Menu

AruArt

dziennik niecodzienny

Krótko o... serialach

aruart

Zdarza się, że podczas zaplanowanego od dawna urlopu pogoda robi psikusa i zamiast rozpieszczającego nas słońca, mamy wk…jącą ulewę. I co robić by uratować tych kilka dni wolnego od pracy. Tu z pomocą przychodzą różne kanały sreamingowe. A niech pada, niech obrywają się chmury, wypluwając z siebie całe masy wody. Przecież zawsze można w tym czasie dać się pochłonąć jednemu z dziesiątków, fascynujących seriali. A o to kilka przykładów:

Happy!

To nie jest serial dla każdego. Niepoprawny politycznie, chwilami wręcz niecenzuralny, ale do tego zabawny (czarny humor), nieprzewidywalny, a przez to bardzo ciekawy. Łowny bohater, Nick Sax (grany przez Christophera Meloni), jest fantastyczny. Happy! To ekranizacja komiksu, którego nie chcesz pokazać swoim dzieciom, chociaż samemu nie przegapisz nawet jednej strony. I taki właśnie jest ten serial, w sam raz na wieczór, kiedy zmęczone dzieciaki w końcu pójdą spać.

Altered Carbon

Najdroższy serial wyprodukowany przez Natflixa. I to widać, wizualnie wspaniały. Nie wiem, dlaczego fantasy jest popularniejsze od cyberpunka, który bliżej dotyka rzeczywistości. Mało tego, pokazuje ewentualne, negatywne skutki, rozwoju naszej cywilizacji. I właśnie tego dotyka ten serial. No, ale bajki zawsze lepiej się sprzedawały od pesymistycznych przepowiedni. Serial posiada świetny klimat

Piraci

Nie do końca rozumiem fascynację serialem Wikingowie, które w warstwie fabularnej jest dosyć niedopracowany, liczne dłużyzny, sprawiają, że oglądam go zawsze nieco go przewijając. Za to udało mi się znaleźć serial kostiumowy, który mnie zafascynował, pomimo tego, że jako historyka bardziej interesują mnie czasy o  których opowiadają Wikingowie. To brytyjski serial Piraci. Zrealizowany z wielki rozmachem, w końcu XVII wieczne galeony, to jakby nie było, okręty robiące znacznie większe wrażenie niż normańskie drakkary. A do tego jeszcze karaibskie klimaty. I fabuła, która rozwija się z odcinka na odcinek, bez zbędnego przedłużania. W ciągu czterech sezonów dostajemy zamkniętą, bardzo fascynującą opowieść, a kiedy kończy się ostatni odcinek z jednej strony jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani z historii, którą pochłonęliśmy, chociaż zostaje mały niedosyt, że nie spotkamy już więcej kapitana Flinta i Johna Silvera. Tutaj nawet (zwłaszcza) czarne charaktery są fascynujące. Bardzo polecam, jeden z najlepszych seriali jakie oglądałem.

© AruArt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci