Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Wyprawa do lasu

aruart

Od pewnego czasu, moim niedzielnym zwyczajem stały się poranne rowerowe wyprawy. Kiedy wszyscy odsypiają sobotnie popijawy, ja wsiadam na rower i korzystając z pustych dróg i ścieżek mogę napawać się porannym słońcem, wiedzą, że nic i nikt mi tego nie zepsuje. Spokój, cisza i śpiew lasu. Bo chociaż 95% rosnących tam drzew posadzili ludzie, to przyroda i tak sama zawłaszczyła sobie ten skrawek świata. Paprocie, krzewy, trawy, rosną sobie swobodnie, chociaż nikt ich tam nie sadził i nic sobie nie robią z tego, co zaplanowali sobie leśnicy. A do tego ten cudowny chór żywych stworzeń. Gdzieś za mną dzięcioł pracowicie stukał w zaatakowany przez „szkodnika” pień drzewa, kilkakrotnie poczułem na sobie cień przelatującego myszołowa, a w pewnym momencie pewien ciekawski trzmiel, postanowił sprawdzić, co ja tam tak sobie siedzę w jego lesie i przez kilka minut latał wokół mnie. Kiedy jednak przekonał się, że tylko siedzę, odleciał aby znaleźć coś znacznie ciekawszego. Gdzieś w pobliskich krzaczorach było także słychać dwie kłócące się sójki. Nie wiem, może chodziło im o to, czy tej zimy nie wybrać się w końcu za morze. No i jeszcze chór, ptasiej drobnicy, której udało się już odchować potomstwo i może w końcu cieszyć się zasłużonymi wakacjami. A gdzieś, pośród tego ptasiego jazgotu ja, niezapraszany gość, z którym las łaskawie dzieli się swoim pięknem. W tym momencie istniało dla mnie tylko to miejsce, jego kojąca siła i spokój, jego czystość oraz pobudzające wszystkie zmysły zapachy, dźwięki i kolory. I poczułem się jakbym był częścią tego miejsca, jakby moja dusza właśnie tam się zakorzeniła.

 

 

 

 

 

 

© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci