Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Krótko o… książkach cz. 4

aruart

Wakacje, zawłaszcza takie upalne, sprzyjają lekturze. W taki skwar nie da się zwiedzać, ciężko też zdobyć jakąkolwiek górę, a leżenie na plaży można przypłacić udarem. Zawsze jednak można skryć się w cieniu i oddać się lekturze. Oto kilka moich propozycji.

Yuval Noah Harari, Homo Deus. Krótka historia jutra.

Yuval Noah Harari kontynuując rozważania na temat Homo Sapiens (wcześniej napisał Sapiens. Od zwierząt do bogów), w swojej kolejnej książce zastanawia się nad przyszłością człowieka. Kreśli kilka możliwych scenariuszy dotyczących naszej przyszłości i niestety, żaden z nich nie jest zbyt optymistyczny, a niektóre, są w ręcz fatalne. I można się z z tezami autora zgadzać lub nie, myślę jednak, że lektura Homo Deus. Krótka historia jutra, zmusza do przemyślenia wielu spraw, w końcu to nie tyle zbiór informacji o kierunkach rozwoju nauki i techniki, to rozważania filozoficzne nad tym, do czego dąży Homo Sapiens.

To kolejna wspaniała biografia autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej. Tym razem jednak mamy do czynienia z sytuacją, kiedy to opowieść o życiu Krzysztofa Komedy staje się okazją do przedstawienia historii narodzin polskiego jazzu. Momentami miałem wrażenie, że Komeda odsuwa się gdzieś w cień, za to głównym bohaterem jest rewolucja jazzowa, która miała miejsce w Polsce na przełomie lat 50-tych i 60-tych. Wciąż przewijają się wielkie nazwiska Jan Ptaszyn Wróblewski, Wojciech Karolak, niedawno zmarły Tomasz Stańko, Zbigniew Namysłowski, Michał Urbaniak i wielu innych, którzy na kartach książki mają zaledwie po 20, 30 lat i dopiero zaczyna się ich muzyczna kariera. To także opowieść o tamtych czasach, o krótkiej odwilży, o młodych ludziach, którzy chcą żyć normalnie, chcą tworzyć i cieszyć się życiem. Marzy mi się podobne kompendium wiedzy o tym co działo się pod koniec lat 70-tych w muzyce rockowej, to akurat coś co bardziej czuję, to m.in. właśnie taka muzyka mnie ukształtowała. Komeda. Osobiste życie jazzu, to wspaniała książka o bardzo ważnym zjawisko społecznym i kulturowym, które wydarzyło się w Polsce przeszło 50 lat temu.

Kryminały Marty Guzowskiej

Tropikalne temperatury nie zawsze sprzyjają poważnej literaturze. Więc jeśli ktoś chciałby coś znacznie lżejszego, proponuję kryminały Marty Guzowskiej. W kilku recenzjach spotkałem się z tym, że są to książki dosyć proste, że pisarstwo Guzowskiej to grafomania, mi jednak, na przekór krytykom, bardzo podobają się kryminały pani Guzowskiej i to (chyba jestem heretykiem), bardziej niż twórczość Mroza, czy pani Bondy. Może wynika to z tego, że akcja jej powieści mocno zahacza o archeologię, a przecież tak niewiele brakował, żebym sam został archeologiem i gdzieś tam w głębi, pozostał mi sentyment do tej dziedziny nauki. Oba cykle (o Simonie Brenner oraz Mario Yblu), sprawiły mi taką samą przyjemność i nie w ważna w nich jest sama intryga, która często jest dosyć prosta, ale to klimat, humor, zrywanie masek z nadęcia świata nauki, a zwłaszcza naukowców z tytułami, to sprawia, że książki Guzowskiej, tak dobrze się czyta. Jak dla mnie, to książki w sam raz na plażę, czy na hamak rozwieszony w cieniu rozłożystych dębów. Ale to oczy wiście moja własna, subiektywna opinia.

© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci