się wiek temu. To nie tylko opowieść o wojnie, to przede wszystkim historia ludzi, z wielką historią w tle, a przy okazji można dowiedzieć się o kulisach funkcjonowania ówczesnego wywiadu, czy amerykańskiej administracji.. „Tragedia Lusitanii”, to książka, która zadowoli nie tylko miłośników historii, ale każdego, kto szuka w książkach czegoś więcej niż prosta rozrywka.


Król

aruart



Spore wrażenie wywarła na mnie ostatnia książka Szczepana Twardocha „Król”. Podobnie zresztą było z poprzednimi. W „Królu”, Twardoch w niesamowicie plastyczny sposób, rekonstruuje warszawski półświatek końca lat 30-tych XX wieku. Czytając tę książkę, dosłownie czujemy biedę żydowskiej części stolicy. A kiedy śledzimy warszawskie zamieszki, mamy wrażenie, że obok nas przelatują kostki brukowe. Postacie zostały tak doskonale naszkicowane, że mamy wrażenie, jakbyśmy siedzieli w ich głowach. Świat opisywany przez Twardocha jest brudny, odstręczający, straszliwie brutalny, ale wszystko to zostało tak napisane, że nie można oderwać się od lektury. Nie ma tutaj pozytywnych postaci, a i tak czujemy sporo sympatii do głównych bohaterów. Kolejną ogromną zaletą książki jest tło polityczne. Twardoch doskonale oddał atmosferę tamtych lat. A co najbardziej przerażające, chwilami miałem wrażenie, że znam opisywane tam zdarzenia (i nie chodzi o historię).

Można pisać masowo jak Remigiusz Mróz, dostarczając niezbyt skomplikowanej rozrywki, ale można też tworzyć literaturę, jak Szczepan Twardoch, książki, które są nie tylko czystą fabułą, ale osadzone są w czymś znacznie głębszym i znacznie głębiej docierające.

Kolejna śmierć w mieście Breslau

aruart

Marek Krajewski wielokrotnie zarzekał się, że nie powróci do cyklu kryminałów o Eberhardzie Mocku. Po „Dżumie w Breslau”, przeniósł miejsce akcji swoich książek do przedwojennego Lwowa, tworząc bohatera, który był nieudanym klonem Mocka (Edward Popielskie). Na dodatek, w kolejnych książkach zagłębiał się w przeróżne teorie matematyczno – filozoficzne, które niepotrzebnie gmatwały tylko ich fabułę. Przed rokiem,  „Areną szczurów”, Krajewski zamknął cykl o Popielskim. Tak na marginesie, to chyba, najbardziej udana książka w serii. Zastanawiało mnie, czym takim teraz zajmie się pisarz. I kilka dni temu, ku mojej wielkiej radości znalazłem najnowsze dzieło Marka Krajewskiego, zatytułowane „Mock”. Tak, Krajewski powrócił i to w naprawdę świetnej formie.

„Mock” to prequel dotychczasowych powieści z cyklu. Młody Ebehard Mock, niedoszły nauczyciel języków klasycznych, szeregowy funkcjonariusz wydziału obyczajowego, wrocławskiej policji, ryzykując utratą pracy, ale także własnym życiem, robi wszystko, aby zasłużyć na przejście do policyjnej elity. Może to osiągnąć, rozwiązując zagadkowe morderstwo, czterech nastolatków dokonane Hali Stulecia, na kilka tygodni przed jej inauguracyjnym otwarciem. Hala Stulecia, jedno z najwspanialszych i najbardziej charakterystycznych miejsc Wrocławia, staje się niemal autonomicznym bohaterem powieści. Czytając „Mocka” poczułem się tak, jak wtedy, kiedy pierwszy raz, czytając „Śmieć w Breslau”, zagłębiałem się w zakazane uliczki przedwojennego Wrocławia. Każda strona pokazuje jak dobrze Krajewski zna, a przede wszystkim, jak doskonale czuje, to niezwykłe miasto. Tego właśnie brakowało mi w opowieściach o Popielskim. Krajewski dosyć dokładnie opisywał Lwów, ale nie potrafił w pełni oddać ducha tego miejsca. A może to tylko moje subiektywne odczucie, w końcu uwielbiam stolicę Śląska, z którą jestem bardzo mocno związany emocjonalnie. Jak by nie było, „Mock” to bardzo miła niespodzianka i miejmy nadzieję, że Marek Krajewski pozostanie przy tej serii, bo Breslau, ma jeszcze wiele historii do opowiedzenia.


© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci